Thursday, 18 December 2014

Zająć punkt na mapie

Setki mieszkańców Londynu w trudnej sytuacji życiowej znajdują dach nad głową dzięki kooperatywom i przedsiębiorstwom społecznym. Jednym z nich jest DotDotDot Property Guardians, czyli „strażnicy nieruchomości”.

W Wielkiej Brytanii trwa kryzys mieszkaniowy. Na skutek polityki Margaret Thatcher, w latach 90. budownictwo państwowe miało być zastąpione przez wolny rynek. Nastawiony na maksymalnie szybki zysk kapitalistyczny rynek nieruchomości zawiódł. Zamiast budować nowe domy, zaczęto podnosić ceny już istniejących. Średnia cena mieszkania w Wielkiej Brytanii, od początku tego stulecia wzrosła mniej więcej z 60 tysięcy do 160 tysięcy funtów, a rynek zdominowany jest przez 7 dużych firm, do których należy 40 procent nowych domów. Co roku powstaje ich około 100 tysięcy, gdy tymczasem zapotrzebowanie jest co najmniej dwa razy większe.

Dramatyczny Londyn
W Londynie, gdzie sytuacja jest szczególnie poważna, wprowadzane są nowe regulacje dotyczące liczby pokojów przysługujących na głowę, czyli tzw. bedroom tax. James Meek w swoim eseju pt. Where will we live opublikowanym na łamach portalu „London Review of Books” opisuje sytuację Pat Quinn, sześćdziesięcioletniej staruszki, od 40 lat mieszkanki jednej z centralnych dzielnic miasta. Pat mieszka w dwupokojowym mieszkaniu w Tower of Hamlets (część tzw. Londynu Wewnętrznego) i od jakiegoś czasu nachodzili ją urzędnicy tłumacząc, że powinna przeprowadzić się do jednopokojowego mieszkania. Staruszce odebrano wszelkie dodatki mieszkaniowe, nie jest więc w stanie opłacać czynszu. Jednopokojowych mieszkań w rozsądnych cenach na rynku brak, Pam nie ma dokąd się wyprowadzić.
Lista oczekujących na mieszkanie w Tower of Hamlets liczy 24 tysiące osób, z których większość ma rodziny. Trudno powiedzieć ile ich dokładnie jest, mniej więcej jednak jest to 20% wszystkich gospodarstw domowych w dzielnicy. Aż 10 tysięcy z nich czeka na mieszkanie jednopokojowe; pięciuset czeka od 12 lat lub dłużej. W ciągu roku 2013 w dzielnicy zwolniło się 840 mieszkań. Pat Quinn czuje się zaszczuta. – Gdyby mogli, to by nas wszystkich zabili – mówi o urzędnikach.

Alternatywne mieszkania
W Londynie funkcjonuje cały szereg różnego rodzaju alternatywnych, niedrogich pomysłów mieszkaniowych, których celem jest zazwyczaj zapewnienie dachu nad głową osobom w szczególnie trudnej sytuacji. Kooperatywy mieszkaniowe: Mace Housing Cooperative, Sanford Cooperative, Westminster Cooperative, Phoenix Housing Cooperative, Deptford Housing Cooperative – tylko niektóre z nich przyjmują nowych członków, zazwyczaj tylko singli. Bow Arts Trust zapewnia dach nad głową praktykującym artystom, którzy chcą włączyć się w życie lokalnej społeczności.
W ramach programów Camden Cross Roads and Care2Stay można znaleźć tańsze mieszkanie w zamian za opiekę nad osobą starszą lub niepełnosprawną. Wiele firm oferuje tymczasowe lokum w opuszczonych budynkach lub mieszkaniach dla tych, którzy są elastyczni i gotowi wprowadzić się i wyprowadzić w ciągu 2 tygodni.
W samym Londynie jest około 60 tysięcy pustych mieszkań, czasem nawet całych osiedli. Przeznaczone do rozbiórki lub przebudowy, czekają na wyprowadzkę starych lokatorów lub rozpoczęcie prac budowlanych, padają łupem różnego rodzaju niepożądanych lokatorów. Aby temu zapobiec zatrudnia się tymczasowych „strażników”, którzy czuwają nad czystością i bezpieczeństwem.
Największe z firm pośredniczących między właścicielami nieruchomości a potencjalnymi strażnikami to Camelot i Ad Hoc. Przedsiębiorstwo społeczne DotDotDot Property Guardians działa na podobnej zasadzie, jednak od swoich najemców wymaga czegoś więcej niż tylko czynszu. „Strażnicy” mieszkań czy domów w DotDotDot Property Guardians są zobowiązani do minimum 16 godzin pracy miesięcznie na rzecz lokalnej społeczności.

Jak to działa?
Miesięczny czynsz w mieszkaniach oferowanych za pośrednictwem DotDotDot Property Guardians waha się 35 – 70 funtów tygodniowo plus rachunki, czyli niewiele, bo za wynajęcie skromnego pokoju w Londynie trzeba dziś zapłacić 350 – 400 funtów. Wielu ze „strażników” może mieszkać w jednym miejscu przez pół roku lub nawet rok, ale zdarza się, że trzeba się wyprowadzić nawet po 3 miesiącach lub szybciej. Godny zaufania, odpowiedzialny, elastyczny – taki jest idealny „strażnik”. Mieszkania czasami wymagają drobnego remontu, można za to udekorować je wg własnego gustu.
Mieszka się zazwyczaj dzieląc dom z innymi „strażnikami”, ludzie dobierają się zależnie od swoich upodobań i sympatii. Od czasu do czasu ktoś wpada, żeby sprawdzić czy przestrzegane są reguły. W tymczasowych domach nie wolno palić, trzymać zwierząt. „Strażnicy” udzielają się w lokalnej społeczności na wiele różnych sposobów: pracując na miejskich farmach, w organizacjach pomocowych, opiekując się dziećmi albo zbierając śmieci. Przy przyjmowaniu nowych strażników szczególnie liczą się właśnie tego rodzaju umiejętności i udokumentowane doświadczenie – wszelkiego rodzaju praca na rzecz społeczności. DotDotDot Property Guardians utrzymuje się z dwóch źródeł. Za pilnowanie danej nieruchomości płaci zarówno jej właściciel jak i „strażnik”, który w niej mieszka. Chętnych jest wielu.

Chroń i pilnuj
Na pomysł utworzenia DotDotDot wpadła dziennikarka Katharine Hibbert, kiedy szukała informacji na temat niewykorzystanych zasobów mieszkaniowych w Wielkiej Brytanii. Katharine wydała w 2010 roku książkę na ten temat, pisze m.in. do magazynu „The Pavement”, czyli „Chodnik” przeznaczonego dla osób bezdomnych.
W jednym z wydań magazynu The Guardian o swoich doświadczeniach z bycia „Strażnikiem” opowiada 26 letnia Emma Howard, jedna z około setki strażników DotDotDot.
– Mój współlokator uczy bezdomnych żonglowania, a dzieci programowania komputerowego. Mój sąsiad obwozi grupy mieszkańców łodzią dookoła północnego Londynu. Inni urządzają imprezy w lokalnych domach opieki i uczą młodych ludzi jazdy na rolkach. – opowiada Emma. W swoim felietonie przyznaje jednak, że aby zostać strażnikiem musiała zrezygnować z „praw lokatorskich”, czyli np. prawa do 28-dniowego okresu wypowiedzenia.
Ten fakt budzi najwięcej kontrowersji wśród komentatorów. Londyn staje się według nich miastem oligarchów, ludzie o niższym statusie ekonomicznym muszą rezygnować z podstawowych praw aby przetrwać. Krytykowana jest także zasada „przymusowego” wolontariatu. – To jedno z kryteriów naboru „strażników”. Większość osób, które mogą mieszkać na tak określonych warunkach to ludzie od dawna zaangażowani w pracę wolontariacką – broni idei Emma Howard.
Być może obowiązek „odpracowania” 16 godzin na rzecz lokalnej społeczności powinien po prostu funkcjonować jako coś w rodzaju alternatywnej waluty, w postaci godzin pracy na rzecz ogółu.
Z historii Emmy Howard wynika, że największym plusem idei „strażników” jest jej rzeczywisty pozytywny wpływ na poczucie bezpieczeństwa mieszkańców danego budynku czy osiedla. – Kiedy jedna ze „strażniczek” napisała maila, że przed jej mieszkaniem dzieje się coś niebezpiecznego, „strażnicy” z sąsiedztwa byli na miejscu w ciągu kilku minut – pisze Emma Howard.

Polscy strażnicy
Czy możliwe jest utworzenie podobnego do DotDotDot przedsiębiorstwa społecznego w Polsce? Możliwe tylko z teoretycznego punktu widzenia. Główną przeszkodą jest ogólne nastawienie wobec osób w trudnej sytuacji finansowej. Jeszcze jakiś czas temu, w niektórych spółdzielniach mieszkaniowych, np. we Włocławku można było odpracować zaległości czynszowe. Dziś jest to niemożliwe. – Mamy już naszych własnych gospodarzy domów i dłużnicy nie mają pracy – tłumaczy pani ze spółdzielni mieszkaniowej Południe. – Prezes powiedział, że taki sposób rozwiązywania problemu to zachęta dla mieszkańców osiedla, żeby nie płacili czynszu.

Monday, 1 December 2014

Serbia czeka na społeczną przedsiębiorczość

Kraj, w którym kiedyś kooperatywa działała niemal w każdej wsi, dziś może liczyć na wsparcie bardzo niewielu przedsiębiorstw społecznych. Ekonomia społeczna w Serbii czeka ciągle na swój moment. 
Wg Wikipedia.org Serbia ma na świecie numer 113, jeśli idzie o powierzchnię kraju. Mieszka tu nieco ponad 7 milionów ludzi, co daje pozycję 89. na stosownej liście. Kraj ma 8 sąsiadów i nie ma dostępu do morza. Serbia boryka się z długami (w 2012 roku ich wartość wynosiła 45% PKB), bezrobocie wynosi ok. 25 %, w maju 2014 kraj nawiedziły katastrofalne w skutkach powodzie. Negocjacje członkowskie z Unią Europejską trwają.
Wśród najbardziej palących problemów, które mogłyby znaleźć rozwiązanie dzięki przedsiębiorczości społecznej jest bezrobocie, zwłaszcza wśród młodych ludzi oraz marginalizacja wielu grup społecznych: Romów, osób niepełnosprawnych, uchodźców, przesiedleńców. Niestety podobnie jak w Polsce, wspomnienie byłego ustroju powoduje, że wszelkiego rodzaju wspólna własność budzi natychmiastowy sprzeciw. Dlatego trudno pozyskać zaufanie do przedsiębiorczości społecznej, organizacjom non profit trudno prowadzić działalność zarobkową, trudno reformować kooperatywy starego typu.
Serbowie z jednej strony czują się zależni od państwa, z drugiej nie ufają strukturom państwowym.

Długa historia
Sytuacja spółdzielczości w Serbii jest wyjątkowo specyficzna. Historia tutejszego kooperatyzmu w sięga XIX wieku. Kraj był jednym z 13 państw założycielskich Międzynarodowego Związku Spółdzielczego, który powstał w sierpniu1895 roku w Londynie na I Kongresie Kooperatyw. Organizacja była jedyną międzynarodową instytucją, która przetrwała pierwszą i drugą wojnę światową.
Już przed drugą wojną serbscy myśliciele upatrywali w kooperatyzmie tzw. trzecią drogę, czyli alternatywę wobec komunizmu z ZSRR i drapieżnego kapitalizmu Zachodu.
W czasach byłej Jugosławii serbski sektor spółdzielczy rozkwitł, zwłaszcza na wsiach, gdzie kooperatywa stała się podstawową formą koegzystencji zawodowej.
Wojna i rozpad Jugosławii pociągnęły za sobą niestety kryzys spółdzielczości w Serbii. Od lat dziewięćdziesiątych duża większość spółdzielni przestała istnieć.
– Udział spółdzielni w wypracowaniu krajowego PKB to mniej niż 0,1% – mówi Gordan Velev z organizacji Sens, której celem jest promocja i rozwój ekonomii społecznej w Serbii.
Według informacji Diny Rakin z organizacji pozarządowej Evropski pokret u Srbiji, w Serbii istnieje około 1200 przedsiębiorstw społecznych, z czego 900 to spółdzielnie rolnicze starego typu. Pozostałe 300 to tzw. przedsiębiorstwa niepełnosprawnych, jedyna istniejąca forma prawna, którą można by nazwać przedsiębiorstwem społecznym oraz organizacje non profit próbujące prowadzić działalność zarobkową.
- Sektor ekonomii społecznej jest zatem mały i nierozwinięty. Według mnie jednak tendencja jest wzrostowa. Duże znaczenie ma ogólny, bardzo zachęcający trend w Unii Europejskiej – mówi Dina Rakin.

