Saturday, 13 October 2007
Pamięć w pigułce
Umiejętność zapamiętywania informacji i przechowywania ich przez dziesiątki lat to jeden z cudów ludzkiego umysłu. Do niedawna naukowcy mieli mgliste pojęcie o szczegółach tego procesu. Jedną z tajemnic pamięci prawdopodobnie udało się zbadać grupie kanadyjskich badaczy. Kanadyjczycy znaleźli gen, który pełni kluczową rolę w procesie zapamiętywania, i przyjrzeli się dokładniej mechanizmom jego działania. W przyszłości ich odkrycie pozwoli nam być może stworzyć leki cofające skutki choroby Alzheimera oraz demencji. Szczegóły odkrycia opisano na łamach najnowszego numeru pisma "Cell". Pewnie nieraz zdarzyła ci się sytuacja, kiedy bezskutecznie próbowałeś przypomnieć sobie nazwisko aktora czy tytuł jakiejś książki, przez co nie mogłeś w nocy zmrużyć oka. Mimo iż tego rodzaju codzienne problemy z pamięcią mogą być niezwykle irytujące, są one niczym w porównaniu z konsekwencjami zaburzeń pamięci wywołanymi chorobą. W przypadku choroby Alzheimera (choroba neurologiczna o nieznanej etiologii, prowadząca do destrukcji tkanki mózgowej) ludzka pamięć pogarsza się dosłownie z dnia na dzień. Mimo wcześniejszej sprawności intelektualnej chory w przeciągu kilku miesięcy traci wspomnienia z całego życia. Zaburzenia pamięci występują również u osób ciepiących na tzw. demencję - otępienie występującą często u osób w podeszłym wieku. Demencja zdarza się także u osób młodych, tzn. przed 50 rokiem życia - chorujących na serce, choroby układu dokrewnego, miażdżycę, cukrzycę lub nadużywających leków czy alkoholu. Zaburzenia procesów zapamiętywania być może już niebawem zaliczymy do tych objawów chorobowych, z którymi potrafimy sobie poradzić bez trudu. Kamieniem milowym na drodze do osiągnięcia takiego efektu są z pewnością odkrycia zespołu naukowców z Wydziału Biochemii kanadyjskiego McGilll University w Montrealu. Badaczom, których pracami kierował prof. Nahum Sonenberg, udało się bowiem odnaleźć molekularny przełącznik odpowiadający za przenoszenie wspomnień do magazynu pamięci długotrwałej. W rozwiązaniu zagadki pomogły naukowcom zmutowane myszy. W ramach swoich badań naukowcy postanowili bliżej przyjrzeć się genowi, który w normalnej sytuacji odpowiada za produkcję białka "blokującego" proces zapamiętywania. Na potrzeby swego eksperymentu badacze wyhodowali myszy z uszkodzoną wersją tego genu. Zgodnie z teoretycznym założeniem, mutacja genetyczna miała doprowadzić do zmniejszenia produkcji prawidłowej postaci białka eIF2a, czyli białka "zapominania". By przekonać się o rzeczywistych rezultatach uszkodzeń w genie GCN2 uczeni zdecydowali się przeegzaminować swoje gryzonie w specjalnym wodnym labiryncie. To urządzenie bardzo często wykorzystuje się w badaniach laboratoryjnych do sprawdzania zdolności uczenia się i sprawności zapamiętywania u zwierząt. Zasada funkcjonowania wodnego labiryntu jest prosta. Gryzonie, które, jak wiadomo, nie bardzo lubią pływać w wodzie, wrzuca się do basenu na tyle głębokiego, że mimo wszystko są zmuszone do pływania. W obrębie basenu umieszczona jest zwykle jedna lub więcej niewidocznych platform - wysepek. Droga do każdej z platform oznaczona jest wskazówkami wizualnymi - swego rodzaju znakami drogowymi. Im szybciej mysz zapamięta znaki prowadzące na platformy, tym szybciej trafi na miejsce, w którym - choć nadal będzie mokro - nie trzeba będzie pływać. Jak się okazało, myszy mutanty o wiele lepiej radziły sobie z rozpracowaniem labiryntu niż zdrowe gryzonie. Po sześciu dniach treningu, myszy z uszkodzonym genem potrzebowały jedynie 20 sekund, by dotrzeć do platformy, podczas gdy ich "normalne" odpowiedniki błąkały się w wodzie niemal dwa razy dłużej, czyli ok. 50 sekund. "Także inne przeprowadzone przez nas testy behawioralne wykazały, iż myszy ze zmutowanym genem mają lepszą pamięć i o wiele szybciej się uczą!" - mówi prof. Nahum Sonenberg. W drugiej fazie eksperymentu kanadyjscy naukowcy postanowili zniwelować działanie mutacji genetycznej przez podanie myszom specjalnej substancji chemicznej. Dzięki niej ilość białka powodującego zapominanie była znów normalna. Jak się okazało, sztuczne podniesienie jego ilości spowodowało, że myszy wolniej się uczyły i osiągały gorsze wyniki w testach pamięci. Zatem to, od ilości owego białka, którego produkcją sterował konkretny gen zależało - czy pamięć gryzoni będzie przeciętna, czy cudowna. "Jest dosłownie kilka przykładów badań, w których dzięki mutacji genetycznej udało się poprawić pamięć zwierząt" - mówi prof. Nahum Sonenbreg. - Nasz eksperyment to mały, choć niezwykle ważny element układanki mówiącej o tym, jak działa nasza pamięć. Naukowcy podkreślają, iż ich odkrycie może mieć ważne praktyczne zastosowanie i pomóc w opracowaniu leku, który cofałby tragiczne skutki demencji czy choroby Alzheimera. "Kolejnym i, jak się wydaje, nieuniknionym krokiem jest znalezienie cząsteczki czy substancji chemicznej, która dawałaby taki sam efekt, co mutacja, jaką zafundowaliśmy myszom" - mówi prof. Nahum Sonenberg. Zdaniem naukowców taka pigułka choć nie leczyłaby schorzeń samych w sobie - przynajmniej pomagałaby niwelować jeden z ich najbardziej nieprzyjemnych objawów - postępującą utratę pamięci. "Od jakiegoś czasu wiedzieliśmy, iż ekspresja genów oraz produkcja białek pełnią ważną rolę w procesach zapamiętywania, wiedzieliśmy więc, gdzie kryje się potencjalne rozwiązanie problemu. Jednak szczegóły pozostawały dla nas tajemnicą" - mówi dr Weihong Song, specjalista w dziedzinie choroby Alzheimera z kanadyjskiego University of British Columbia. "Moim zdaniem odkrycie kanadyjskich badaczy jest bardzo istotne, ponieważ otwierają przed nami wiele drzwi do dalszych badań, i wskazuje, w którym kierunku powinny iść nasze poszukiwania" - uważa uczony. Oczywiście po żadnej pigułce nie można spodziewać się cudów i nie o cuda w tym wypadku chodzi. "Nawet jeśli taki lek poprawiłby pamięć chorych na Alzheimera o 10 czy 20 procent, to byłaby to olbrzymia zmiana na lepsze" - podkreśla prof. Nahum Sonenberg. Dziennik.pl
Friday, 12 October 2007
Głowa boli nieszczęśliwych