Problemy i wyzwania
Prawo dotyczące spółdzielczości w Serbii niemal nie zmieniło się w ciągu ostatnich 20 lat. Ostatnie propozycje nowej ustawy z 2012 roku nie zostały zaakceptowane przez parlament, a proces tworzenia nowego prawa jest zablokowany. Chodzi o pieniądze. Spółdzielnie rolnicze z czasów byłej Jugosławii miały prawo własności uprawianej przez siebie ziemi. I właśnie kwestia tego kto dziś jest właścicielem tych terenów przysparza najwięcej problemów i blokuje reformy legislacyjne.
– Nie istnieją w Serbii spółdzielnie nowej generacji, tworzone z myślą o bieżących problemach społecznych chociaż było kilka eksperymentów w tym zakresie. Nie istnieją także spółdzielnie socjalne. Nie ma właściwie powiązań między spółdzielniami a sektorem przedsiębiorstw społecznych – mówi Gordan Velev.
Termin przedsiębiorstwo społeczne nie został nigdy w Serbii oficjalnie zdefiniowany i dlatego obowiązują tu ogólne definicje Komisji Europejskiej, które są dość szerokie i łatwe w adaptacji.
– Prawo zmieniło się jednak nieco na korzyść ekonomii społecznej i niektóre reformy mogą stać się dźwignią dla rozwoju sektora. Na przykład sektor opieki społecznej otwiera się właśnie na prywatnych usługodawców, na firmy z zewnątrz. Postępuje dezinstytucjonalizacja osób niepełnosprawnych umysłowo, przestają być postrzegane jako niezdolne do funkcjonowania poza szpitalem czy domem opieki.– mówi Dina Rakin. – Mamy także wiele grup marginalizowanych, które będą potrzebowały specjalnych narzędzi, aby wejść na rynek pracy. Ciekawą grupą docelową jest serbska młodzież, dla której doświadczenia w sektorze przedsiębiorczości społecznej mogą być przygotowaniem do przyszłego samozatrudnienia lub prowadzenia działalności gospodarczej.
Jako duże zagrożenie dla rozwoju ekonomii społecznej w Serbii Rakin traktuje próby jej upolitycznienia. Na wszystkich poziomach administracji państwowej koncept przedsiębiorstwa społecznego jest ciągle niewystarczająco dobrze rozumiany. Dlatego ważnym zadaniem jest ciągłe informowanie i edukacja na temat ekonomii społecznej osób reprezentujących instytucje istotne dla rozwoju sektora.

Wsparcie
Serbski sektor przedsiębiorczości społecznej jest wspierany finansowo przez instytucje międzynarodowe. Jak twierdzi Velev nigdy nie są to jednak znaczące kwoty. Wśród najważniejszych instytucji są szwedzka agencja rządowa Sida (Swedish International Development Cooperation Agency), British Council, United States Agency for International Developement (USAID), Komisja Europejska. Pieniądze ze środków krajowych (Państwowe Służby Zatrudnienia, władze miast, Krajowa Izba Handlowa, ośrodki opieki społecznej, agencje rozwoju regionalnego) przekazywane są na rozwój poszczególnych przedsiębiorstw i organizacji związanych z przedsiębiorczością społeczną oraz na tworzenie sieci potencjalnego wsparcia dla sektora.
Specjalne dotacje, usługi pożyczkowe oraz współpracę w zakresie zamawiania dóbr i usług oferuje serbskim przedsiębiorcom społecznym Erste Bank Serbia. Erste Bank wspiera przede wszystkim przedsiębiorstwa społeczne, które koncentrują się na rolnictwie oraz służbie zdrowia. W praktyce nie jest to ciągle znacząca pomoc, choćby dlatego, że z braku regulacji prawnych trudno odróżnić młode przedsiębiorstwa społeczne od zwykłych startupów.

Droga do UE
Bardzo istotną rolę w procesie rozwoju przedsiębiorczości społecznej odgrywa ruch na rzecz przyłączenia do Unii Europejskiej. Ruch Europejski w Serbii (Evropski pokret u Srbiji (EPuS)) złożył w Poselstwie Unii Europejskiej własny projekt rozwoju przedsiębiorczości społecznej w kraju. Ruch Europejski jest niezależną, wolontaryjną organizacją pozarządową, działa na zasadach non profit i nie jest partią polityczną.
Jego działania wspierać będzie prawdopodobnie Nowa Partia Demokratyczna, którą w 2014 roku założył były już prezydent Boris Tadić.
W kraju działa Coalition for Social Entrepreneurship Development (CoSED) (Koalicja na rzecz Rozwoju Przedsiębiorczości Społecznej). Powstała w 2010 roku, a w jej skład wchodzą ważne dla sektora organizacje: TRAG Foundation, European Movement in Serbia (EMinS), Group 484, Initiative for Evelopment and Cooperation, Smart Kolektiv, a od 2013 roku także SeCons – Development Initiative Group.
Głównym celem organizacji jest skupianie się na rozwoju przedsiębiorczości społecznej poprzez budzenie świadomości i informowanie opinii publicznej na temat tego czym właściwie jest i co oferuje przedsiębiorczość społeczna oraz poprzez nacisk na tworzenie ram legislacyjnych i instytucjonalnych dla działalności sektora.
Niektórzy członkowie koalicji prowadzą także przedsiębiorstwa społeczne.

Powódź w sektorze
W maju tego roku Serbia i sąsiadująca z nią Bośnia znalazły się pod wodą. W wyniku powodzi zginęło około 40 osób, zniszczenia materialne są porównywalne z tymi, do których doszło w czasie wojny 1992 - 95. Unia Europejska obiecała Serbii pomoc finansową, jednak dziś okazuje się, że miliard Euro jaki przekazano na usuwanie skutków powodzi i odbudowę kraju to w 90% kredyt, którego oprocentowanie nie jest znane.
Majowa powódź w Serbii i Bośni zniszczyła wiele planów i złudzeń na temat tego, jak wyglądała będzie najbliższa przyszłość. Dziś cały kraj koncentruje się na usuwaniu zniszczeń. Na myśl przychodzi od razu sytuacja Chin z 2008 roku, kiedy trzęsienie ziemi Wenchuan w Sichuan zmusiło do działania organizacje obywatelskie i przyczyniło się do stworzenia warunków rozwoju dla przedsiębiorstw społecznych (polecamy lekturę Ekonomia społeczna po chińsku).
– Nie jestem pewna czy powódź może pozytywnie wpłynąć na rozwój ekonomii społecznej ale nie byłaby wcale zdziwiona, gdyby tak się stało – mówi Dina Rakin. – Nasze badania wykazały, że Serbom brakuje na codzień umiejętności współpracy i poczucia solidarności. Byłoby dobrze, gdyby sytuacja powodzi i ogólna mobilizacja do pomocy przełożyła się w jakiś sposób na powstawanie formalnych przedsiębiorstw społecznych. Ale do tego potrzebne jest np. wsparcie instytucji lokalnych. Na wnioski i ewentualne działania trzeba jednak poczekać do zakończenia pierwszego etapu odbudowy.
Serbowie, aby wrócić do rozważań na temat przedsiębiorczości społecznej i sytuacji młodych bezrobotnych czy innych grup w trudnej sytuacji na rynku pracy muszą uporać się z konsekwencjami kataklizmu. Losy serbskiego sektora ekonomii społecznej, a zwłaszcza serbskiej spółdzielczości warto obserwować z uwagą i doceniać wysiłki niewielkiej, bo tak naprawdę kilkusetosobowej grupy ludzi, którzy wzięli na siebie tą transformację. Szczególnie ciekawym aspektem całego procesu jest inicjowana przez nich swego rodzaju psychologiczna przemiana serbskiego społeczeństwa. Chociaż dylematy dotyczące wspólnej własności społecznych interesów obecne są we wszystkich krajach postkomunistycznych, w Serbii mają charakter szczególny z uwagi na rozmiary spółdzielczości w czasach Jugosławii.
Ważnym pytaniem jest czy Serbom uda się przekuć umiejętność współpracy, którą chcąc czy nie chcąc musieli zdobyć w czasach reżimu w dobrowolnie wybierane narzędzie działania i sposób na problemy, które dziś, pozbawieni opieki i przymusu ze strony państwa muszą rozwiązać sami. Jeśli tak, może się okazać, że pewnego dnia Serbia będzie znów jedną z europejskich stolic spółdzielczości, w całkowicie nowej, oryginalnej odsłonie.
Opublikowano na: Portal Ekonomiaspoleczna.pl

Tuesday, 25 November 2014

An overview of social enterprise awards

There are many awards that recognize and reward social enterprises. They provide appropriate exposure, support, sometimes financial assistance, knowledge or coaching.

Santander UK has awarded over 170 social enterprises across the UK with their Santander Social Enterprise Development Award (SEDA) providing over £4 million in funding and support. The Schwab Foundation has made awards to 260 enterprises since 1998 giving them access to usually inaccessible networks and in consequence helping them to find resources needed to grow. Since its foundation in Budapest in 1997, NESsT has provided financial and business mentoring support to more than 1500 social enterprises in over 45 countries. The UK Social Enterprise Award will be given for the 16th time in November this year meaning that an additional 50 new social enterprises will be recognized as worthy models.

New entities are appearing in Asia, such as The Social Innovation Award Asia developed by Social Ventures Hong Kong. It supports established ventures  in that region such as Ashoka Foundation or Acumen Fund or Echoing Green that offer fellowship programmes to the most promising social enterprises.

Every year the worldwide pool of good practices and examples grows and inspires other social enterprises and their leaders. The impact of such good practices is increasing constantly and the stories of the success of new social enterprises provide fresh insight  into people’s experience with tackling poverty, violence and environment degradation.

The Social Entrepreneur of the Year Award
The Schwab Foundation for Social Entrepreneurship http://www.schwabfound.org/

TerraCycle (www.terracycle.com) was founded in 2001 by Tom Szaky, a social entrepreneur from Hungary whose family emigrated as political refugees to the Netherlands and then Toronto in Canada. Szaky studied in Princeton University and TerraCycle was founded in the USA. The company mobilizes people to collect previously unrecyclable waste and incentivizes corporations to sponsor the recycling of the new waste streams. Companies like Nestle, Kraft Foods, L’Oreal and PepsiCo take the responsibility and pay „brigades“ of citizens for collecting such items as potato chip bags, cigarette butts, cell phones, writing instruments, coffee capsules, and cosmetic packaging and then for the recycling process. TerraCycle operates in 22 countries, including United Kingdom, Sweden, Belgium. By 2013, 32 million consumers had collected 2.5 billion units of waste and earned over 5 million USD for the schools and non-profits that organized the „brigades“.

TerraCycle received The Social Entrepreneur of the Year Award in 2013 from The Schwab Foundation for Social Entrepreneurship. It is a not – for – profit, independent organization that supports social entrepreneurship and highlights the most significant social entrepreneurs. Every Year The Shwab Foundation selects around twenty of the world’s leading social entrepreneurs from hundreds of aplicants. The Foundation is under the legal supervision of the Swiss Federal Government.

The Social Enterprise Awards
Social Enterprise UK (SEUK) www.socialenterprise.org.uk Divine Chocolate Limited is probablz one of just a few Fairtrade chocolate companies which are 45% owned by cocoa farmers. United in a Kuapa Kokoo cooperative they are on a mission to empower themselves, increasing female participation in all of Kuapa's activities, and developing environmentally friendly cultivation of cocoa.

In the early 90s Ghana experienced the process of liberalization of the cocoa market. Farmers started to trade their own cocoa trying to manage the selling process more efficiently than the government cocoa agents had done.

Divine Chocolate Ltd was created in 1998 in Ghana and it allowed farmers to aim at the mass market for the first time. It is a private company limited by shares with very unique governance structure. Divine belongs jointly to Fairtrade NGO Twin Trading, finance institute Oikocredit, international NGO Christian Aid, the leading UK charity Comic Relief and Kuapa Kokoo farmers’co-operative. In 2014 Divine Chocolate Limited was awarded The UK Social Enterprise Awards by The Social Enterprise UK in partnership with social enterprise organizations in Wales, Scotland and Northern Ireland. It’s a national organization for social enterprises and it was founded in 2002. It aims to represent the members and help grow the social enterprise movement. The 16th edition of The Social Enterprise Awards 2014 will be officially announced at an awards ceremony on 26 November 2014.

There are also many other awards in the UK that matter for and beyond the sector, locally or on a national scale. To give just a few examples:

The Social Enterprise Competition (http://umi3.com/social-enterprise/awards ) organized by The University of Manchester. One of the winners in 2012 was an innovative social enterprise called UN-Convention (http://unconventionhub.org). The company is a UK based global music network and development agency that looks for alternative models to shape the music industry in times of internet piracy and sharing economy.