Włoscy naukowcy ustalili, że osoby cierpiące na migrenę "bez aury" mają tendencje do unikania trudnych sytuacji, nadmiernego kontrolowania agresji oraz skłonność do depresji. Według uczonych jest to związane z zachodzącymi w mózgu zaburzeniami gospodarki serotoniną, hormonem szczęścia - pisze DZIENNIK. Migrena występująca bez aury (czyli świetlistych błysków poprzedzających atak) to najczęstsza postać tej choroby, na którą cierpi około 80 proc. wszystkich chorych na migrenę. Napady bólu pojawiają się nagle, najczęściej rano. Wcześniej chory może czuć rozdrażnienie, niepokój. Ból jest pulsujący, jednostronny, zlokalizowany w okolicy oka lub skroni. Towarzyszą mu często nudności, wymioty, nadwrażliwość na światło i dźwięk. Atak migreny trwa od 4 do 72 godzin i zazwyczaj całkowicie paraliżuje życie chorego, dostarczając mu dodatkowo ogromnych cierpień. Jak wynika z przeprowadzonych dotąd badań nad przyczynami i mechanizmami powstawania choroby - są one niezwykle złożone. Migrena uważana jest jednak za chorobę psychosomatyczną - czyli taką, której objawy odczuwane są na poziomie ciała, a przyczyny związane z życiem psychicznym, emocjami. Sugerowano na przykład, że czynnikiem sprzyjającym powstawaniu choroby jest niezbyt umiejętne radzenie sobie z wyrażaniem złości. Zaobserwowano również, że chorzy na migrenę często mają objawy depresji. Ponieważ sposób zarządzania myślami, emocjami, zachowaniami zależy od osobowości, a dokładniej temperamentu człowieka, naukowcy z Uniwersytetu w Turynie postanowili dokładniej przyjrzeć się subtelnym zależnościom między złością, depresją i osobowością "migrenowców". Jako pierwsi przeprowadzili miarodajne badania na ten temat, wykorzystując dość nowatorską koncepcję osobowości R. C. Cloningera. Według tej teorii na osobowość człowieka składają się: charakter zdeterminowany środowiskiem życia oraz temperament uwarunkowany genetycznie.Włoscy uczeni przebadali 105 dorosłych pacjentów Centrum Bólów Głowy przy Uniwersytecie w Turynie, cierpiących właśnie z powodu ataków migreny bez aury. Wyniki badań porównali z grupą kontrolną liczącą 79 zdrowych osób. Uczestnicy eksperymentów nie różnili się specjalnie wiekiem, wykształceniem czy stylem życia. Przeprowadzono wśród nich trzy testy. Pierwszy określał występowanie symptomów depresji. Drugi charakteryzował sposób przeżywania złości. Trzeci - opisywał szczegółowo typ temperamentu i charakteru, czyli osobowość osoby badanej. Wyniki testów oraz wyciągnięte na ich podstawie wnioski są niezwykle interesujące. Osoby ciepiące na postać migreny bez aury częściej przejawiały objawy depresji oraz tendencje do nadmiernego kontrolowania złości - w porównaniu do osób zdrowych. Jeśli chodzi o osobowość - okazało się, że różnice między obiema grupami są dość widoczne, a wspólne cechy osobowości u osób chorych - wyraźne. Osoby cierpiące na migrenę częściej są pasywne, dokucza im poczucie niepewności, są podatne na stres, w sytuacjach wyjątkowo stresujących wpadają w stany lękowe i depresyjne. Ich charakter jest kruchy, wrażliwy, miewają trudności z wytyczaniem sobie celów i z poczuciem autonomii. Dodatkowo - są wrażliwe na ból. Jakie praktyczne znaczenie mają te wyniki badań? Czy stanowią jedynie dodatkową wskazówkę dla psychoterapeutów pracujących z osobowami cierpiącymi na migrenę? Otóż nie tylko. Testy skonstruowane na podstawie teorii R.C. Cloningera pozwalają powiązać określone cechy osobowości, a dokładniej temperamentu czlowieka z aktywnością konkretnych układów neurotransmiterów w jego mózgu. Neurotransmitery to substancje chemiczne, które w układzie nerwowym odpowiadają za przekazywanie sygnałów pomiędzy komórkami nerwowymi. Neuron wysyłający informację uwalnia neuroprzekaźnik, który jest rozpoznawany przez receptory na powierzchni komórki odbierającej impuls i przesyłany dalej w postaci impulsu nerwowego o określonym potencjale. W tym procesie około 10 proc. neuroprzekaźnika marnuje się, pozostałe 90 proc. jest wychwytywane przez komórkę do ponownego użycia. Nadaktywnoć lub zaburzenia w funkcjonowaniu neurotransmiterów powodują zaburzenia w "rozmowie" między neuronami. To skutkuje kolejnymi zaburzeniami, choćby na poziomie samopoczucia. Z jakim układem neurotransmiterów powiązane są cechy temperamentu uznane za charakterystyczne dla "migrenowców"? Z badań włoskich naukowców wynika, że modeluje je układ neurotransmisji serotoninowej w którym zasadniczą role odgrywa serotonina, czyli tzw. hormon szczęścia. Według niektórych neurologów o tym, czy czujemy się szczęśliwi, decyduje poziom serotoniny w tzw. jądrze szwu, w rdzeniu przedłużonym. Niedobór tego przekaźnika powoduje stany psychiczne takie jak agresja i depresja. "Innymi słowy występowanie tych trzech elementów obok siebie: migreny, depresji oraz agresji nie jest wcale przypadkowe - można nawet podejrzewać, że łączy je to samo zaburzenie systemu serotoninergicznego" - piszą w swojej pracy badacze z Turynu. Nie wyjaśnia to może przyczyn i mechanizmów choroby - można jednak próbować jej zabobiegać, przyglądając się owym zaburzeniom. Dzięki temu uda się opracować doskonalsze od stosowanych obecnie farmakologiczne metody zapobiegania migrenie. Dziennik
Rośnie liczba uzależnionych od komórek
Badania wykazują, że coraz więcej ludzi nigdy nie wyłącza swojego telefonu komórkowego. Boją się utracić kontakt z bliskimi - pisze DZIENNIK. Czterech na dziesięciu Hiszpanów jest uzależnionych od telefonów komórkowych - wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez specjalistkę od psychologii uzależnień Franciscę López Torrecillas z hiszpańskiego uniwersytetu w Grenadzie. Uczona twierdzi, że konsekwencje głębokiego przywiązania do komórek mogą mieć równie destrukcyjne działanie na ludzką psychikę jak narkotyki czy alkohol. Francisca López Torrecillas przebadała kilkaset osób między 18. a 25. rokiem życia, by określić, w jaki sposób korzystają z telefonu komórkowego. Wszyscy badani pochodzili z Grenady, jednego z bogatszych miast w Hiszpanii, położonego w południowej części kraju. Z przeprowadzonych przez uczoną wywiadów wynikało, że aż 40 proc. jej rozmówców korzysta z komórki dłużej niż cztery godziny dziennie. Rozmawiają przez telefon, piszą SMS-y, puszczają sygnały do znajomych. Większość stara się nie przepuścić żadnego telefonu i odpowiedzieć na każdego SMS-a, a jeśli im się to nie uda, czują smutek i głębokie obniżenie nastroju. Według hiszpańskiej badaczki, osoby te można określić jako uzależnione od korzystania z komórki. Ich choroba to znak naszych czasów, rezultat przemian społecznych i ekonomicznych, jakie zaszły w kulturze Zachodu w ostatnim dziesięcioleciu. Od alkoholików czy narkomanów różnią się tym, że uzależnienie rozwija się tylko na poziomie psychiki, bez wyraźnych objawów fizycznych. "Dlatego w wielu wypadkach choroba pozostaje przez długi czas nierozpoznana" - mówi profesor Torrecillas. Jakie są inne objawy uzależnienia od komórki? Na przykład horrendalnie wysokie rachunki telefoniczne, często ponad możliwości finansowe użytkownika. Według profesor Torrecillas, uzależnieni bez przerwy nasłuchują też, czy telefon aby nie dzwoni, czy nie przyszedł SMS, wolą zazwyczaj do kogoś zadzwonić niż rozmawiać z nim w cztery oczy. Zaniedbują obowiązki w pracy, na studiach, izolują się od przyjaciół i rodziny. Po prostu ukrywają fakt, że nie potrafią choć na kilka minut rozstać się z małym, niewinnym, dzwoniącym czasami przedmiotem czy wyłączyć go na chwilę. Są to zazwyczaj osoby o niskiej samoocenie, posiadające problemy w nawiązywaniu i utrzymywaniu kontaktów towarzyskich, u których deficyt kontaktu z ludźmi jest tak duży, że potrzeba staje się przymusem. Każda forma jej zaspokojenia, nawet najbardziej iluzoryczna, jest więc na wagę złota. "Wyłączenie telefonu powoduje u nich niepokój, irytację, problemy z zasypianiem i bezsenność, a nawet drgawki i kłopoty z trawieniem" - opowiada prof. Torrecillas. Badania podobne do hiszpańskich przeprowadzono także we Włoszech, gdzie na 58 mln mieszkańców przypadają ponad 62 mln aparatów. Według psychologa Cesare Guerreschi, założyciela Instytutu Patologii Kompulsywnych w Mediolanie, sześć proc. Włochów uzależniło się do tej pory od korzystania z telefonów komórkowych. Są to najczęściej kobiety w wieku 25-35 lat oraz młodzież. Charakterystyczne dla nich jest to, że zawsze mają przy sobie zapasową baterię i nigdy nie wyłączają urządzenia. "Z kolei sześć i pół proc. z grupy uzależnionych, gdy zapomni wziąć ze sobą telefon, wpada w kryzys, identyczny jak po nagłym odstawieniu narkotyku" - twierdzi Guerreschi. Nieustanny przymus ciągłego bycia w kontakcie jest niebezpieczny zwłaszcza dla osób młodych. "Uzależnienie od telefonu komórkowego zagraża przede wszystkim dzieciom i nastolatkom, które dopiero uczą się komunikować z ludźmi. Dla osób z zaburzeniami czy nieśmiałych telefon może łatwo stać się sposobem kontaktowania ze światem, a nie tylko narzędziem" - mówi Marcin Czarnocki, psycholog z zespołu psychoterapeutów SPERO zajmujący się uzależnieniami psychicznymi. Jedynym skutecznym lekarstwem na wyzwolenie się z nałogu jest fachowa terapia. Osoba dotknięta uzależnieniem psychicznym nie potrafi bez pomocy z zewnątrz zrezygnować z kompulsywnego zdobywania i konsumowania danej przyjemności. W Polsce zaobserwowano dotąd uzależnienia psychiczne od: seksu, pracy, zakupów, masturbacji, jedzenia, słodyczy, telewizji, internetu, hazardu i gier komputerowych. "Nie słyszałem, by w Polsce zdiagnozowano przypadek uzależnienia od telefonu komórkowego" - mówi Marcin Czarnocki. "Wydaje mi się jednak, że to kwestia czasu" - dodaje. W końcu każdy z nas ma wśród znajomych osobę, która nigdy nie wyłącza swojej komórki i wpada w rozpacz, kiedy nie uda się jej odebrać połączenia. Na dodatek polskich użytkowników komórek charakteryzuje dwukrotnie większa niż w innych krajach europejskich ilość wysyłanych SMS-ów (średnio sześć dziennie). Trzynaście proc. z nich (największy odsetek w Europie) decyduje się na posiadanie wyłącznie aparatu przenośnego, nie interesuje ich w ogóle telefon stacjonarny. Dziś w Polsce aktywnych jest prawie 35 mln aparatów, jednak - według prognoz - do połowy 2007 r. będzie ich tyle samo, ile wszystkich obywateli (dane GUS z 2006 r.). Francisca López Torrecillas uważa, że uzależnienie od telefonów komórkowych zalicza się do szerszej kategorii uzależnień od nowych technologii, obejmującej również zależność od internetu, gier komputerowych czy telewizji. Niewykluczone, że właśnie ten typ uzależnienia stanie stanie się prawdziwą zmorą XXI w. Przy czym amerykańscy naukowcy przestrzegają pracodawców przed zbytnią swobodą w obdarowywaniu pracowników komórkami czy laptopami. Już wkrótce firmy mogą zostać zasypane lawiną pozwów z powództwa cywilnego od osób uzależnionych od korzystania z tych prezentów. Paulina Kmieć Źródło: dziennik.pl
Friday, 13 July 2007
Miłość i zasada trzech minut
O tym, kogo kochamy najmocniej, decyduje podświadomość. Ale to, czy nasz związek przetrwa, zależy tylko od nas. Wystarczy ze sobą rozmawiać - twierdzą psychologowie. Najlepiej półtorej godziny tygodniowo
Miłość ma około czterdziestu tysięcy lat. Mniej więcej właśnie wtedy człowiek zdobył świadomość samego siebie, co pozwoliło mu pokochać innego człowieka. Miłość jest najlepszym i prawdopodobnie jedynym sposobem na przeżycie, zarówno w kontekście jednostki, jak i całego gatunku ludzkiego. Potwierdzają to statystyki. Ludzie, którzy kochają i żyją w związku, są zdrowsi i szczęśliwsi niż ludzie samotni, którzy zapadają na niemal wszystkie choroby od dwóch do czterech razy częściej (badania Jamesa Lyncha). Może to banalne, ale najważniejsze, co można w życiu zrobić dla siebie, to zadbać o swój związek. Tylko, do licha, jak?
Fundament, czyli pierwsze trzy minuty
Na to pytanie odpowiada bardzo rzeczowo prof. Michael Lukas Moeller w swojej książce "Jak zaczyna się miłość. Pierwsze trzy minuty" (wyd. Nisza 2007). Według profesora przetrwa to uczucie, które jest wciąż podsycane -poprzez myślenie o sobie nawzajem, wspólne przedsięwzięcia, a przede wszystkim rozmowę. Pierwsze chwile znajomości, moment zakochania to skarbnica, z której partnerzy do końca życia mogą czerpać siły i nauki. To także fundament, na którym można się oprzeć, jeśli coś zaczyna się psuć.
Nieświadome dziedzictwo
O tym, kogo kochamy i jakie problemy napotykamy w życiu miłosnym, w dużej mierze decyduje podświadomość. Silna fascynacja drugim człowiekiem pojawia się, gdy moja i jego nieświadomość silnie ze sobą korespondują. Ludzie o podobnych uwarunkowaniach psychicznych przyciągają się jak dwa magnesy, już od pierwszych minut znajomości. Jak twierdzą psychoanalitycy, aż 90 proc. tego, co się dzieje między dwojgiem, nie dociera do ich świadomości. Tymczasem już w pierwszych sekundach zakochania powstaje specyficzna struktura związku, która utrzyma się przez całe życie i wpłynie właściwie na wszystko.