The Deloitte Social Innovation Pioneers programme by Deloitte,often addresses  social enterprises. At the moment there are 12 members of the of Pioneers programme and one of them is Co-wheels from Newcastle (www.co-wheels.org.uk). It‘s a car club operator that provides a network of community car clubs across the UK. Its 4500 members access cars on a ‘pay by the hour’ basis without any of the cost and hassle of car ownership.

The programme provides innovative bussineses with a package of support to help them grow to scale and become investment-ready. In total Deloitte invests over £1m a year to improve the skills and capabilities of Pioneers to support social business.

The Santander Social Enterprise Development Awards  (SEDA)
Santander  UK http://www.santanderseda.co.uk
SEDA was created in 2011 to support social enterprises in local communities all over the UK both economically and substantively. So far it has awarded over 170 social businesses with over £4 million.

One of them is Edinburgh Community Food, a social enterprise providing low-cost healthy eating options and nutrition advice to young people and elderly residents. The enterprise has won £50,000 to pay for a coldroom and chiller van and now is able to expand into the corporate sector.

NESsT- Citi Social Enterprise Competition http://www.nesst.org/mission/
Spolek Pratel (www.pratelefm.org ) is a social enterprise from Frydek-Mistek in the Czech Republic. It owns a theatre, sports facilities and other equipment that help local communities such as  sports teams, theater groups, families and companies. The enterprise organizes activities for the local community and for young, unemployed people in particular.

It 2009 Spolek Pratel won the NESsT and Citi Social Enterprise Competition. At that moment the company was breaking even and seeking to increase the budget surplus.

They got a 7500 US$ found and business consultancy from the NESsT and that helped the company grow. Up until 2010 they achieved their aim to attract more custormers and volunteers, they created 8 new sheltered employment places and 16% of the budget came from self-generated sources. (http://www.nesst.org/es/files/2011/08/2011-Czech-Republic-Spolek-Pratel-IB.pdf).

NESsT is a social enterprise catalyst and incubator. They support early-stage enterprises in emerging markets with investments, capacity support, and strategic business mentoring. The NESsT Portfolio currently operates in 11 countries across Central and Eastern Europe and Latin America. The NESsT-CITI Social Enterprise Competition is a part of NESsT mission to develop social enterprises in Central Europe. It is made possible thanks to the support of the Citi Foundation in the Czech Republic, Hungary and Slovakia.

The Asia Social Innovation Award Social Ventures Hong Kong
http://www.socialinnovationaward.asia
It is useful to take a look at the Asia Social Innovation Award as a point of comparison with the other projects outlined here, even though it is a relatively young and not widely recognized award. Nevertheless it is the first Asia – wide annual competition related to social economy. The concept of the award is interesting because of its very pragmatic approach. Companies that want to take a part in the competition are obliged to submit their solutions to some social issues common in Asian cities, such as an aging population, poverty and environmental sustainability.

Behind the organization of this call for solutions there are a number of various organizations, but the most important one is Social Ventures Hong Kong (SVhk). It is a social enterprise that promotes the model through practising venture philanthropy in supporting social innovation projects. SVhk is also going to promote social entrepreneurship by providing training, consultancy and different events. Happy Grannies ((http://www.happygrannies.org.hk) was the winner of 2008 SVhk Social Innovation Awards. The company tries to tackle the problems of an aging society and more than 100 thousand elderly people living alone in Hong Kong. It is estimated that 30 % of them suffer from depression. The company offers sponsorship packages and care programmes.  Another Asian award offered in the social economy sector is Hong Kong Social Enterprise Challenge, an inter-collegiate social ventures business competition in Hong Kong (http://hksec.hk/).

It is impossible to describe all the competitions and awards aiming at social economy. Among noteworthy examples are the following: In Poland, the Foundation for Social and Economic Initiatives has been organizing the Competition for Best Social Enterprise of the Year (http://konkurs-es.pl/) for the last 3 years. The Skoll Foundation presents the Skoll Awards for Social Entrepreneurship each year to a select group of social entrepreneurs who have demonstrated impact on solving some of the world’s most urgent problems like deforestation, education and economic opportunity, effective development, water and sanitation or peace and human security (http://www.skollfoundation.org/about/skoll-awards/). The European Network of Foundations for Social Economy (PEFONDES) launched two editions (2011 and 2013) of its European Prize "For youth employment in the Social Economy". Its main task is to encourage innovative solutions at a Euro-Mediterranean-wide level aimed at combating the problem of youth unemployment. As a result, during the first edition of the competition new funding amounting to 8 000 euro had been delivered to a Belgian cooperative project PLOTform. It is an online tool that offers an innovative, fun, direct and transparent way of fundraising (http://plotform.eu/).

Paulina Wajszczak
Opublikowano: http://socialeconomy.pl/node/203

Social enterprises in Canada: constellations of Toronto

Social entrepreneurship in Canada has existed for a little more than 20 years and it is considered by many to be a decade delayed after the U.S. and Britain. There is still no legal definition of a social venture or enterprise in Canada. Social enterprises are informally defined as organizations that make money and deliver social or environmental benefits. They may be not-for-profits supplementing donations they receive by engaging in profit making activities or profit-oriented companies working partially not-for-profit. There are around 25 thousand social enterprises in the country.

Social Innovation Generation (SiG), a national project partnered with the MaRS Discovery District from Toronto has completed some of the first research to quantify the sector. According to SiG about 20 per cent of social enterprises in Canada have been in existence for 20 years or more. More than one-third of Canadian social enterprises have been started in the last several years.

Story from the past
Some of the oldest social enterprises in Canada are based in Toronto, the country’s most populous city and the capital of the province of Ontario. Toronto is home to more than 2.8 million people.
One of the most venerable organisations is St. John’s Bakery, an unincorporated social enterprise that has been working for more than 20 years. Run by the St. John the Compassionate Mission St. John’s Bakery specializes in handmade organic breads and handmade sweets. The bakery is funded partially by the Toronto Enterprise Fund, a funding partnership between United Way of  Toronto and the three levels of local government created to support inclusion of marginalized social groups. As you can read on the Bakery’s website, their workers include: “people with Disabilities, people Struggling with Addictions, people with Emotional and or Mental Illness, people New to Canada and Single Parents”. The company’s main goal is to become self – sufficient.
It is not surprising that Toronto social entreprises created in the 80s found keen followers two decades later, at a time when the social economy concept started to flourish all over the world. Currently social enterprises play an important role in meeting two of the challenges faced by the city, namely integration and poverty. In one of the most multicultural cities in the world, in which almost 50 percent of the population was born outside of Canada, the enterprises fight to reduce exclusion of unpriviledged groups, particularly immigrants. In 2012 roughly 800,000 people in Toronto relied on a food bank. Modern social enterprises work to strenghen local comunities and make the city as sustainable as possible.

Let’s make a space
In June 2004 a group of 14 founding tenants opened the Centre for Social Innovation – one of the first co-working spaces in the world. Its address 215 Spadina Avenue is well known in the city as is its main goal of helping social and economic innovation projects to focus on their mission and grow by providing them with a friendly, all-included space and the chance to establish a network of similar entities.
For the last ten years Toronto has been creating an alternative business culture of continuous social innovations and entrepreneurship. Today it’s a mainstream movement, constant part of everyday life of Toronto’s citizens.
The CSI was meant to be the catalyst for social change in the city. At the beginning it was a project undertaken by a group of friends (Tonya Surman of the Commons Group, Margie Zeidler of Urbanspace Property Group, Mary Rowe of Ideas That Matter, Pat Tobin of Heritage Canada and Eric Meerkamper of DECODE) with similar values who didn’t know what exactly they wanted to do only that they wanted to give exposure to the things that mattered most to them. The initial funds came from the Zeidler family who paid for the leasehold improvements. The operational costs were covered by grants from The Ontario Trillium Foundation and the Harbinger Foundation. Tonya Surman volunteered for 6 months to makes things happen. In June 2014 CSI Spadina opened its doors to 14 founding tenants.
Over the next 10 years the Center for Social Innovation project shaped the whole culture and character of social entrepreneurship in Toronto. Its organizational model is called „a constellation model of governance” and it emphasizes the role of small action teams – constellations - that work together on a particular issue within a broader framework and under a shared vision. They work to meet the interests of the individual constellation members. Social economy in Toronto is spread over several community networking centers, of which every one has its own unique character and conducts its own original projects. No matter to which network they belong, people of Toronto practice social change every day. They want to be good at including those who have been excluded and creating sustainable communities at the same time.

215 Spadina Avenue, Toronto
The Centre for Social Innovation Spadina occupies more than 2300 square meters of the Robertson Building at 215 Spadina Avenue in downtown Toronto.
It is a restored warehouse with natural light, it has a living, breathing bio-wall in the front entrance and a garden on the roof. Bio-wall is an indoor ecosystem designed for air quality improvement. Live plants provide oxygen and raise indoor humidity levels. They also help to make offices quieter and more pleasant (other notable installations can be seen at the Toronto and Region Conservation Authority and at the north campus of the University of Guelph-Humber in Toronto.) CSI Spadina is ideal for freelancers, consultants, creative types and other small organizations with a social mission. They can become a full-time or part-time tenant choosing from the various kinds of membership.
One of Spadina’s members is HiveWire, a triple bottom line enterprise helping organizations use crowdfunding through the application of innovative technology. Triple bottom line enterprise means that the company is seeking an accounting framework with three parts: social, environmental and financial.
In practice Hive Wire develops taylor made crowdfunding systems according to their customer’s needs. One of them is a project made in cooperation with CSI: a Catalyst crowdfunding platform (http://www.csicatalyst.org). “It is the only crowdfunding platform based in a real world dynamic community of social innovators” – incentivizes the description. All together Spadina is home to 180 social innovation businesses (also to Cycle Toronto (http://cycleto.ca/) and The Fringe of Toronto Theatre Festival (http://fringetoronto.com).)
Its worth mentioning that apart from the HiveWire in the city there are three funds dedicated to supporting social enterprises: Social Venture Partners, Venture Capital for Social Enterprise and Social Capital Partners of Toronto.

MaRS Discovery District
MaRS Discovery District (MaRS Discovery District) was opened in 2005, not far from the Spadina Avenue. It is one of the world’s largest innovation hubs, occupying a near 140 thousand square meter complex. MaRS work is supported by network of private and public sector partners to help entrepreneurs launch innovative companies with broad economic and societal impact. The long list of the founders and supporters is available on the website.
Most of MaRS’s projects are incorporating an advanced technology. From the legal point of view it is an independent registered charity. The main areas of interest are work and learning, health and energy. The philosophy of the organization is based on the belief that entrepreneurship is the key to making positive changes across the world.
In 2007 in partnership with J.W. McConnell Family Foundation and the University of Waterloo MaRS created Social Innovation Generation (SiG)(http://www.sigeneration.ca/)
Its mission is to address Canada’s social and ecological challenges and foster a culture of continuous social innovation. SiG also works together with federal and provincial governments, the private sector, and academic institutions. One of its projects is the SiG Knowledge Hub - a website designed to provide learning resources about creating conditions for social innovation and to highlight examples in Canada and around the world. As an example of important social innovation business SiG gives social enterprise Roots of Empathy from Toronto. The company offers an evidence based classroom program that is proven to be an efficient tool to reduce levels of agression between children and raising their social abilities and empathy. It is one of the most replicable solutions offered by social enterprises in the world, already introduced eg. in Ireland or Barcelona, Spain.

The Centre for Social Innovation Annex
In 2010 The Centre for Social Innovation bought a second of its buildings at 720 Bathurst Street in downtown Toronto. The space is made up of five floors and totals 3345 square meters. It offers a variety of permanent and part-time workspaces. The first floor is a community gathering place, with event spaces and the CSI Coffee Pub. The second and third floors contain private offices: private desks and Hot Desks (shared desk spaces). Floors four and five have larger private offices and themed incubation spaces for specific community projects.
At Annex their headquarters have enterprises like The Plaid Zebra, (www.theplaidzebra.com) - free online ‘Unconventional Lifestyle Magazine”, Canada Mongolia Chamber of Commerce (http://www.wimmongolia.org) or office of Erin L. Armstrong, bookkeeper that keeps the books of many CSI members from all three locations.
Perhaps most importantly the building was bought thanks to CSI’s own innovation in social finance: the community bond (http://communitybonds.ca/). It allowed CSI to raise $2 million in order to buy and renovate the future CSI Annex building.

Digital Media Zone at the Ryerson University
The Digital Media Zone (DMZ) is the University hub of digital media innovation and experimental learning. It is a Canadian business incubator and startup accelerator. It is also home to SoJo (www.thesojo.net), an internet platform that connects young entrepreneurs from Canada. It’s a network of people who are looking for new contacts and inspiration. SoJo provides not only contacts but also a different type of tools which make not only entrepreneurship but also everyday life easier. You can learn here about self-organization and project management. For free. SoJo was launched in 2012 by Kanika Gupta, student at the RU.

The Centre for Social Innovation Regent Park
The next step was to purchase space at 585 Dundas Street East in the Regent Park, Canada’s largest public housing community. In September 2012 CSI Regent Park occupied the third floor at the Daniels Spectrum building. Before the opening members of CSI met with local residents to introduce themselves and to gain trust and interest in cooperation. They didn’t have to wait long for the desired community interest. Today tenants at Regents Park speak a total of 85 languages.

Today The Centre for Social Innovation in Toronto operates over 93,000 square meters of space across four locations in two countries (recently a CSI was opened in New York).
According to some surveys conducted between CSI members (where multiple choices were allowed), 25 per cent of the members are charities, 33 per cent social purpose businesses, 35 per cent non-profit organizations, 23 per cent arts focused projects, 23 per cent environment focused projects. The survey found that in terms of employment figures and transportation among employees 80 per cent of tenants hires less than 3 people, 4 per cent drive to work, 37 per cent bike, 8 per cent never leave the CSI. Of the 700 tenants David Suzuki Foundation is said to be the most famous. Over 10,000 people come through the Centre annually and the high volume of traffic allows for valuable exchange of ideas regarding the future of social collaborative projects through which the area continues to develop; indeed there is a constant debate on social innovation, theory of change, evaluation, collaborative consumption, networking, technology and social entrepreneurship. In this unique way Toronto develops its own system of tackling its social problems through economy and innovation. They don’t make much noise about it, many actions and innitiatives never appear in any media, things just happen engaging thousands of people. For good.

Published: http://socialeconomy.pl/node/202

Monday, 17 November 2014

Konstelacje Toronto

Na przestrzeni ostatnich dziesięciu lat w Toronto powstała alternatywna kultura biznesu, oparta na innowacjach społecznych oraz rozwoju przedsiębiorczości. Jest częścią codziennego życia mieszkańców miasta.
Przedsiębiorczość społeczna w Kanadzie istnieje od nieco ponad 20 lat, a wiele osób uważa, że w stosunku do Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii ma co najmniej 10 lat opóźnienia. Wciąż brakuje na przykład oficjalnej definicji przedsiębiorstwa społecznego. Potocznie jest ono definiowane, jako organizacja, która nie tylko zarabia pieniądze, ale także ma pozytywny wpływ na społeczeństwo lub środowisko. Mogą to być zarówno organizacje not-for-profit, które uzupełniają swój pochodzący z dotacji budżet, angażując się w działalność zarobkową. Mogą to być firmy zorientowane na zysk ekonomiczny, które wykonują część pracy not-for-profit. W Kanadzie działa około 25 tysięcy przedsiębiorstw społecznych.
Pokolenie Społecznych Innowacji (Social Innovation Generation (SiG)), państwowy projekt badawczy przygotowany w partnerstwie z MaRS Discovery District z Toronto przygotował pierwsze z badań ilościowych opisujących sektor. Według SiG około 2 procent kanadyjskich firm społecznych istnieje od 20 lat lub dłużej. Ponad jedna trzecia powstała w ciągu ostatnich kilku lat.

Historia z przeszłości
Wiele najstarszych przedsiębiorstw społecznych w Kanadzie mieści się w Toronto, najliczniejszym mieście kraju, stolicy prowincji Ontario. W mieście mieszka około 2.8 miliona ludzi.
Jedną z bardziej szacownych organizacji jest Piekarnia Św. Jana (St. John’s Bakery), nieoficjalne przedsiębiorstwo społeczne działające od ponad 20 lat. Prowadzi je Misja Św. Jana Miłosiernego (St. John the Compassionate Mission). Piekarnia specjalizuje się w pieczeniu organicznego pieczywa oraz ręcznie wyrabianych słodyczach. Finansowana jest przez Toronto Enterprise Fund, fundusz partnerski organizacji United Way of Toronto oraz lokalnego samorządu utworzony po to, aby wspierać włączanie marginalizowanych grup do społeczeństwa.
Jak można przeczytać na stronie internetowej piekarni, jej pracownikami są: "Osoby Niepełnosprawne, Osoby Walczące z Nałogami, Osoby z Problemami Emocjonalnymi lub Chore Psychicznie, Nowi Mieszkańcy Kanady i Samotni Rodzice. Głównym celem firmy jest ekonomiczna niezależność i zrównoważony rozwój.
Nie dziwi fakt, że przedsiębiorstwa społeczne utworzone w latach 80tych w Toronto znalazły licznych naśladowców dwie dekady później, w czasach kiedy koncept przedsiębiorczości społecznej rozkwita na całym świecie.
Dzisiejsze przedsiębiorstwa społeczne odgrywają ważną rolę w walce z licznymi wyzwaniami z jakimi zmaga się miasto, przede wszystkim integracją mieszkańców oraz ubóstwem. W jednym z najbardziej wielokulturowych miast świata, którego ponad 50 procent mieszkańców urodziło się poza jego granicami tysiące ludzi boryka się na codzień z wykluczeniem kulturowym i ekonomicznym. W 2012 roku około 800 tysięcy mieszkańców Toronto polegało na bankach żywności. Przedsiębiorstwa społeczne starają się wzmacniać lokalne społeczności i dbać o to by miasto rozwijało się w zrównoważony sposób.

Zróbmy miejsce
W czerwcu 2004 roku grupa 14 fundatorów otworzyła Centrum Innowacji Społecznej (CSI) – jedną z pierwszych przestrzeni coworkingowych na świecie. Jej adres 215 Spadina Avenue jest dobrze znany w mieście, podobnie jak przyświecający jej cel. CSI Spadina pomaga innowacyjnym projektom społeczno ekonomicznym koncentrować się na ich misji i rozwoju poprzez zapewnianie im przyjaznej, kompletnie wyposażonej przestrzeni oraz okazji do włączenia się w sieć podobnych podmiotów. CSI od początku miało być katalizatorem zmian społecznych w mieście. Pomysł wyszedł od grupy przyjaciół wyznających podobne wartości: Tony Surman z Commons Group, Margie Zeidler z Urbanspace Property Group, Mary Rowe z Ideas That Matter, Pat Tobin z Heritage Canada i Erica Meerkampera z DECODE. Nie wiedzieli co dokładnie chcą zrobić poza tym, że chcą nagłośnić sprawy, które są dla nich najważniejsze.
Pierwsze pieniądze wyłożyła rodzina Zeidlerów, którzy opłacili remont jednego z pięter w budynku. Koszty operacyjne udało się pokryć dzięki grantom z The Ontario Trillium Foundation i The Harbinger Foundation. Tonya Surman pracowała przez 6 miesięcy, jako wolontariusz po to, aby sprawy ruszyły z miejsca. W czerwcu Spadina otworzyła podwoje dla pierwszych 14 organizacji założycielskich.
Od10 lat CSI kreuje kulturę i charakter przedsiębiorczości społecznej w Toronto. Jego model organizacyjny nazywany jest „konstelacyjnym modelem zarządzania” i podkreśla rolę niewielkich grup aktywistów – konstelacji – które razem współpracują nad wspólnymi problemami, dzieląc tą samą wizję. Pracują tak. aby zadbać o interesy poszczególnych członków konstelacji.
Przedsiębiorczość społeczna w Toronto rozciąga się pomiędzy kilka tworzących sieć lokalnych centrów, z których każdy ma swój odrębny charakter i realizuje swoje własne oryginalne projekty. Niezależnie od tego do której sieci należą, mieszkańcy Toronto praktykują zmianę społeczną każdego dnia.

Rok 2004: 215 Spadina Avenue, Toronto
Siedzibą Centrum Innowacji Społecznej Spadina jest odrestaurowany magazyn pełen naturalnego światła z żywą, oddychającą bio-ścianą oraz ogrodem na dachu, położony w centrum Toronto. Bio-ściana to wewnętrzny ekosystem, którego zadaniem jest poprawa jakości powietrza. Żywe rośliny dostarczają tlenu i podnoszą poziom wilgotności w pomieszczeniu. Sprawiają także, że biura stają się cichsze i przyjemniejsze dla ludzi, którzy w nich pracują. To dobre miejsce pracy dla freelancerów, doradców, osób wykonujących kreatywne zawody oraz dla małych organizacji z misją społeczną. Z tutejszych biur można korzystać w pełnym lub niepełnym wymiarze czasu, zależnie od wybranego rodzaju członkostwa.
Jednym z członków Spadina jest HiveWire, firma „triple bottom line”, która przy wykorzystaniu technologii pomaga organizacjom wykorzystywać potencjał crowdfundingu. „Triple bottom line” oznacza, że firma rozlicza się ze swoich działań w trzech aspektach: społecznym, środowiskowym i finansowym. W praktyce Hive Wire tworzy „szyte na miarę” systemy crowdfundingowe. Jednym z nich jest projekt wykonany we współpracy z CSI: platforma Catalyst Crowdfunding.
Jest to jedyna platforma crowdfundingowa oparta o konkretną, dynamiczną społeczność innowatorów społecznych – zachęca opis. W sumie Spadina jest domem dla 180 innowacyjnych firm (m.in. Cycle Toronto i Toronto Fringe Theatre Festival). Warto wspomnieć, że obok HiveWire w Toronto działają co najmniej trzy fundusze nastawione na wspieranie i finansowanie przedsiębiorstw społecznych: Social Venture Partners, Venture Capital for Social Enterprise i Social Capital Partners of Toronto.

Rok 2005: MaRS Discovery District
MaRS Discovery District (MaRS Discovery District) otwarto w 2005 roku, niedaleko Spadina Avenue. Jest to jedno z największych centrów innowacji na świecie, zajmuje blisko 140 tysięcy metrów kwadratowych, ale to nie powierzchnia decyduje o jego wielkości. Działalność MaRS jest wspierana przez sieć partnerów z sektora prywatnego i publicznego, a główny cel instytucji to pomaganie przedsiębiorcom w tworzeniu innowacyjnych firm o szerokim zasięgu ekonomicznym i społecznym.
Długa lista fundatorów MaRS’a jest dostępna na stronie internetowej. Większość projektów realizowana w tym miejscu ma związek z innowacjami technologicznymi, które wymagają nie tylko większych nakładów finansowych, ale także precyzyjnie wykwalifikowanej kadry. Z prawnego punktu widzenia, instytucja jest organizacją charytatywną. Główne obszary działalności MaRS to praca i nauka, zdrowie i energia. Filozofia organizacji opiera się na przekonaniu, że przedsiębiorczość jest kluczem do pozytywnych zmian na całym świecie.
W 2007 roku we współpracy MaRS z J.W. McConnell Family Foundation oraz Uniwersytetu Waterloo ruszył projekt badawczy Pokolenie Społecznych Innowacji Social Innovation Generation (SiG).
Jego zadaniem jest rozwiązanie kanadyjskich problemów społecznych i ekologicznych oraz ciągłe rozwijanie kultury innowacji społecznych. SiG współpracuje również z rządami federalnymi i prowincjonalnymi, sektorem prywatnym i instytucjami akademickimi. Jednym z projektów SiG jest Knowledge Hub. Jest to strona internetowa, która gromadzi narzędzia edukacyjne dotyczące innowacji społecznych oraz przybliża szczególnie ciekawe rozwiązania z Kanady i całego świata.
Jednym z przykładów opisanych na stronie SiG jest przedsiębiorstwo społeczne Roots of Empathy (Korzenie Empatii) z Toronto. Firma oferuje program edukacyjny, którego skuteczność udowodniona jest badaniami, a który pozwala obniżyć poziom agresji u dzieci oraz podnieść ich kompetencje społeczne oraz zdolność empatii. Jest to jedno z najczęściej replikowanych rozwiązań ekonomii społecznej na świecie, a podobne przedsiębiorstwa działają m.in.: w Irlandii i Hiszpanii.

Rok 2010: The Centre for Social Innovation Annex
W roku 2010 Centrum Innowacji Społecznych kupiło swój drugi budynek na 720 Bathurst Street w Toronto. Przestrzeń ma pięć pięter i powierzchnię 3345 metrów kwadratowych. Oferuje wybór stałej i krótkoterminowej przestrzeni biurowej. Pierwsze piętro jest miejscem w którym spotyka się społeczność, oraz miejscem wydarzeń i tutejszej kawiarni – baru. Piętra drugie i trzecie zawierają poszczególne biura, osobiste biurka i tzw. gorące biurka czyli udostępniane na szybko miejsca pracy. Piętra czwarte i piąte to większe biura oraz pomieszczenia, w których rozwijane są poszczególne projekty społeczności. W Annex swoje siedziby mają firmy jak The Plaid Zebra, która wydaje darmowy magazyn online poświęcony niekonwencjonalnym stylom życia, Mongolska Izba Handlowa czy biuro Erina L. Armstronga, księgowego, który obsługuje większość członków CSI. Budynek został kupiony dzięki innowacyjnemu rozwiązaniu finansowania społecznego, tzw. pożyczce społecznościowej. Dzięki pożyczce CSI zebrało 2 miliony dolarów na zakup i renowację CSI Annex.