Miłosne matryce
Nie ma dwóch jednakowych relacji. Za każdym razem, gdy się zakochujemy, wydarza się coś, co nie mogłoby wydarzyć się z nikim innym. Nowy partner uruchamia w nas cechy, których poprzedni być może nawet nie dostrzegli. O tym, jaki jest związek, decydują nie tylko relacje naszych rodziców, ale także to, jak kochali się nasi dziadowie, pradziadowie. Ich miłosne losy, zakodowane w podświadomości, kreują zachowanie, oczekiwania, techniki radzenia sobie z problemami. Jak daleko sięga ten wpływ? Z badań dynamiki grupowej wynika, że normy obowiązujące w danej grupie są żywe do jedenastu pokoleń. Moeller uważa, że nasze postawy mają wciąż bardzo wiele wspólnego z tymi, które charakteryzowały pierwotne społeczności. To możliwe. Czterdzieści tysięcy lat, które upłynęły od momentu eksplozji samoświadomości, to "zaledwie" 1600 pokoleń. W ciągu ostatnich 200 lat na dowolny związek istniejący dziś złożyło się 510 miłosnych relacji.
Miłość przeraża
Im bardziej pasują do siebie dwie nieświadomości, tym większe przyciąganie między partnerami. Tworzą oni specyficzne duchowe pole magnetyczne, którego bieguny stanowią oni sami. Wszelkie zmiany po jednej stronie wywołują zmiany po drugiej. W praktyce oznacza to tyle, że dopóki myślę i czuję tak a nie inaczej, ty myślisz i czujesz to, co myślisz i czujesz. W tym rozumieniu w związku nie ma miejsca na indywidualne byty, samostanowiące o sobie. Między innymi dlatego wielka, silna miłość czasem przeraża. Zdarza się nawet, że kochankowie uciekają w mniej angażujące związki. Aby wielkie uczucie zostało zrealizowane, potrzeba każdemu z nich specyficznego dystansu do siebie samego i swoich emocji, który jest oznaką emocjonalnej dojrzałości.
Z grona kandydatów atrakcyjnych, posiadających niezbędne kwalifikacje partnerskie i właściwy układ genów (o tym informuje nas zapach) -podświadomie wybieramy tę osobę, która w największym stopniu posiada dwie właściwości. Po pierwsze: przeżyjemy z nią raz jeszcze dotychczasowe traumy. Po drugie - istnieje nadzieja, że uda się je w końcu przeżyć od początku do końca. Dla wielu osób to kolejna przerażająca wizja. Jednak tylko w ten sposób można się pozbyć obciążeń z przeszłości, rozwijać się.
Tak zwane sprawy osobiste
Celem związku jest spełnienie, rozwój, trwanie w bliskości z drugim człowiekiem. Bo to nie tylko uszczęśliwia, ale jest dobre dla zdrowia. Realizowanie tego celu wiąże się z wykonaniem pewnej pracy. Prawdziwej harmonii się nie osiąga, unikając konfliktów, lecz je konstruktywnie rozwiązując. Do tego potrzebna jest rozmowa. Tymczasem, jak wynika z badań, przeciętna niemiecka para poświęca średnio dwie minuty dziennie na rozmowę o tzw. sprawach osobistych. Michael Lukas Moeller opracował specjalne reguły rozmowy, które pozwalają kochającym się ludziom zobaczyć pierwotną strukturę ich związku - nieświadome coś, co ustalili między sobą na samym początku, nawet o tym nie wiedząc. Przyglądając się fundamentom swojej relacji, mogą zrozumieć, poco są ze sobą, dlaczego właściwie się kochają i co dalej mogą zrobić z tą miłością.
Okno na związek
"Cykl" takich rozmów nazwał oknem na związek. Jak przez nie wyjrzeć? Wracając m.in. do początków relacji, do samego momentu zakochania: pierwszych trzech minut, tygodni znajomości. Rozmowa na ten temat pozwala wyabstrahować to, co wdanym związku najlepsze, jego pozytywny potencjał. On i ona muszą się skoncentrować na trzech zaletach partnera, które sprawiły, że się zakochali. Następnie są proszeni oto, by porównali swoją ówczesną relację z innymi ważnymi relacjami swojego życia, a także z relacjami przyjaciół i znajomych i wymienili trzy najmocniejsze strony swojego związku. Powrót do przeszłości bywa szokiem. Skłóceni kochankowie ze zdumieniem odkrywają, często po wielu latach, idealną stronę swojej relacji, której kiedyś przecież doświadczyli. Wspomnienia kryją w sobie informacje o tym, czego dziś w ich związku brakuje. A zazwyczaj są to: czas spędzany we dwoje, rozmowa, bliskość.
Jak słuchać i być wysłuchanym
1. Ustalcie jeden główny i jeden rezerwowy termin - półtorej godziny raz w tygodniu.
2. Usiądźcie naprzeciwko siebie, twarzą w twarz.
3. Mówcie sobie o wszystkim, co może otworzyć wasze "okno na związek".
4. Milczcie i pozwólcie milczeć, kiedy będzie trzeba. Partnerski dialog nie może być wymuszaniem wyznań.
5. Jeżeli jednemu z was trudniej dojść do głosu, trzymajcie się zasady "piętnastu minut" - raz dla jednej, raz dla drugiej osoby.
6. Punktualnie zaczynajcie i punktualnie kończcie. Nie przedłużajcie i nie skracajcie waszych dialogów.
7. Mówcie o sobie, nie o tym, co myśli i czuje partner.
8. Mówcie obrazowym językiem, opisujcie swoje przeżycia na przykładzie konkretnych sytuacji.
Wg prof. Michaela Lukasa Moellera
Złudny efekt halo
Poznając nowe osoby, np. na wakacjach, próbujemy jak najszybciej zdobyć o nich informacje. Chociażby po to, by wiedzieć, jak się wobec nich zachować i czy jest nam z nimi po drodze. Dostarcza ich tzw. pierwszewrażenie oraz efekt halo. Pierwsze wrażenie to przede wszystkim cechy fizyczne i sposób ubierania się. Mężczyźni oceniają atrakcyjność, zwłaszcza u kobiet, kobiety zwracają uwagę na schludność, zadbanie. Efekthalo nie jest tym samym co pierwsze wrażenie. W przyrodzie i optyce nazwę tę stosuje się do aureoli, poświaty. W relacjach międzyludzkich jest to tendencja do nieuświadamianego przypisywania pewnych cech osobowościowych na podstawie jednej, od razu zauważalnej. I tak np. skłonni jesteśmy przypisać wiele pozytywnych cech osobie, która sprawia wrażenie inteligentnej. Uważamy wtedy, że jest również dobra, miła, moralna itd. Podobnie myślimy, gdy postrzegamy osobę jako ciepłą lub zimną. Osobę ciepłą będziemy oceniać lepiej. Efekt halo bywa złudny. Najgorzej jest jednak wtedy, gdy nastąpią w naszych relacjach z nowo poznaną/poznanym kolejne psychologiczne procesy - efekt kotwicy iefekt Pigmaliona, zwany również efektem samospełniającego się proroctwa. Ten ostatni polega na spełnianiu się pozytywnego wyobrażenia o kimś, dlatego że od początku mieliśmy o nim dobre mniemanie. Efekt kotwicy zaś sprawia, że uparcie trzymamy się swoich pierwszych osądów poznanej osoby, nie dopuszczając do siebie sygnałów, że jej/jego obraz jest inny. Nawet gdy pojawiają się sytuacje i fakty zaprzeczające naszym wyobrażeniom, uznajemy je za wyjątki. Jeśli jest to tylko wakacyjna znajomość, można tym efektom ulec. Jeżeli jednak ma być czymś poważniejszym, wychodzącym poza obręb krótkiego czasu, lepiej przyglądać się sobie bardziej krytycznie.
Rzeczpospolita
Friday, 15 June 2007
Plotka poszła w sieć
Życie gwiazd to najmodniejszy temat w polskim Internecie. Serwisy plotkarskie popularnością przewyższają portale poważnych magazynów opiniotwórczych. Właśnie powstaje kolejny
Polskich portali stworzonych tylko po to, aby plotkować, jest już dziewięć. Wszystkie starają się dostarczać internautom maksymalnie świeżych newsów.