Strefa Digital Media Uniwersytetu Ryerson
Digital Media Zone (DMZ) jest uniwersyteckim centrum innowacji w mediach cyfrowych i uczenia eksperymentalnego. Pełni funkcję inkubatora biznesu i akceleratora startupów. Między innymi tutaj powstała Sojo (www.thesojo.net), platforma internetowa, która łączy młodych przedsiębiorców z Kanady. Zadaniem sieci jest kontaktowanie ze sobą tych wszystkich, którzy szukają nowych inspiracji. Sojo zapewnia nie tylko kontakty, ale także różnego rodzaju narzędzia, dzięki którym przedsiębiorczość, ale życie codzienne młodych biznesmenów staje się łatwiejsze. Można tu dowiedzieć się czegoś na temat organizacji własnej pracy, jak i zarządzania projektami. Za darmo. Sojo został uruchomiony w 2012 roku przez Kanika Gupta, studentkę UR.

Rok 2012: CSI Regent Park
Następnym krokiem był zakup przestrzeni na 585 Dundas Street East w Regent Park, największej w Kanadzie enklawy budownictwa publicznego, gdzie mieszka sporo rodzin ubogich imigrantów. We wrześniu 2012 CSI Regent Park zajął trzecie piętro w budynku Daniels Spectrum. Przed otwarciem członkowie CSI spotykali się z tutejszymi mieszkańcami, aby się przedstawić, zdobyć zaufanie oraz zainteresować współpracą. Nie musieli długo czekać. Dziś najemcy w Regents Park mówią łącznie w 85 językach.
Obecnie Centrum Innowacji Społecznej w Toronto zajmuje łącznie ponad 93 000 metrów kwadratowych powierzchni w czterech lokalizacjach, w dwóch krajach (ostatnio CSI został otwarty w Nowym Jorku).
Według badań wielokrotnego wyboru przeprowadzonych pomiędzy członkami CSI, jedną czwartą stanowią organizacje charytatywne, jedną trzecią przedsiębiorstwa społeczne, 35 procent to organizacje non-profit, 23 procent to projekty ze świata sztuki, kolejne 23 procent dotyczy kwestii środowiska naturalnego.
Jeśli chodzi o strukturę zatrudnienia i transport, 80 procent firm zatrudnia mniej niż 3 osoby, 4 procent jeździ do pracy samochodem, 37 procent przybywa na rowerze, a 8 procent nigdy nie opuszcza siedziby CSI. Mówi się, że z 700 firm obecnych w CSI najbardziej znana na świecie jest David Suzuki Foundation. Przez Centrum przewija się łącznie ponad 10.000 ludzi rocznie. Zgromadzenie tylu osób w jednym miejscu pozwala na wymianę pomysłów dotyczących przyszłości wspólnych działań. Nieustannie toczy się debata poświęcona innowacjom społecznym, teoriom zmiany, metodom ewaluacji, wspólnotowej konsumpcji, networkingowi, technologii i przedsiębiorczości społecznej. Na swój własny, oryginalny sposób Toronto tworzy system rozwiązywania problemów społecznych poprzez ekonomię i innowacje. Systematycznie i bez specjalnego rozgłosu. Wiele ciekawych przedsięwzięć nigdy nie pojawia się w mediach, rzeczy po prostu dzieją się, angażując tysiące ludzi każdego dnia. Dla wspólnego dobra.

Opublikowano na: Portal Ekonomiaspoleczna.pl

Wednesday, 12 November 2014

Szacowanie szans

Stereotypy hamują najbardziej skuteczną pomoc i wsparcie co potwierdzają badania i monitoring efektów wielu projektów. Fenomen meksykańskiego projektu dla najuboższych.

Program Oportunidades, czyli Szanse, działa w oparciu o warunkowe przelewy gotówkowe (conditional cash transfers). Uczestniczą w nim meksykańskie rodziny, w których dziećmi, są regularnie posyłane do szkoły.

Główne obszary oddziaływania programu to edukacja, zdrowie i odżywianie. Chodzi o to, aby dzieci w najuboższych rodzinach kończyły przynajmniej szkołę średnią, były zdrowe i dobrze odżywione. Wysokość dofinansowań rośnie wraz z dziećmi, podobnie jak prawdopodobieństwo, że zamiast do szkoły rodzice poślą je do pracy. Oportunidades sprawia, że edukowanie dziecka i dbanie o jego zdrowie po prostu się opłaca. Na początku podstawówki rodzice dostają mniej więcej 10 dolarów miesięcznie, jeśli frekwencja szkolna dziecka była wyższa niż 85 procent. W trzeciej klasie szkoły średniej rodzice chłopców otrzymują około 60 dolarów, rodzice dziewczynek, które chodzą do szkoły, kilka dolarów więcej. Już w gimnazjum „dotacja” na dziewczęcą naukę znacznie się zwiększa, ponieważ właśnie dziewczynki najczęściej zabierane są ze szkoły wcześniej. Pieniądze otrzymane w ramach programu stanowią dla rodzin mniej więcej jedną trzecią domowego budżetu.
Rodziny otrzymują kolejną sumę pieniędzy (ok. 15 dolarów) na profilaktykę zdrowotną, pod warunkiem, że regularnie chodzą z dziećmi do lekarza, uczestniczą w szkoleniach dotyczących zdrowego odżywiania.
W tej chwili beneficjantami Oportunidades jest 6 i pół miliona rodzin, z czego ok. 80 procent to mieszkańcy terenów rolniczych. Inwestorem w projekcie jest rząd Meksyku, który w ostatnich latach przeznaczył na Oportunidades niemal połowę rocznego budżetu na przeciwdziałanie ubóstwu.

Diabeł tkwi w szczegółach
Co stanowi o sukcesie programu Oportunidades? Został zaprojektowany w najdrobniejszych szczegółach. Rodziny kwalifikowane są do programu na podstawie danych zebranych z lokalnych ośrodków pomocy, szkół jak i innych organizacji zajmujących się walką ubóstwem w danym rejonie. Aby przeciwdziałać szalejącym w kraju korupcji i kumoterstwie, pieniądze przekazywane są bezpośrednio z kont rządowych do rąk osoby odpowiedzialnej w rodzinie za ich wydatkowanie, czyli najczęściej matek.
Wyjątkowo ważnym czynnikiem, który wpływa na powodzenie programu jest jego rygorystyczna, systematyczna i skrupulatna ewaluacja prowadzona przez zewnętrzną, niezależną organizację International Food Policy Research Institute (IFPRI), uznanego eksperta w tej dziedzinie.
Ewaluacja pozwoliła nie tylko na rozwijanie i ulepszanie programu na bieżąco, ale także zadecydowała o wiarygodności Oportunidades. Program kontynuowany jest mimo zmieniającej się sceny politycznej, otrzymał także pożyczkę wysokości miliarda dolarów z InterAmerican Development Bank, organizacji udzielającej pożyczek rozwojowych w rejonie Ameryki Łacińskiej i Karaibów.
– Od swego rozpoczęcia kształt Oportunidades był tematem badań akademickich dotyczących ewaluacji wpływu. Pomogły one usprawnić działanie programu i upowszechnić jego wyniki – pisze Nora Lustig, profesor z Uniwersytetu Tulane w Scholars Who Became Practitioners.

Społeczni naukowcy
Temat ewaluacji wpływu programów pomocowych i szerzej przedsiębiorstw społecznych wciąż jeszcze nie doczekał się dostatecznej uwagi opinii publicznej. Opracowywane przez naukowców metody ewaluacji mogą zrewolucjonizować dynamikę w sektorze.
Metody oceny realnego wpływu i korzyści, wynikających z działalności fundacji, stowarzyszeń i firm społecznych, otwierają całkowicie nowe możliwości projektowania programów rozwojowych i pomocowych.
Trzeba oczywiście pamiętać, jak ostrzegają sceptycy, że nie wszystko da się zmierzyć. Istnieją wartości, których nie widać w zestawieniach i statystykach, a które są najważniejszym uzasadnieniem działalności danej organizacji. Jak piszą Christopher Blattman i Paul Niehaus w majowo-czerwcowym numerze „Foreign Affairs” (2014), w Show Them The Money (Pokaż im pieniądze), dzięki organizacjom, które poddały się ewaluacji można już wyciągnąć pierwsze wnioski o tym, jakiego rodzaju działania są najskuteczniejsze.

Czy rozdawanie pieniędzy ma sens?
– Na przykład weźmy krowy – piszą Blattman i Niehaus. – Organizacja pozarządowa Bandhan, działająca w regionie Zachodniego Bengalu, wydaje 331 dolarów, aby dostarczyć potrzebującym sztukę bydła o wartości 166 dolarów – wynika z raportu agencji obrachunkowej Micro-Credit Ratings International.
W Rwandzie, jak wykazała analiza przeprowadzona pod kierunkiem Rosemary Rawlins, dostarczenie przez organizację Heifer International, ciężarnej krowy plus edukacja hodowcy i jego wsparcie, może kosztować nawet 3 tysiące dolarów.
Typowe działania mające na celu walkę z ubóstwem, jak programy pożyczkowe czy edukacyjne, także nie są tak wydajne, jak mogłoby się wydawać. Z przytaczanych przez dziennikarzy badań wynika, że działania te nie mają czasami trwałego wpływu na ostateczne możliwości zarobkowe beneficjentów.
Tymczasem, w ramach eksperymentu naukowego, młodzi ludzie w wieku 15 - 20 lat, w Ugandzie, otrzymali pieniądze (średnio 400 dolarów), które mogli dowolnie wykorzystać. Większość rzeczywiście zaczęła od szkolenia, ale na ten cel przeznaczyła tylko 10 procent otrzymanej kwoty. Reszta pieniędzy została wydana na narzędzia i wyposażenie, potrzebne do prowadzenia biznesu. Po czterech latach przychody osób, które w ten sposób zarządzały swoim budżetem były średnio o 40 procent wyższe niż przed eksperymentem.
Inne badania udowodniły natomiast, że dotacje gotówkowe dla najbiedniejszych są tak samo dobrym, a może nawet lepszym, sposobem pomocy, niż wiele tradycyjnych metod stosowanych przez organizacje pozarządowe lub pomocowe. Christopher Blattman, Julian Jamison i Margaret Sheridan przeprowadzili eksperymentalny projekt w slumsach Liberii. Przez trzy lata, bezwarunkowy grant (taki, na który nie trzeba w żaden sposób zapracować) w wysokości 200 dolarów otrzymywały pozornie najmniej godne zaufania osoby na świecie: narkomani i drobni przestępcy. Większość przeznaczyła pieniądze na podstawowe potrzeby lub zainwestowała w nowy biznes.

Większe dzieci
Oportunidades replikowano w 22 krajach na świecie, np.: w Brazylii, Nikaragui, Hondurasie, na Jamajce i w Chile. Z danych Banku Światowego wynika, że co czwarty mieszkaniec Ameryki Łacińskiej jest beneficjentem podobnego programu. W znacznej większości wypadków program sprawdził się i przyniósł satysfakcjonujące rezultaty. Dzieci w Meksyku nie tylko kończą szkolę średnią, ale także są większe i zdrowsze. Program rozwija się, w jego ramach realizowana jest Narodowa Akcja przeciwko Głodowi (Cruzada Nacional contra el Hambre), która pozwoli wesprzeć kolejne 600 tysięcy rodzin.

Programy działające na zasadzie dotacji gotówkowych realizowane są nie tylko w krajach rozwijających się, ale także w Anglii i Australii. Co ciekawe Oportunidades próbowano zaszczepić na gruncie amerykańskim. Przez 3 lata program testowano w Nowym Jorku, ale nie przyniósł spodziewanych efektów. Naukowcy tłumaczyli to różnicą w genezie ubóstwa w Nowym Jorku oraz w krajach Ameryki Łacińskiej i Południowej.
Programy polegające na dotacjach gotówkowych różnego rodzaju – warunkowych i bezwarunkowych, kontrolowanych i niekontrolowanych przynoszą rezultaty zwłaszcza tam, gdzie ludzie zwyczajnie nie mają warunków na rozwinięcie swojego potencjału.
Dzięki dotacjom przedsiębiorcy w Ghanie i Sri Lance rozwinęli swoje biznesy, przesiedlone kobiety w Ugandzie zajęły się handlem i podwoiły swoje zarobki, farmerzy w Kenii zainwestowali pieniądze z dużym zyskiem. W większości wypadków ludzie zwiększyli swój zarobkowy potencjał, chociaż oczywiście nie zawsze. Zawsze jednak pracowali co najmniej tyle samo niż przed otrzymaniem dotacji, a często dużo więcej.
Opublikowano na: Portal Ekonomiaspoleczna.pl

Wednesday, 29 October 2014

Podziel się swoim dobrem

„Gospodarka dobra wspólnego” (Economy for the common good) jest ruchem społecznym, który promuje alternatywny model ekonomiczny. Jego ostateczny kształt nie jest jeszcze znany, składają się nań przemyślenia wielu osób, które w jedną całość zebrał w ostatnich latach austriacki profesor Christian Felber.

Na tle innych, model „gospodarki dobra wspólnego” wyróżnia to, że oferuje gotowe narzędzie umożliwiające zmianę, które można stosować tu i teraz: kwestionariusz bilansu dobra wspólnego (z ang. common good balance sheet).

Nobel za wspólne dobro
Profesor Ellinor Ostrom z amerykańskiego Uniwersytetu Indiana była pierwszą kobietą w historii, która otrzymała nagrodę Nobla w dziedzinie ekonomii. Nagrodę przyznano jej w 2009 roku, wieńcząc w ten sposób kilkadziesiąt lat badań. Ostrom udowodniła, że „wspólne dobro” może być zarządzane przez wspólnotę użytkowników. Sprzeciwiła się w ten sposób dominującym przez wiele lat teoriom (najbardziej znana to „tragedia wspólnego pastwiska”), według których to, co „niczyje”, a więc należące do wszystkich, nie ma racji bytu, ponieważ zostanie wyeksploatowane bez umiaru.
Ostrom wykazała, że istnieje droga pośrednia między całkowitą prywatyzacją i upaństwowieniem, między własnością prywatną i publiczną. Jest nią kolektywne zarządzanie „dobrem wspólnym”, którym są zarówno zasoby naturalne, jak i dziedzictwo kulturowe, a z najnowszych także internet i twory, takie jak np. Wikipedia.
Swoje twierdzenia Ellinor Ostrom poparła latami badań empirycznych, analizując zależności socjologiczne i ekonomiczne we wspólnotach użytkowników zasobów naturalnych – lasów, terenów łowieckich (np. w Japonii), pól naftowych, pastwisk (np. w Afryce), systemów irygacyjnych (np. w Nepalu).
Zasady, które ułatwiają zarządzanie „wspólnym dobrem” Ellinor Ostrom przedstawiła w książce Governing the Commons z 1990 roku.
Upraszczając nieco – granice „wspólnego dobra” powinny być jasno zdefiniowane. Dzięki temu wiadomo, kto może z niego korzystać, a kto nie. Zasady regulujące korzystanie z „dobra”, czy jest to teren połowów czy pastwisko czy cokolwiek innego, powinny być dostosowane do warunków lokalnych i ustalane w sposób demokratyczny. Im bardziej adekwatne są do lokalnej sytuacji, tym są skuteczniejsze. Respektowanie zasad powinno być kontrolowane przez członków wspólnoty lub zewnętrzne instytucje, a ich ewentualne łamanie karane stopniowo wprowadzanymi sankcjami. Mechanizmy rozwiązywania konfliktów powinny wykazywać się efektywnością i niskimi kosztami. Potrzebna jest także akceptacja całego systemu przez rząd oraz, w wypadku większych dóbr wspólnych np. hal alpejskich w Szwajcarii, istnienie wielu instytucji o sprofilowanych uprawnieniach, odpowiedzialnych np. za rozwiązywanie konfliktów lub sprawy administracyjne.
Zapis o ochronie „ dobra wspólnego” i działaniu na jego korzyść znajduje się w wielu państwowych konstytucjach np. w konstytucji Włoch czy w niemieckiej Bawarii, w wielu krajach Ameryki Południowej: Ekwador, Urugwaj czy Kolumbia. W Preambule do Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej „dobro wspólne” utożsamiane jest z Polską, wobec której wszyscy obywatele mają takie same prawa jak i obowiązki.
Pojęcie „dobra wspólnego” pojawia się niemal wszędzie tam, gdzie ludzie zastanawiają się nad przyszłością ekonomiczną świata i transformacją kapitalizmu. Jest ono także nierozłącznie związane z rozwojem spółdzielczości i różnych jej odmian.

Świat na trzeciej drodze
Czym właściwie jest „dobro wspólne” w modelu Felbera decyduje demokratycznie dana społeczność. Może nią być pojedyncze miasteczko, region, całe państwo. Wartości szczególnie istotne w miasteczku A mogą być zupełnie inne niż w miasteczku B.
Chodzi jednak o wartości etyczne lub społeczne, refleksję nad tym, co właściwie chce się osiągnąć, jaka jest społeczna wartość tego, co się robi.
Poszczególne firmy z miasteczka za pomocą kwestionariusza bilansu dobra wspólnego weryfikują, na podstawie lokalnych kryteriów, swój wpływ społeczny. Mogą w nim uzyskać maksymalnie 1000 „dobrych punktów”. Informacje o wpływie społecznym firmy znajdują się m.in. na opakowaniach produktów. Świadomi konsumenci, bo wcześniej zaangażowani w ustalanie definicji „wspólnego dobra”, częściej kupują produkty „dobrych” firm, niż produkty firm szkodzących środowisku lub pracownikom.
Ceny „dobrych” produktów są także niższe, ponieważ lokalne prawo obdarza ich stosownymi do zasług przywilejami podatkowymi.
Osiągnięcie celów społecznych miasteczka jest zatem równie ważne, jak wzrost ekonomiczny. Pieniądze i praca służą dobru jednostek i środowiska naturalnego, są jedynie narzędziem, a nie celem samym w sobie.
To czy dana społeczność dba o „wspólne dobro”, czy jej mieszkańcy są szczęśliwi opisuje tzw. „wskaźnik ogólnego dobrobytu”.
Jest to zmodyfikowana forma dzisiejszego PKB (produkt krajowy brutto), popularnego na świecie miernika dochodu narodowego stosowanego do określania sytuacji gospodarczej kraju.
PKB oznacza łączną wartość wszystkich wytworzonych na terenie kraju dóbr i usług. Problem w tym, że w żaden sposób nie odnosi się on do realnego poziomu życia mieszkańców kraju, obejmuje działalność firm, które są szkodliwe dla środowiska naturalnego czy społeczeństwa.
„Wskaźnik ogólnego dobrobytu” określa zarówno sytuację ekonomiczną jak i społeczną w miasteczku.
W kwestionariuszu bilansu dobra wspólnego kryteria oceny społecznego wpływu firmy odnoszą się do takich wartości jak: ludzka godność, solidarność, zrównoważony rozwój, sprawiedliwość i demokracja i przejrzystość.

Krytycznym wzrokiem
System Felbera stara się zapobiegać nadmiernemu gromadzeniu kapitału.
– Wydaje nam się, że dobrze ograniczyć np. maksymalne wynagrodzenie na rynku, czy też sumę pieniędzy, jaką wolno odziedziczyć po przodkach. Chodzi o to, aby uniknąć sytuacji, w której ktoś jest tak bajecznie i nieporównywalnie z innymi ludźmi bogaty, że może np. kupić wydawnictwo prasowe i manipulować mediami albo wynająć zabytkowy pałac będący symbolem miasta i urządzić w nim wesele. To „hiper” bogactwo grozi naszym zdaniem naruszeniem wolności innych ludzi. Oczywiście, o tego rodzaju ograniczeniach trzeba decydować wspólnie i demokratycznie, np. na drodze głosowania – tłumaczy Andreas Michael Giselbrecht, jeden ze współpracowników Felbera.
Kwestionariusz bilansu dobra wspólnego wg Felbera stosują w tej chwili 1683 firmy i przedsiębiorstwa społeczne, w tym np. austriacka firma Göttin des Glücks, która oferuje ekologiczne produkty fair trade.
„Gospodarka dobra wspólnego” ma 7717 zwolenników (dane ze strony internetowej), w tym 62 polityków.
Książka Chrystiana Felbera została wydana m.in. po hiszpańsku, angielsku, niemiecku, francusku, włosku oraz po polsku. Przed jedną z konferencji promujących książkę, aktywiści działający na rzecz upowszechnienia gospodarki „dobra wspólnego” spisali najczęściej powtarzane zarzuty oraz swoje wyjaśnienia czy argumenty przeciwko nim. – Najczęstszym zarzutem jest próba upolitycznienia tej teorii i nazywanie jej komunizmem. Wytyka się nam nawiązywanie do „wspólnego dobra” lub proponowane przez nas ograniczenia dotyczące własności. Etykietka „komuniści” działa wyjątkowo odstraszająco – mówi Andreas Giselbrecht.
Na liście negatywnych określeń, jakimi opisywana lub z jakimi kojarzona jest teoria Felbera znalazły się także „sympatyczna, ale niebezpieczna”, „gospodarka planowana”, „system totalitarny”. Kwestią szczególnie sporną jest kwestia własności.
– Nie jesteśmy komunistami, a wprost przeciwnie. Proponujemy po prostu różnorodność, jeśli chodzi o rodzaje własności. Własność prywatna, państwowa, kolektywna to tylko niektóre z nich – mówi Giselbrecht. – Nie proponujemy jedynie słusznych rozwiązań i idei, nie sprzedajemy zamkniętej teorii na temat tego, jak powinien wyglądać świat. Chcielibyśmy jedynie realizować założenia demokracji, jak głosowanie i wspólne decydowanie o sprawach dotyczących wszystkich ludzi. Chcemy uniknąć form skrajnych, jak całkowite upaństwowienie lub całkowita prywatyzacja dóbr. Uważamy, że podatki są koniecznym czynnikiem dla wolności. Nie jesteśmy partią polityczną, ale raczej ruchem społeczeństwa obywatelskiego.

Problem zmiany
Andreas Giselbrecht uważa, że idea „wspólnego dobra”, jako wartości nadrzędnej wymusza całkowite uwolnienie rynku i dlatego budzi strach.
W tym modelu nie ma miejsca na podtrzymywanie przed upadkiem wielkich firm lub międzynarodowych koncernów. O tym strachu przed zmianą lub transformacją systemu ekonomicznego, mimo wielu dowodów na to, że obecny system nie funkcjonuje dość dobrze, mówił także brytyjski prof. David Harvey z City University of New York, jeden z najczęściej cytowanych naukowców na świecie, na konferencji zatytułowanej Crisis Scapes. Athens and Beyond, podsumowującej projekt „The City at a Time of Crisis”.
– (…) Kiedy widzę spadek na rynku papierów wartościowych, jako radykał myślę sobie: świetnie! Natomiast, jako posiadacz prywatnego funduszu emerytalnego mówię (z przerażeniem): O Boże! Wszyscy jesteśmy w pułapce tej dziwnej podwójnej świadomości i to w dużym stopniu powstrzymuje naszą aktywność polityczną. Z jednej strony chcemy zniszczyć system, z drugiej jesteśmy głęboko weń wplątani na wszystkich poziomach. Dlatego ludzie mówią, że łatwiej wyobrazić sobie koniec świata niż koniec kapitalizmu. Nie wiemy jak się z niego wydostać – mówił David Harvey.
Wspomniany wyżej kwestionariusz może być łącznikiem między światem nowej ekonomii i ekonomii tradycyjnej, pierwszym krokiem na dostrzegania wartości innych niż wzrost ekonomiczny.
Być może za jakiś czas sięgną po tę metodę największe firmy na świecie.
Lynda Gratton, brytyjska profesor uznana w 2011 roku przez magazyn „The Times” za jednego z TOP 15 ekonomicznych myślicieli w swej książce Klucz: Jak korporacje odniosą sukces rozwiązując największe problemy świata. (The Key: How Corporations Succeed by Solving the World's Toughest Problems) wskazała, że świat biznesu, zwłaszcza międzynarodowe korporacje, muszą włączyć w swoje strategie rozwojowe cele społeczne. Jednak nie tylko w ramach kształtowania wizerunku i strategii PR, ale po to, aby przetrwać na rynku. Muszą zacząć działać na rzecz „dobra wspólnego”.


Friday, 1 August 2014

Nawiedzone miasta

Opuszczone 50 lat temu hiszpańskie miasteczka i wioski wracają do łask. Nowi mieszkańcy tworzą w nich nowe społeczności.

Kryzys, jaki po drugiej wojnie światowej dotknął rodziny mieszkające na hiszpańskiej wsi, kazał im porzucić domy i przeprowadzić się do miasta w poszukiwaniu pracy. W ciągu ostatniego półwiecza około 3 tysiące hiszpańskich pueblos utraciło wszystkich mieszkańców. Kolejne kilkanaście tysięcy ma ich tylko kilku.Przykładem jest Noguedo, galicyjskie miasteczko w parafii Alais, Castro Cadeas, w którym mieszka tylko pani Eladia, lat 99.