Wiśniewski 3135 razy
12 czerwca, wtorek, rano. Pudelek.pl. Okazało się właśnie, że nowy partner Jennifer Aniston wciągał kokainę razem z Kate Moss. Być może jest narkomanem. Paris Hilton, aktualnie w więzieniu, przez trzy dni nie jadła i nie piła, bo bała się skorzystać z więziennej toalety. Wenworth Miller, przystojniak znany z teledysków, powoli traci na popularności. Tę informację komentowano prawie 700 razy, co oznacza, że przynajmniej w "pudelku" z tą popularnością nie jest najgorzej.
Środa, popołudnie. Kozaczek.pl. Najnowszy news brzmi: Michał Wiśniewski spodziewa się kolejnego potomka. Informację przeczytano 3135 razy. Wcześniej jednak ponad 6 tysięcy razy skonsumowano wiadomość o tym, że kolejnego, piątego potomka spodziewa się były partner Britney Spears, niejaki Kevin Federline. Oba newsy pod względem oglądalności bije na głowę najnowsza galeria foto Edyty Górniak (piosenkarka występuje w trzech wcieleniach: romantycznym, seksownym i rozśpiewanym).
Czwartek, 9 rano. Kaprysy . pl donoszą: Lindsay Lohan, aktualnie przebywającą na odwyku, pozwano do sądu za spowodowanie wypadku samochodowego. Liczba komentarzy rekordowo mała: 12, ale to nic. Już za dwie godziny nakozaczku.pl pojawi się nowy news. Na razie można wrócić do pudelka.pl - rozwód Dody i Radka Majdanato oszustwo? A jak ktoś ma zły humor - serwis ukaraj.pl oferuje mu swe usługi: złośliwy komentarz na temat Dody, Cezarego Pazury (siedział w samochodzie z ciężarną kobietą, która nie była jago żoną) czy Kuby Wojewódzkiego pozwoli rozładować napięcie.
Wirtualne tabloidy w natarciu
Serwis bulwar.pl pojawi się w sieci w lipcu. Jego właścicielem jest firma One Group, założyciel ukaraj.pl, który zadebiutował w Internecie 1 maja. W ciągu dwóch tygodni jego oglądalność sięgnęła kilku tysięcy wejść dziennie (dane właściciela serwisu).
-Polski show-biznes rozwinął się już na tyle, że w ludziach budzi się potrzeba plotkowania o postaciach znanych z telewizji, kina czy ze sceny. Niektórzy mają potrzebę wypowiadania bardzo kategorycznych opinii i dla nich stworzyliśmy ukaraj.pl. O "bulwarze" powiem tylko tyle, że to będzie serwis plotkarski plus coś jeszcze - mówi Krzysztof Kartel z One Group.
Na razie niekwestionowanym liderem wśród polskich wirtualnych tabloidów jest strona pudelek. pl. Jej założycielem jest warszawski serwis internetowy o2.pl. Do tej firmy należą także podobnie sprofilowane: egoisci.pl oraz kaprysy.pl.
-Nasze serwisy plotkarskie różnią się wyborem tematów. Staramy się dotrzeć do czytelników o różnych temperamentach i preferencjach -mówi Michał Brański, członek zarządu o2. pl. Według danych zebranych przez firmę w kwietniu serwis pudelek.pl odwiedziło 2,662 mln czytelników, egoisci.pl - 529 tys. czytelników, a kaprysy.pl - 470 tysięcy. To oznacza, że internauci są bardziej zainteresowani wirtualną dyskusją o życiu gwiazd niż życiem politycznym kraju. Oglądalność internetowych serwisów informacyjnych, nawet tych najpoważniejszych, waha się w granicach pół miliona czytelników miesięcznie. Jednak najbardziej znaczące jest to, że popularność serwisów plotkarskich rośnie w tempie 15 procent na miesiąc. Grudniowy debiutant portal kozaczek.pl - w ciągu miesiąca zdobył 85 tysięcy czytelników.
W takim tempie pudelek.pl, egoisci.pl, kaprysy.pl, kozaczek.pl, spiner.pl, plotkarz.com, plotek.pl pod względem oglądalności trafią zapewne do światowej czołówki plotkarzy, czyli takich serwisów, jak tmz.com, wesmirch.com czy lipstick.com.
Dlaczego są tak popularne?
- Decyduje o tym ich "kontrkulturowość", kontestowanie mediów tradycyjnych, czyli telewizji rozrywkowej i prasy kobiecej. Te ostatnie uchodzą za zbyt przyjazne gwiazdom, "sypiające" z nimi, a więc i nierzetelne, chroniące interesy znanych osób. Drugi czynnik to bardziej przystępny format, możliwość prezentacji bogatszych materiałów - galerii zdjęć i materiałów wideo. Czytelnicy doceniają też bardzo szybki czas reakcji serwisów plotkarskich na wydarzenia -tłumaczy Michał Brański z o2. pl.
Większość internetowych donosicieli czerpie informacje z zagranicznych serwisów, blogów prowadzonych przez gwiazdy lub ich fanów, zagranicznych programów informacyjnych. Jeśli chodzi o polski show-biznes - głównym źródłem plotek są magazyny typu people, jak "Gala" i "Viva! " lub np. "Twoje Imperium" czy "Życie na Gorąco". Nie ma jednak wątpliwości, że najcenniejsze są newsy od własnych informatorów. Portal pudelek.pl ma specjalną skrzynkę, na którą można przesyłać doniesienia.
Tysiąc za newsa
Kozaczek.pl obiecuje autorom publikacji, że ich dzieła będzie promować na pierwszej stronie serwisu. Portal Xoxo.pl za szczególnie ciekawe informacje obiecuje godziwe wynagrodzenie. Autorzy serwisu wymyślili nawet akcję "Ustrzel gwiazdę, zgarnij kasę". Jest to konkurs na najbardziej kontrowersyjne filmy oraz zdjęcia ludzi z pierwszych stron gazet. Co miesiąc można wygrać tysiąc złotych.
Nie wszystkie gwiazdy są tak samo interesujące. Plotkami rządzi niepisana zasada: nieważne co, ważne kto. Ze wszystkiego można zrobić sensację - jeżeli news dotyczy właściwej osoby. Konflikty między gwiazdami liczą się podwójnie.
O tym, że Edyta Górniak pokłóciła się z Dodą, na łamach niewielkiego serwisu kozaczek.pl czytano ponad 22 tysiące razy. Pisał o tym każdy szanujący się serwis plotkarski. Tu i ówdzie, zarówno w newsach, jak i w komentarzach internautów, pojawiały się pełne nadziei sugestie, że sprawa skończy się w sądzie. Tym razem tak się nie stało. Może niedługo w serwisach plotkarskich pojawią się relacje na żywo z sal sądowych, ślubów czy chrzcin?
Wentyl bezpieczeństwa
Kiedy nie było jeszcze telefonów i telewizorów, plotka miała realne znaczenie praktyczne. Była jednym z podstawowych narzędzi rozpowszechniania informacji o tym, co się dzieje: we wsi, w miasteczku, na świecie. Z czasem ludzie zapewnili sobie bardziej wiarygodne źródła informacji, a plotka spadła do rangi brzydkiej towarzyskiej przypadłości. Dziś oznacza informację nieścisłą, której celem jest przede wszystkim manipulowanie odbiorcą - aby wzbudzić jego zaufanie, zaciekawienie, zmienić opinię o kimś lub o czymś. W sensie psychologicznym plotka odsłania nasze podświadome lęki lub pokusy oraz system wartości. Innym ludziom przypisujemy często własne wady, zalety, pragnienia. Ktoś, kto plotkuje, że kolega z biura zdradza żonę, bo wychodzi z pracy o 16, być może sam ma własnej żony dość i chętnie nie wracałby po pracy do domu. Przy okazji dowiadujemy się, że zdrada w jego środowisku mieści się w gronie uczynków godnych potępienia lub na przykład podziwu.