Pueblo na sprzedaż
Galicja zwana jest fabryką „nawiedzonych miasteczek”. Według Galicyjskiego Urządu Statystycznego, w 2012 roku było ich tu 1996, w 2013 już 1539. Dodatkowo, 2380 wiosek ma jednego mieszkańca, a ponad 3000 – tylko dwóch. Jedynie 22 opuszczone miasteczka w Galicji mają jednoznaczny status prawny i mogą być np. sprzedane. Inne mogą liczyć wyłącznie na ludzi, którzy, w przeciwieństwie do światowej większości, migrują z miasta na wieś. Nikt ich jeszcze nie policzył, ale są ich z pewnością tysiące
Brytyjczycy, Norwegowie, Szwajcarzy, Belgowie, Rosjanie kupują je za pośrednictwem stron internetowych jak Idealista.com lub Aldeasabandonadas.es. Ceny są różne. 26 tysięcy euro za dwa domy w prowincji Lugo, prawie 400 tysięcy euro za osadę kilku domów w Pontevedra, nad morzem, 900 tysięcy euro (do negocjacji) za wioskę z 23 budynkami, położoną 75 km od Madrytu.
Co roku sprzedaje się nie więcej niż 3-4 miejscowości. Nowi właściciele przekształcają je w ośrodki agroturystyczne lub wiejskie posiadłości. Zdarza się, że wspierają lokalną gospodarkę.
– Słyszałem o przypadku wymarłego pueblo, które ktoś kupił i musiał sprowadzić robotników z zewnątrz, by je wyremontować. W miasteczku żyło tylko kilku staruszków. Do pracy na wsi zgodzili się przyjechać imigranci, którzy potem ściągnęli swoje rodziny i zostali już na stałe. Miejscowość ożyła na nowo – opowiada Raul Oleas z kooperatywy mieszkaniowej Sostre Civic.

Aaaaby przeczekać kryzys
Dużo liczniejszą grupę zainteresowanych mieszkaniem w opuszczonym miasteczku stanowią uchodźcy z miast. Ci, którzy nie mają domu ani pracy, a często mają kilkoro dzieci na utrzymaniu. Także samotni rodzice.
Hiszpańskie strony internetowe poświęcone zasiedlaniu wsi pełne są ogłoszeń, takich jak to, umieszczone przez Vicky i Javiera, opublikowane na forum serwisu Pueblosabandonados.es: „Jesteśmy rodziną z dwójką dzieci. Dziewczynka ma 7 lat, a chłopiec 4. Nie mamy pracy i bank zabrał nam mieszkanie. Zastanawiamy się, gdzie teraz zamieszkać. Jesteśmy zainteresowani informacją o możliwościach zasiedlania opuszczonych miasteczek. Z góry dziękujemy”.
Albo: „Jesteśmy parą i nie mamy ani pracy ani domu. Chcemy mieć dzieci i dlatego chętnie zamieszkamy w jakimś miasteczku i zaczniemy wszystko od zera. Mamy wykształcenie w budownictwie i wykańczaniu wnętrz. Ja mam doświadczenie w pracy w ogrodzie i ze zwierzętami, przez 8 lat pracowałem jako ogrodnik i drwal. Nazywam się Miguel. Oto mój adres mailowy...”.
Niektórzy proszą tylko o kontakt, inni o pomoc, jeszcze inni opowiadają historię swojego życia, zamieszczają imię, nazwisko i numer telefonu. Czasami piszą aż z Ameryki Południowej: Hondurasu czy Kolumbii. Niektóre ogłoszenia brzmią rozpaczliwie. Ważne jednak, że część piszących je osób znajduje swoje miejsce gdzieś na hiszpańskiej wsi.


Zzzzamieszkaj u mnie
Miasteczka na skraju katastrofy demograficznej walczą o nowych przybyszów. Oferują im pracę i dom, miesięczną zapomogę, zniżki i innego rodzaju przywileje. Mobilizują się często wtedy, gdy pojawia się zagrożenie np. zamknięcia szkoły, bo chodzi do niej tylko dwoje uczniów albo nie przychodzi już żaden. Młode małżeństwa, najlepiej z kilkorgiem dzieci, są tam na wagę złota.
Oferty bywają różne. Np.: „Lledó, miasteczko w Teruel pilnie poszukuje rodziny z dwójką lub więcej dzieci między 3 a 11 rokiem życia, aby nie trzeba było zamykać szkoły. Ojcu rodziny oferowana jest praca rzeźnika w hodowli świń.”
W innych ofertach poszukiwane są osoby do prowadzenia baru, pracy w sklepie lub na farmie. Chętnych jest bez liku.
Inną opcją dla uciekinierów z miast są już istniejące nowe pueblos, w których ciągle jest miejsce dla kolejnych przybyszów. – Stworzenie miasteczka od zera nie jest takim prostym zadaniem – mówi Raul Oleas, którego kooperatywa prowadzi swój „miasteczkowy” projekt w Pirenejach. – Ludzie muszą dobrać się tak, aby potrafili ze sobą żyć, dogadywać się, uzupełniać wzajemnie. Młode projekty tego rodzaju obarczone są ryzykiem porażki. Przykładem może być Can Kalzada, istniejąca od 15 lat osada w Katalonii, która dziś jest przedsięwzięciem rozwijanym pod skrzydłami Cooperativa Integral Catalana. Jej mieszkańcy nieustannie się zmieniają, nie stworzyli do tej pory stabilnej społeczności, która przetrwałaby lata. Właśnie zaczynają od nowa.


Ekowioska – enklawa wśród miast
Stowarzyszenie kulturalne Artiborain działa w aragońskich Pirenejach. Powstało, aby reprezentować mieszkańców trzech wiosek: Aineto, Artosilla i Ibort. Stowarzyszenie ma prawo użytkowania miasteczek i okolicznej ziemi za symboliczną opłatą (około 6 euro rocznie za hektar). Kontrakt z władzami regionu odnawiany jest systematycznie, co kilka lat. Jego członkowie zobowiązani są m.in. do renowacji i dbania o stare budynki w wioskach. Taki jest zresztą główny cel statutowy stowarzyszenia – promocja rekonstrukcji i odnowy porzuconych wiosek.
Historia Artiborain zaczęła się na początku lat 80. Grupa mieszczuchów postanowiła zrealizować sen o wiejskiej enklawie i nowym porządku społecznym, opartym o wzajemną współpracę, poszanowanie dla środowiska naturalnego, wspieranie kreatywności, duchowości, rozwój emocjonalny. Nowi osadnicy na swoją siedzibę wybrali trzy opuszczone w latach 50. wioski w Pirenejach. Decyzja była stosunkowo łatwa do podjęcia – stosunkowo łatwy dojazd, w miarę dobry stan zabudowy, piękne krajobrazy i przychylna polityka ówczesnych władz Aragonu.
W grupie, która utworzyła stowarzyszenie i zamieszkała w Artiborain było 25 osób dorosłych i 26 dzieci. Siedem lat później, w Aineto mieszkało 17 dorosłych i 19 dzieci, w Artosilla 3 dorosłych i 4 dzieci, a w Ibort 7 dorosłych i 3 dzieci. Tylko część z tych osób była w grupie założycieli.

Sam zrób swoje miasteczko
Dziś w Artiborain mieszka około 100 osób, ich liczba zmienia się zależnie od pór roku. Jesienią niektórzy wyjeżdżają do pracy lub na studia. Na lato przyjeżdżają dzieci. Stowarzyszenie zarządzane jest według zasad wspólnotowych. Co jakiś czas, na przykład raz w miesiącu, mieszkańcy spotykają się, by omawiać najważniejsze kwestie. Decyzje podejmowane są demokratycznie. Zarobione wspólnie pieniądze są należą do wspólnoty. Każda osada samodzielnie zarządza swoimi budynkami i terenem. Mieszkańcy stworzyli grupy, które specjalizują się w konkretnych zagadnieniach: rolnictwie, szkolnictwie lub kontaktach z miastem.
Wszystkie trzy pueblos prowadzą ekologiczne uprawy, ekologiczne pozyskują energię. Wszystko robione jest tu własnoręcznie. Każdy kto odwiedzi Artiborain może mieszkać w nim, w zamian za pracę na rzecz społeczności, zazwyczaj pomoc w budowie czy przy uprawach. Co ważne, wszystkie ogrody Airtborain także są dziełem swoich mieszkańców. Dzięki nim miasteczka są niemal niezależne od świata zewnętrznego. Wspólnota Artiborain funkcjonuje wewnętrznie niemal bez pieniędzy. Udało się wypracować wewnętrzny system wymiany pracy i czasu. Zgodnie z zasadą maksymalnego poszanowania dla środowiska korzystanie z samochodów ograniczone jest do minimum.

Model ekowioski: blaski i cienie
Takich enklaw jak Artiborian jest w Hiszpanii kilkadziesiąt, choć większość jest młodsza. Część z nich wypracowuje własne zasady funkcjonowania, część wykorzystuje model ekowiosek.
Według definicji Roberta Gilmana, amerykańskiego astrofizyka i propagatora zasad zrównoważonego rozwoju, ekowioska jest to osadą dopasowaną i, zaspakajającą wszystkie ludzkie potrzeby, zarządzaną wspólnotowo, w której działalność człowieka przebiega w harmonii z naturą, w sposób wspierający jego zdrowy rozwój i może być z powodzeniem kontynuowana w nieokreślonej przyszłości.
Z opowieści mieszkańców Artiborain wynika, że dwa zasadnicze problemy, z którymi spotkali sie twórcy nowych pueblos to kwestia pieniędzy oraz doświadczenia. Niewielu umie stworzyć społeczność od zera, umiejętnie balansować między tym, co wspólne i prywatne, rozwiązywać spory i wspólnie podejmować decyzje. Jedną z zasad obowiązujących w Artiborain jest bieżące reagowanie na pojawiające się konflikty. Może dlatego osadzie udało się tak wiele dokonać.
Pierwszym wspólnym przedsięwzięciem mieszkańców Artiborain było założenie szkoły w Aineto. Niedługo potem, powstała tam także La Cadiera Planetaria, czyli przestrzeń dla warsztatów edukacyjnych, kulinarnych, kulturalnych i wszelkiego rodzaju wydarzeń wspólnotowych.
W Artiborain działa Grupa Animacyjna Trapalanda – lalkarska grupa objazdowa, która swoje spektakle prezentuje w całej Hiszpanii i poza jej granicami. Na początku Trapalanda była raczej przedsięwzięciem non-profit, dziś dla niektórych jej członków jest głównym źródłem zarobku.

Weź sprawy w swoje ręce
W La Casa Fortaleza, XVII-wiecznym budynku spektakularnie zrekonstruowanym przez mieszkańców wioski Artosilla, planowane jest utworzenie centrum dokumentacyjnego ekowiosek oraz szkoły ekologicznego budownictwa. Będzie można tam uzyskać informacje na temat tego, jak budować społeczność i podpatrzeć dobre praktyki.
Każdy kto chciałby spróbować swoich sił w hiszpańskiej ekowiosce lub opuszczonym pueblo może skontaktować się np. z RIE czyli Red Iberica de Ecoaldeas (Iberyjska Sieć Ekowiosek) – organizacją w pewien sposób zrzeszającą wszystkie tego rodzaju projekty. Pomocna może być także organizacja REDR, czyli Red Española de Desarrollo Rural (Hiszpańska Sieć Rozwoju Wsi). Warto przedtem obejrzeć kilka filmów dokumentalnych: Tierras de Trapalanda lub na przykład Pueblos abandonados. Można szukać miasteczek do wzięcia na własną rękę, za pośrednictwem mapy. Wszędzie mile widziane są rodziny wielodzietne lub osoby z pomysłem na biznes. Raz się żyje!

Opublikowano na ekonomiaspoleczna.pl

Friday, 25 July 2014

Wybieram dobre rzeczy

Są firmy, w których projektant wymyśla ciekawy przedmiot, a potem angażuje w produkcję lub sprzedaż na przykład osoby bezrobotne, starsze, byłych więźniów, samotne matki, niepełnosprawnych. Na dodatek produkty sprzedają się i przedsiębiorstwo robi dobry biznes.

Ile takich firm działa w Polsce? Optymistycznie patrząc – kilka. Oto przykłady. Pierwszym przedsiębiorstwem społecznym w Polsce, które z pełną świadomością postawiło na design jest Fundacja Rozwoju Przedsiębiorczości Społecznej BYĆ RAZEM z Cieszyna. W Warszawie, w 2011 roku powstała Spółdzielnia Mam, która łączy design i polskie tradycje rękodzielnicze oraz aktywizuje zawodowo kobiety wracające na rynek pracy po przerwie związanej z opieką nad dziećmi.
Ciekawym przykładem jest również firma Makkirequ Magdy Godawy z Janowca Podlaskiego, która od 2010 roku produkuje, sprzedaje i rozpowszechnia w Polsce rękodzieło XXI wieku, czyli recyklingowe przedmioty użytkowe, wyplatane według własnego projektu z gazetowych rurek.
Jesienią 2013 ruszyły warszawskie TUTKI™ – firma projektantki Katarzyny Herman-Janiec, która dała już zajęcie co najmniej 60 osobom zagrożonym wykluczeniem społecznym. (z Katarzyną Herman-Janiec rozmawiał Krzysztof Cibor Dizajn społeczny daje frajdę).
Pracownia Rzeczy Różnych SYNAPSIS z Lesznowoli, w której pracują m.in. osoby ze spektrum autyzmu, prowadzi sklep internetowy, w którym sprzedaje przedmioty codziennego użytku, produkuje je dla klientów biznesowych i indywidualnych.
– Ostateczny wygląd naszych produktów to efekt współpracy wytwórców, instruktorów i działu marketingu. Mamy też osobę po Akademii Sztuk Pięknych, której zdanie bardzo się w tej kwestii liczy. Kilka razy dostaliśmy propozycję współpracy z projektantami, którzy chcieli abyśmy np. malowali na jedwabiu, ale z uwagi na to, że nie wszystkie osoby z autyzmem są kreatywne, nie mogliśmy podjąć się tego rodzaju zleceń. Jesteśmy jednak otwarci na współpracę – mówi Izabela Broczkowska, kierownik Zakładu Aktywizacji Zawodowej prowadzonego przez fundację SYNAPSIS.
Istnieją także spółdzielnie socjalne zakładane przez projektantki i projektantów, którzy wspólnie opracowują nowatorskie projekty i są za to nagradzani. Przykładem niech będzie spółdzielnia socjalna PANATO z Wrocławia, która jest laureatem trzeciej edycji Konkursu na Najlepsze Przedsiębiorstwo Społeczne Roku oraz spółdzielnia Spóła Działa, która zwyciężyła w konkursie Złote Kłosy – przedsiębiorstwo społeczne roku w województwie łódzkim.

Dobra robota
Fundacja „Być Razem” z Cieszyna aktywizuje zawodowo osoby bezdomne, bezrobotne, które uczą się fachu i pracują w prowadzonych przez fundację warsztatach. Wytworzone tu przedmioty codziennego użytku: świeczniki, stojaki na wino, skarbonki – bibeloty i domowe gadżety, wykonane głównie z drewna i filcu, sprzedawane są potem pod jedną marką WellDone®Dobre Rzeczy. Autorami części gadżetów sprzedawanych pod tą marką są młodzi designerzy z Wydziału Wzornictwa Przemysłowego Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie oraz Holon Institute of Technology z Izraela. Propozycje te przygotowano w ramach projektu „Od idei do obiektu, od obiektu do produktu” zrealizowanego w 2009 roku we współpracy z uczelniami oraz Instytutem Adama Mickiewicza i Zamku Cieszyn.
Mariusz Andrukiewicz, prezes fundacji pisze na blogu WellDone:
„Dla osób pracujących w naszym przedsiębiorstwie – myślę tu zarówno o zespole zarządzającym Fundacją, jak i o osobach pracujących w warsztatach – design często kojarzył się z czymś mało użytecznym. (…) Zderzenie z rynkiem sprawiło, że odkryliśmy wartość nowoczesnego projektowania i produktu autorskiego. Dla pracowników warsztatów produkcja niebanalnych, wyjątkowych przedmiotów może nie tylko wprowadzić pozytywną zmianę (nad produkcją się dyskutuje), ale również uwrażliwić na obszary i pojęcia dotychczas nie odkryte lub niezauważane, a związane ze sztuką i jej wykorzystaniem w życiu codziennym”.

Dobrą Rzecz Zaprojektuj
WellDone® powiększy swoją ofertę o nowe produkty wykonane według projektów wyłonionych w konkursie „Dobrą Rzecz Zaprojektuj”, zorganizowanym przez „Być Razem” wiosną 2014 roku.
Nagrodę 5 tysięcy złotych otrzymała wówczas Klaudia Kasprzak, studentka Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie
,za projekt pt. „Kablojad”.
Przedmiot wykonany jest z drewna i służy do uporządkowania różnego rodzaju kabli wokół biurka. Dzięki kablojadowi koniec z nurkowaniem pod stół w poszukiwaniu odpowiedniej wtyczki. Klaudia Kasprzak jest autorką innego ciekawego projektu ze społecznym zacięciem. Na stronie krakowskiego ASP można obejrzeć tłuczek do mięsa, który zaprojektowała z myślą o ograniczeniach osób starszych. W skład konkursowego Jury weszli przedstawiciele fundacji, Zamku Cieszyn, warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, Stowarzyszenia Projektantów Form Przemysłowych oraz mediów branżowych („2+3D” i „Design Alive”).

(Nie)wykluczone
Podobny pomysł miała Fundacja Mama i Grupa Hotelowa Orbis. We współpracy z francuską Fundacją Accor zrealizowały projekt społeczny „na rzecz przeciwdziałania wykluczeniu kobiet z rynku pracy i społeczeństwa”. Grupa kilkunastu „pełnych zapału, kreatywnych mam” została przeszkolona w zakresie podstaw prowadzenia biznesu i rękodzieła, aby docelowo stworzyć spółdzielnię produkującą użytkowe gadżety: od świeczników po biżuterię, drobne rzeczy dla dzieci, zawieszki, breloczki. Założenia designerskie nawiązywały do tradycyjnego, polskiego ludowego rękodzieła, a czuwać miały nad nimi dwie osoby wykształcone w tym kierunku. Projekt trwał rok, ale rzeczywistość dała o sobie znać dużo wcześniej.
Okazało się, że pół roku szkoleń to za mało, a ręczne szycie nie pozwoli produkować wystarczającej ilości produktów.
Aby firma mogła przetrwać na rynku konieczne było odpowiednie zaplecze warsztatowe i kompetencyjne. Jako pierwsza i jedyna w 2011 roku spółdzielnia socjalna otrzymała dotację ze środków Funduszu Pracy w Warszawie. Dzięki tym pieniądzom „Mamy” mogły kupić sprzęt, na nowo ułożyły strategię, wymyśliły produkt, zaczęły szyć maszynowo i haftować komputerowo.
– Z pierwotnego składu spółdzielni część osób odeszła, bo znalazła coś bardziej odpowiedniego dla siebie, część dlatego, bo nie potrafiła się tu odnaleźć. Dzisiaj mamy 5 członków, a w spółdzielni pracuje łącznie 7 osób. Dwie z nich odpowiedzialne są za design. Istniejemy, bo obok tego, co dał nam projekt, wykorzystałyśmy także nasze doświadczenia zawodowe m.in.: umiejętności biurowe, administracyjne, marketingowe, asertywność, wytrwałość, zdolność do współpracy i motywacji. Jest z czego wybierać – mówi Małgorzata Falis, prezes spółdzielni.
Spółdzielnia Mam nie chce być postrzegana jako przedsiębiorstwo wykluczonych. Produkty spółdzielni sprzedawane są przede wszystkim klientom biznesowym, za pośrednictwem internetu i w sklepach upominkowych hoteli sieci Orbis. Design ciągle nawiązuje do sztuki ludowej i wzorów tradycyjnych, chociaż nie tylko. Na pytanie czy nie chciałaby rozpisać konkursu dla designerów i poszukać nowych wzorów Małgorzata Falis odpowiada – Trochę odstrasza nas to, że w konkursie obecny jest zwykle ten element wsparcia i pomocy, darmowego projektu. A my nie chcemy, żeby ludzie nas wspierali, tylko żeby kupowali nasze produkty.

Nie ma rutyny, czyli Makkirequ
Magda Godawa nawet nie myśli o Makkirequ jako o przedsiębiorstwie społecznym. Dziś mieszka w małej wiosce pod Zieloną Górą, a firmę założyła w 2010 roku. Jest z wykształcenia malarką, w pewnym momencie natknęła się na technikę wyplatania z gazet i opanowała ją do mistrzostwa. Sąsiedzi z Janowca przynosili gazety, mama, dziadek i narzeczony robili z nich cienkie rurki, a Magda wyplatała. Na początku koszyki i biżuterię, potem coraz większe przedmioty – wszystko według własnego projektu, analizując i ucząc się różnych splotów. Dzięki dochodom ze sprzedaży swoich wyrobów Makkirequ prowadzi także własną ogólnopolską akcję edukacyjną: promuje recykling i uczy wyplatania.
Kilka osób pod czujnym okiem Magdy otworzyło swoje plecionkarskie warsztaty i małe firmy.
Ciekawym przykładem naśladowcy jest Katarzyna Kwiatkowska z Gliwic, która nauczyła się wyplatania na warsztatach Magdy w warszawskiej Sztukarni, a teraz urządza swoje własne szkolenia w kwiaciarni, którą prowadzi w Gliwicach. Za udział w zajęciach „płaci się” darami dla zwierząt, czyli karmą i kocami, które potem przekazywane są do schroniska.
– Jestem dumna, że Makkirequ po prostu dobrze funkcjonuje, że mogę pełnoetatowo robić to, co sprawia wiele satysfakcji. Mogę wykonywać komercyjne zlecenia, jak zrobienie abażurów do restauracji, ale też wyplatać z uczestnikami Przystanku Woodstock. Nie ma rutyny! – mówi Magda.
Firma Magdy Godawy jest także plecionkarskim autorytetem firmy TUTKI™, która jest z pewnością jednym z ciekawszych przedsięwzięć z dziedziny designu społecznego ostatnich lat.

TUTKI, czyli papierowy biznes
Katarzyna Herman-Janiec z Warszawy, projektantka, wcześniej twórczyni marki ProteinDesign, tworzy od niedawna swój własny, oryginalny model biznesowy z wykorzystaniem papierowych rurek. Jej firma TUTKI™ to zaczęła działać jesienią 2013 roku w Warszawie. Produkuje cienkie papierowe rurki w opakowaniach po 42 sztuki i uczy nabywców, jak tworzyć z nich ciekawe obiekty. – Miałam kilka różnych pomysłów na firmę, ale odważyłam się zrealizować właśnie ten, bo znalazłam potencjalnego dystrybutora. Moim produktem zainteresował się Empik. Od razu zamówili pierwszą partię gazetowych rurek – opowiada Kaśka Herman-Janiec – sprzedaż ruszyła w lutym 2014 roku.
W odpowiedzi na zamówienie z Empiku zorganizowała całą produkcję papierowych tutek angażując w nią około 60 osób ze Stowarzyszenia „Otwarte Drzwi”, małego kółka bezrobotnych z Makowa Mazowieckiego, Fundacji SYNAPSIS i ze Stowarzyszenia Niepełnosprawni dla Środowiska EKON, które także dostarczało gazety.  Dziś są to prawdziwi eksperci, jeśli chodzi o produkowanie papierowych rurek określonej grubości, długości i twardości. W SYNAPSIS stworzono jedyny w swoim rodzaju przyrząd do kontrolowania jakości rurek.
W rekrutacji do projektu wspierała ją Fundacja Aktywacja, zajmująca się pośrednictwem na rynku pracy dla osób niepełnosprawnych. Od tej pory, we współpracy z Magdą Godawą, Katarzyna Herman-Janiec organizuje w całej Polsce warsztaty plecionkarskie. Warszawa, Wrocław, Szczecin, Kraków, Cieszyn – w sumie przeszkolono ponad 100 osób. Katarzyna Herman Janiec chciałaby otworzyć filie swojej firmy w wielu krajach Europy. – Tamtejsi niepełnosprawni będą produkować TUTKI z ich własnych gazet. My dostarczymy materiałów szkoleniowych na temat tego jak pleść – mówi założycielka TUTEK™.

W świat!
W polskim internecie działają co najmniej trzy strony internetowe na których kupić można właśnie „dobre” produkty. Jednym z nich jest portal DobreZakupy, w którym kupić można wszelkiego rodzaju designerskie przedmioty i usługi z choćby najlżejszym zacięciem społecznym. W 2012 roku portal wygrał konkurs Stowarzyszenia Twórców Grafiki Użytkowej w kategorii etyka. Podobny profil ma sklep ZLepszejPółki, prowadzony przez Fundację Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego. Ofertę przedsiębiorstw społecznych, przedstawia także portal Wybieram.es, strona internetowa prowadzona przez Fundację Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych pod hasłem „Więcej niż dobre produkty”.
Przedsiębiorstwa społeczne coraz częściej prezentują swoje produkty na arenie międzynarodowej. Na przykład wyroby TUTEK™ zakwalifikowały się do udziału w Międzynarodowym Festiwalu Designu DMY w Berlinie, który odbył się pod koniec maja 2014 roku. We wrześniu pojadą także do Stambułu na warsztaty organizowane tam we współpracy z Instytutem Adama Mickiewicza, w ramach Roku Polskiego w Turcji.
WellDone® właśnie pokazuje swoje produkty na międzynarodowych targach  DW!  São Paulo  Design Weekend, w ramach szóstej edycji wystawy Spirit of Poland.