Czy plotkowanie jest zdrowe? Jeżeli nie powoduje niczyjej krzywdy i traktowane jest z należytym dystansem, możemy za takie je uznać. Pozwala werbalizować i przeżywać rozmaite fantazje na temat innych i życia w społeczności, dzięki czemu redukuje napięcie psychiczne. I tak właśnie traktowałbym internetowe serwisy plotkarskie. To wentyl bezpieczeństwa. Wypowiadają się w nich ludzie młodzi, których potrzebą jest polaryzacja sądów i formułowanie śmiałych ocen. Serwisy plotkarskie dostarczają im m.in. informacji o tym, co warto komentować, a co nie. To, co zwraca uwagę dziennikarzy, albo mija bez echa, jest ważną informacją dla ludzi wchodzących w dorosłe życie. Istnieje przysłowie, które mówi, że w każdej plotce jest ziarenko prawdy, news, z którego możemy skorzystać. Sztuka polega na tym, by odgadnąć, które to ziarenko.
Rzeczpospolita
Polskich portali stworzonych tylko po to, aby plotkować, jest już dziewięć. Wszystkie starają się dostarczać internautom maksymalnie świeżych newsów.
Wiśniewski 3135 razy
12 czerwca, wtorek, rano. Pudelek.pl. Okazało się właśnie, że nowy partner Jennifer Aniston wciągał kokainę razem z Kate Moss. Być może jest narkomanem. Paris Hilton, aktualnie w więzieniu, przez trzy dni nie jadła i nie piła, bo bała się skorzystać z więziennej toalety. Wenworth Miller, przystojniak znany z teledysków, powoli traci na popularności. Tę informację komentowano prawie 700 razy, co oznacza, że przynajmniej w "pudelku" z tą popularnością nie jest najgorzej.
Środa, popołudnie. Kozaczek.pl. Najnowszy news brzmi: Michał Wiśniewski spodziewa się kolejnego potomka. Informację przeczytano 3135 razy. Wcześniej jednak ponad 6 tysięcy razy skonsumowano wiadomość o tym, że kolejnego, piątego potomka spodziewa się były partner Britney Spears, niejaki Kevin Federline. Oba newsy pod względem oglądalności bije na głowę najnowsza galeria foto Edyty Górniak (piosenkarka występuje w trzech wcieleniach: romantycznym, seksownym i rozśpiewanym).
Czwartek, 9 rano. Kaprysy . pl donoszą: Lindsay Lohan, aktualnie przebywającą na odwyku, pozwano do sądu za spowodowanie wypadku samochodowego. Liczba komentarzy rekordowo mała: 12, ale to nic. Już za dwie godziny nakozaczku.pl pojawi się nowy news. Na razie można wrócić do pudelka.pl - rozwód Dody i Radka Majdanato oszustwo? A jak ktoś ma zły humor - serwis ukaraj.pl oferuje mu swe usługi: złośliwy komentarz na temat Dody, Cezarego Pazury (siedział w samochodzie z ciężarną kobietą, która nie była jago żoną) czy Kuby Wojewódzkiego pozwoli rozładować napięcie.
Wirtualne tabloidy w natarciu
Serwis bulwar.pl pojawi się w sieci w lipcu. Jego właścicielem jest firma One Group, założyciel ukaraj.pl, który zadebiutował w Internecie 1 maja. W ciągu dwóch tygodni jego oglądalność sięgnęła kilku tysięcy wejść dziennie (dane właściciela serwisu).
-Polski show-biznes rozwinął się już na tyle, że w ludziach budzi się potrzeba plotkowania o postaciach znanych z telewizji, kina czy ze sceny. Niektórzy mają potrzebę wypowiadania bardzo kategorycznych opinii i dla nich stworzyliśmy ukaraj.pl. O "bulwarze" powiem tylko tyle, że to będzie serwis plotkarski plus coś jeszcze - mówi Krzysztof Kartel z One Group.
Na razie niekwestionowanym liderem wśród polskich wirtualnych tabloidów jest strona pudelek. pl. Jej założycielem jest warszawski serwis internetowy o2.pl. Do tej firmy należą także podobnie sprofilowane: egoisci.pl oraz kaprysy.pl.
-Nasze serwisy plotkarskie różnią się wyborem tematów. Staramy się dotrzeć do czytelników o różnych temperamentach i preferencjach -mówi Michał Brański, członek zarządu o2. pl. Według danych zebranych przez firmę w kwietniu serwis pudelek.pl odwiedziło 2,662 mln czytelników, egoisci.pl - 529 tys. czytelników, a kaprysy.pl - 470 tysięcy. To oznacza, że internauci są bardziej zainteresowani wirtualną dyskusją o życiu gwiazd niż życiem politycznym kraju. Oglądalność internetowych serwisów informacyjnych, nawet tych najpoważniejszych, waha się w granicach pół miliona czytelników miesięcznie. Jednak najbardziej znaczące jest to, że popularność serwisów plotkarskich rośnie w tempie 15 procent na miesiąc. Grudniowy debiutant portal kozaczek.pl - w ciągu miesiąca zdobył 85 tysięcy czytelników.
W takim tempie pudelek.pl, egoisci.pl, kaprysy.pl, kozaczek.pl, spiner.pl, plotkarz.com, plotek.pl pod względem oglądalności trafią zapewne do światowej czołówki plotkarzy, czyli takich serwisów, jak tmz.com, wesmirch.com czy lipstick.com.
Dlaczego są tak popularne?
- Decyduje o tym ich "kontrkulturowość", kontestowanie mediów tradycyjnych, czyli telewizji rozrywkowej i prasy kobiecej. Te ostatnie uchodzą za zbyt przyjazne gwiazdom, "sypiające" z nimi, a więc i nierzetelne, chroniące interesy znanych osób. Drugi czynnik to bardziej przystępny format, możliwość prezentacji bogatszych materiałów - galerii zdjęć i materiałów wideo. Czytelnicy doceniają też bardzo szybki czas reakcji serwisów plotkarskich na wydarzenia -tłumaczy Michał Brański z o2. pl.
Większość internetowych donosicieli czerpie informacje z zagranicznych serwisów, blogów prowadzonych przez gwiazdy lub ich fanów, zagranicznych programów informacyjnych. Jeśli chodzi o polski show-biznes - głównym źródłem plotek są magazyny typu people, jak "Gala" i "Viva! " lub np. "Twoje Imperium" czy "Życie na Gorąco". Nie ma jednak wątpliwości, że najcenniejsze są newsy od własnych informatorów. Portal pudelek.pl ma specjalną skrzynkę, na którą można przesyłać doniesienia.
Tysiąc za newsa
Kozaczek.pl obiecuje autorom publikacji, że ich dzieła będzie promować na pierwszej stronie serwisu. Portal Xoxo.pl za szczególnie ciekawe informacje obiecuje godziwe wynagrodzenie. Autorzy serwisu wymyślili nawet akcję "Ustrzel gwiazdę, zgarnij kasę". Jest to konkurs na najbardziej kontrowersyjne filmy oraz zdjęcia ludzi z pierwszych stron gazet. Co miesiąc można wygrać tysiąc złotych.
Nie wszystkie gwiazdy są tak samo interesujące. Plotkami rządzi niepisana zasada: nieważne co, ważne kto. Ze wszystkiego można zrobić sensację - jeżeli news dotyczy właściwej osoby. Konflikty między gwiazdami liczą się podwójnie.
O tym, że Edyta Górniak pokłóciła się z Dodą, na łamach niewielkiego serwisu kozaczek.pl czytano ponad 22 tysiące razy. Pisał o tym każdy szanujący się serwis plotkarski. Tu i ówdzie, zarówno w newsach, jak i w komentarzach internautów, pojawiały się pełne nadziei sugestie, że sprawa skończy się w sądzie. Tym razem tak się nie stało. Może niedługo w serwisach plotkarskich pojawią się relacje na żywo z sal sądowych, ślubów czy chrzcin?
Wentyl bezpieczeństwa
Kiedy nie było jeszcze telefonów i telewizorów, plotka miała realne znaczenie praktyczne. Była jednym z podstawowych narzędzi rozpowszechniania informacji o tym, co się dzieje: we wsi, w miasteczku, na świecie. Z czasem ludzie zapewnili sobie bardziej wiarygodne źródła informacji, a plotka spadła do rangi brzydkiej towarzyskiej przypadłości. Dziś oznacza informację nieścisłą, której celem jest przede wszystkim manipulowanie odbiorcą - aby wzbudzić jego zaufanie, zaciekawienie, zmienić opinię o kimś lub o czymś. W sensie psychologicznym plotka odsłania nasze podświadome lęki lub pokusy oraz system wartości. Innym ludziom przypisujemy często własne wady, zalety, pragnienia. Ktoś, kto plotkuje, że kolega z biura zdradza żonę, bo wychodzi z pracy o 16, być może sam ma własnej żony dość i chętnie nie wracałby po pracy do domu. Przy okazji dowiadujemy się, że zdrada w jego środowisku mieści się w gronie uczynków godnych potępienia lub na przykład podziwu.
Czy plotkowanie jest zdrowe? Jeżeli nie powoduje niczyjej krzywdy i traktowane jest z należytym dystansem, możemy za takie je uznać. Pozwala werbalizować i przeżywać rozmaite fantazje na temat innych i życia w społeczności, dzięki czemu redukuje napięcie psychiczne. I tak właśnie traktowałbym internetowe serwisy plotkarskie. To wentyl bezpieczeństwa. Wypowiadają się w nich ludzie młodzi, których potrzebą jest polaryzacja sądów i formułowanie śmiałych ocen. Serwisy plotkarskie dostarczają im m.in. informacji o tym, co warto komentować, a co nie. To, co zwraca uwagę dziennikarzy, albo mija bez echa, jest ważną informacją dla ludzi wchodzących w dorosłe życie. Istnieje przysłowie, które mówi, że w każdej plotce jest ziarenko prawdy, news, z którego możemy skorzystać. Sztuka polega na tym, by odgadnąć, które to ziarenko.
Rzeczpospolita
Friday, 18 May 2007
Teraz były klocki, za rok będą totemy
Czytając i budując z klocków lego, można uczyć się filozofii - przekonywał Jarosław Spychała, filozof i artysta. Opracowany przez niego program edukacyjny "LEGO-LOGOS" zaprezentowano na zakończonym w niedzielę w Warszawie "Creatio ex Legendo" - tworzenie z czytania.
Czy pokazywanie filozofii się sprawdziło?
Podczas sześciu dni festiwalu wykorzystano kilka tysięcy kopii starożytnych tekstów filozoficznych i 23,5 tysiąca litrów klocków lego. Posłużyły jako rekwizyty m.in. na warsztatach edukacyjnych dla nauczycieli filozofii oraz na zajęciach dla dzieci i młodzieży prowadzonych według programu "LEGO-LOGOS". - W warsztatach wzięło udział kilkaset osób m.in. z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Łotwy, Meksyku, Hiszpanii, Austrii i Polski. Na lekcjach filozofii początkowo spodziewaliśmy się 300 uczniów, jednak ku naszej radości chętnych było dużo więcej. Wzywaliśmy na pomoc nauczycieli z Łodzi i Gdańska, aby prowadzili festiwalowe zajęcia - opowiada Jarosław Spychała. Jak wyglądają lekcje filozofii według programu "LEGO-LOGOS"? Zajęcia rozpoczynają się czytaniem fragmentu tekstu filozoficznego. Potem każdy ze słuchaczy buduje z klocków lego swoją interpretacje tekstu. Gdy wszystkie budowle są gotowe - słuchacze wspólnie odgadują i omawiają kolejne prace. Poszczególne interpretację często różnią się od siebie diametralnie i żadna z nich nie jest ani lepsza, ani gorsza. Powstaje za to wspólna filozoficzna refleksja na temat czytanego tekstu. A w głowach rodzą się nowe pytania. Pomysł wykorzystania klocków do nauki filozofii zrodził się podczas zajęć ze studentami Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie Jarosław Spychała robił doktorat. Sięgnął po zabawki, aby przełamać schematy myślowe studentów poprzez poruszenie ich wyobraźni i kreatywności. Wkrótce stało się jasne, że przy klockach łatwiej prowadzić ciekawe dyskusje filozoficzne. I można to robić nie tylko z dorosłymi, ale także z dziećmi. Po co jednak filozofować z maluchami? - Refleksja filozoficzna może uświadomić dziecku, że otwartość myślenia jest rzeczą cenną, którą można twórczo i praktycznie posługiwać się w życiu dorosłym. Nauka wg "LEGO-LOGOS" uczy czytania ze zrozumieniem i prowadzenia dialogu, a więc kompetencji niezbędnych w dorosłym życiu - tłumaczy Jarosław Spychała. - Na świecie osoby z wykształceniem filozoficznym łatwiej znajdują pracę, są doceniane przez pracodawców, m.in. właśnie ze względu na swoją otwartość intelektualną - dodaje. W tym roku festiwal odbywał się w PKiN. W przyszłości ma się stać kulturalną wizytówką Warszawy. Edycja 2008 r. będzie poświęconaTotemizmowi Filozoficznemu. - Młodzież na podstawie tekstów filozoficznych przygotuje graficzne projekty wielkich budowli symbolizujących wartości filozoficzne opisane w tekstach, np. miłość, przyjaźń, sprawiedliwość czy dobro. Projekty zostaną zrealizowane w wielkiej skali z drewna (będą miały wysokość np. 12 metrów). Pomalowane totemy staną przy głównych ulicach Warszawy i innych miast - opowiada filozof. Zasady uczestnictwa w Festiwalu 2008 r. będą ogłoszone w połowie września 2007 r. na stronie Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy i stronie www.lego-logos.pl. - Zgłosić może się praktycznie każdy, nawet dorośli, bo filozofia jest dla wszystkich - mówi Jarosław Spychała.
Rzeczpospolita
Czy pokazywanie filozofii się sprawdziło?
Podczas sześciu dni festiwalu wykorzystano kilka tysięcy kopii starożytnych tekstów filozoficznych i 23,5 tysiąca litrów klocków lego. Posłużyły jako rekwizyty m.in. na warsztatach edukacyjnych dla nauczycieli filozofii oraz na zajęciach dla dzieci i młodzieży prowadzonych według programu "LEGO-LOGOS". - W warsztatach wzięło udział kilkaset osób m.in. z Wielkiej Brytanii, Niemiec, Łotwy, Meksyku, Hiszpanii, Austrii i Polski. Na lekcjach filozofii początkowo spodziewaliśmy się 300 uczniów, jednak ku naszej radości chętnych było dużo więcej. Wzywaliśmy na pomoc nauczycieli z Łodzi i Gdańska, aby prowadzili festiwalowe zajęcia - opowiada Jarosław Spychała. Jak wyglądają lekcje filozofii według programu "LEGO-LOGOS"? Zajęcia rozpoczynają się czytaniem fragmentu tekstu filozoficznego. Potem każdy ze słuchaczy buduje z klocków lego swoją interpretacje tekstu. Gdy wszystkie budowle są gotowe - słuchacze wspólnie odgadują i omawiają kolejne prace. Poszczególne interpretację często różnią się od siebie diametralnie i żadna z nich nie jest ani lepsza, ani gorsza. Powstaje za to wspólna filozoficzna refleksja na temat czytanego tekstu. A w głowach rodzą się nowe pytania. Pomysł wykorzystania klocków do nauki filozofii zrodził się podczas zajęć ze studentami Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, gdzie Jarosław Spychała robił doktorat. Sięgnął po zabawki, aby przełamać schematy myślowe studentów poprzez poruszenie ich wyobraźni i kreatywności. Wkrótce stało się jasne, że przy klockach łatwiej prowadzić ciekawe dyskusje filozoficzne. I można to robić nie tylko z dorosłymi, ale także z dziećmi. Po co jednak filozofować z maluchami? - Refleksja filozoficzna może uświadomić dziecku, że otwartość myślenia jest rzeczą cenną, którą można twórczo i praktycznie posługiwać się w życiu dorosłym. Nauka wg "LEGO-LOGOS" uczy czytania ze zrozumieniem i prowadzenia dialogu, a więc kompetencji niezbędnych w dorosłym życiu - tłumaczy Jarosław Spychała. - Na świecie osoby z wykształceniem filozoficznym łatwiej znajdują pracę, są doceniane przez pracodawców, m.in. właśnie ze względu na swoją otwartość intelektualną - dodaje. W tym roku festiwal odbywał się w PKiN. W przyszłości ma się stać kulturalną wizytówką Warszawy. Edycja 2008 r. będzie poświęconaTotemizmowi Filozoficznemu. - Młodzież na podstawie tekstów filozoficznych przygotuje graficzne projekty wielkich budowli symbolizujących wartości filozoficzne opisane w tekstach, np. miłość, przyjaźń, sprawiedliwość czy dobro. Projekty zostaną zrealizowane w wielkiej skali z drewna (będą miały wysokość np. 12 metrów). Pomalowane totemy staną przy głównych ulicach Warszawy i innych miast - opowiada filozof. Zasady uczestnictwa w Festiwalu 2008 r. będą ogłoszone w połowie września 2007 r. na stronie Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy i stronie www.lego-logos.pl. - Zgłosić może się praktycznie każdy, nawet dorośli, bo filozofia jest dla wszystkich - mówi Jarosław Spychała.
Rzeczpospolita
Thursday, 4 January 2007
Doradcy i wojownicy
Co czwarta osoba ma temperament introwertyczny. Potrzebuje samotności i kontemplacji. Reszta to ekstrawertycy. Cenią tempo i sukcesy. Czy są sobie potrzebni?
Każdy człowiek jest bardziej ekstrawertykiem lub introwertykiem, najłatwiej rozpoznać przypadki skrajne. Typowy przedstawiciel pierwszego typu nabiera sił życiowych dzięki relacjom ze światem zewnętrznym. Potrzebuje ciągłej stymulacji, samotność go przybija. Aby działać, musi mieć kontakt z innymi ludźmi. Wtedy jest szczęśliwy. Introwertyk czerpie energię z własnego wnętrza, dzięki kłębiącym się w nim myślom, ideom i emocjom. Aby regenerować siły, musi się wyciszyć, pobyć w samotności. Jeśli nie zrealizuje tej potrzeby w odpowiednim momencie, doprowadza do kryzysu sił życiowych. W głowie pojawia się poczucie pustki. Introwertyk przestaje komunikować się ze światem. Czuje się jak ryba wyjęta z wody.
Obserwatorzy i ludzie czynu
Na ogół introwertycy dobrze rozpoznają swoje potrzeby i mimo kulturowej presji układają sobie życie na swój sposób. Zdaniem szwajcarskiego klasyka psychologii Carla Gustawa Junga oszczędzają energię, mają więc mniej dzieci, są lepiej zabezpieczeni i żyją dłużej niż osoby z przeciwnego bieguna. Marti Olsen Laney, amerykańska terapeutka od ponad 15 lat zajmująca się introwertyzmem, w swojej wydanej w 2005 r. książce "Introwertyzm to zaleta" przytacza badania, z których wynika, że na rynku pracy większość introwertyków należy do klasy tzw. doradców.
Badania te przeprowadziła doktor Elaine Aron, opisała je w nieopublikowanej jeszcze w Polsce książce " The Highly Sensitive Person". Klasa doradców to ludzie pracujący indywidualnie, którzy muszą sami podejmować decyzje. Umieją porozumiewać się z innymi i stawiać w ich położeniu. Są kreatywni, inteligentni, wnikliwi i mają bogatą wyobraźnię. Z natury pozostają obserwatorami. Mają dość odwagi, by wypowiadać niepopularne poglądy. Pozostali ludzie to klasa wojowników, czyli ludzie czynu. Korzystają z pomocy doradców. A sami są potrzebni, by realizować ich pomysły. Według Marti Olsen Laney tylko 25 procent populacji to introwertycy. Po prostu potrzeba ich mniej.
Miejsce na skali
Carl Gustav Jung stworzył teorię dwóch biegunów temperamentu, obserwując przy pracy Sigmunda Freuda i Alfreda Adlera, kolegów po fachu. Dyskutując o przypadkach tych samych pacjentów, każdy z nich zwracał uwagę na zupełnie inne informacje. Freud rozpatrywał problemy w kontekście świata zewnętrznego, Adler koncentrował się na wnętrzu swoich pacjentów. Wysnuwane przez nich teorie różniły się znacznie. Freud był ekstrawertykiem, Adler introwertykiem, obaj przyczynili się do rozwoju teorii Junga.
Niestety, Freud uznał introwertyzm za patologię i dlatego potocznie termin ten kojarzy się niezbyt pozytywnie. "Słownik wyrazów obcych" opisuje introwersję jako brak zainteresowania światem zewnętrznym, skłonność do skupiania się na sobie. W rzeczywistości jest odwrotnie! Introwertycy to osoby towarzyskie, otwarte na świat i obserwujące go z pasją. Julia Roberts, Harrison Ford, Alfred Hitchcock, Bill Gates, Albert Einstein, Woody Allen - to niektórzy z nich. Oba typy temperamentu mają swoje zalety i wady.
Wyjść z klinczu
Introwertycy muszą wykształcić dodatkowe umiejętności radzenia sobie w życiu, gdyż podlegają ogromnym naciskom: żeby się dostosować, żeby postępować jak reszta świata. Jeśli introwertyk próbuje za wszelką cenę wytrzymać tempo życia narzucone z zewnątrz, jego zapasy energii wyczerpują się szybko. Niektórzy pomagają sobie, wpadając w takiej sytuacji w gniew (wydziela się adrenalina), lęk (rośnie ciśnienie, poziom cukru i hormonów stresu we krwi), zażywając kofeinę lub narkotyki.
Tymczasem dla dobrego funkcjonowania powinni robić sobie krótkie przerwy w ciągu dnia, pozwolić organizmowi na regenerację i doładowanie akumulatorów. Nauczyć się oceniać na bieżąco swoje siły i potrzeby. Powinno wystarczyć.
Rzeczpospolita
Subscribe to:
Posts (Atom)