Saturday, 13 October 2007

Pamięć w pigułce


Umiejętność zapamiętywania informacji i przechowywania ich przez dziesiątki lat to jeden z cudów ludzkiego umysłu. Do niedawna naukowcy mieli mgliste pojęcie o szczegółach tego procesu. Jedną z tajemnic pamięci prawdopodobnie udało się zbadać grupie kanadyjskich badaczy. Kanadyjczycy znaleźli gen, który pełni kluczową rolę w procesie zapamiętywania, i przyjrzeli się dokładniej mechanizmom jego działania. W przyszłości ich odkrycie pozwoli nam być może stworzyć leki cofające skutki choroby Alzheimera oraz demencji. Szczegóły odkrycia opisano na łamach najnowszego numeru pisma "Cell". Pewnie nieraz zdarzyła ci się sytuacja, kiedy bezskutecznie próbowałeś przypomnieć sobie nazwisko aktora czy tytuł jakiejś książki, przez co nie mogłeś w nocy zmrużyć oka. Mimo iż tego rodzaju codzienne problemy z pamięcią mogą być niezwykle irytujące, są one niczym w porównaniu z konsekwencjami zaburzeń pamięci wywołanymi chorobą. W przypadku choroby Alzheimera (choroba neurologiczna o nieznanej etiologii, prowadząca do destrukcji tkanki mózgowej) ludzka pamięć pogarsza się dosłownie z dnia na dzień. Mimo wcześniejszej sprawności intelektualnej chory w przeciągu kilku miesięcy traci wspomnienia z całego życia. Zaburzenia pamięci występują również u osób ciepiących na tzw. demencję - otępienie występującą często u osób w podeszłym wieku. Demencja zdarza się także u osób młodych, tzn. przed 50 rokiem życia - chorujących na serce, choroby układu dokrewnego, miażdżycę, cukrzycę lub nadużywających leków czy alkoholu. Zaburzenia procesów zapamiętywania być może już niebawem zaliczymy do tych objawów chorobowych, z którymi potrafimy sobie poradzić bez trudu. Kamieniem milowym na drodze do osiągnięcia takiego efektu są z pewnością odkrycia zespołu naukowców z Wydziału Biochemii kanadyjskiego McGilll University w Montrealu. Badaczom, których pracami kierował prof. Nahum Sonenberg, udało się bowiem odnaleźć molekularny przełącznik odpowiadający za przenoszenie wspomnień do magazynu pamięci długotrwałej. W rozwiązaniu zagadki pomogły naukowcom zmutowane myszy. W ramach swoich badań naukowcy postanowili bliżej przyjrzeć się genowi, który w normalnej sytuacji odpowiada za produkcję białka "blokującego" proces zapamiętywania. Na potrzeby swego eksperymentu badacze wyhodowali myszy z uszkodzoną wersją tego genu. Zgodnie z teoretycznym założeniem, mutacja genetyczna miała doprowadzić do zmniejszenia produkcji prawidłowej postaci białka eIF2a, czyli białka "zapominania". By przekonać się o rzeczywistych rezultatach uszkodzeń w genie GCN2 uczeni zdecydowali się przeegzaminować swoje gryzonie w specjalnym wodnym labiryncie. To urządzenie bardzo często wykorzystuje się w badaniach laboratoryjnych do sprawdzania zdolności uczenia się i sprawności zapamiętywania u zwierząt. Zasada funkcjonowania wodnego labiryntu jest prosta. Gryzonie, które, jak wiadomo, nie bardzo lubią pływać w wodzie, wrzuca się do basenu na tyle głębokiego, że mimo wszystko są zmuszone do pływania. W obrębie basenu umieszczona jest zwykle jedna lub więcej niewidocznych platform - wysepek. Droga do każdej z platform oznaczona jest wskazówkami wizualnymi - swego rodzaju znakami drogowymi. Im szybciej mysz zapamięta znaki prowadzące na platformy, tym szybciej trafi na miejsce, w którym - choć nadal będzie mokro - nie trzeba będzie pływać. Jak się okazało, myszy mutanty o wiele lepiej radziły sobie z rozpracowaniem labiryntu niż zdrowe gryzonie. Po sześciu dniach treningu, myszy z uszkodzonym genem potrzebowały jedynie 20 sekund, by dotrzeć do platformy, podczas gdy ich "normalne" odpowiedniki błąkały się w wodzie niemal dwa razy dłużej, czyli ok. 50 sekund. "Także inne przeprowadzone przez nas testy behawioralne wykazały, iż myszy ze zmutowanym genem mają lepszą pamięć i o wiele szybciej się uczą!" - mówi prof. Nahum Sonenberg. W drugiej fazie eksperymentu kanadyjscy naukowcy postanowili zniwelować działanie mutacji genetycznej przez podanie myszom specjalnej substancji chemicznej. Dzięki niej ilość białka powodującego zapominanie była znów normalna. Jak się okazało, sztuczne podniesienie jego ilości spowodowało, że myszy wolniej się uczyły i osiągały gorsze wyniki w testach pamięci. Zatem to, od ilości owego białka, którego produkcją sterował konkretny gen zależało - czy pamięć gryzoni będzie przeciętna, czy cudowna. "Jest dosłownie kilka przykładów badań, w których dzięki mutacji genetycznej udało się poprawić pamięć zwierząt" - mówi prof. Nahum Sonenbreg. - Nasz eksperyment to mały, choć niezwykle ważny element układanki mówiącej o tym, jak działa nasza pamięć. Naukowcy podkreślają, iż ich odkrycie może mieć ważne praktyczne zastosowanie i pomóc w opracowaniu leku, który cofałby tragiczne skutki demencji czy choroby Alzheimera. "Kolejnym i, jak się wydaje, nieuniknionym krokiem jest znalezienie cząsteczki czy substancji chemicznej, która dawałaby taki sam efekt, co mutacja, jaką zafundowaliśmy myszom" - mówi prof. Nahum Sonenberg. Zdaniem naukowców taka pigułka choć nie leczyłaby schorzeń samych w sobie - przynajmniej pomagałaby niwelować jeden z ich najbardziej nieprzyjemnych objawów - postępującą utratę pamięci. "Od jakiegoś czasu wiedzieliśmy, iż ekspresja genów oraz produkcja białek pełnią ważną rolę w procesach zapamiętywania, wiedzieliśmy więc, gdzie kryje się potencjalne rozwiązanie problemu. Jednak szczegóły pozostawały dla nas tajemnicą" - mówi dr Weihong Song, specjalista w dziedzinie choroby Alzheimera z kanadyjskiego University of British Columbia. "Moim zdaniem odkrycie kanadyjskich badaczy jest bardzo istotne, ponieważ otwierają przed nami wiele drzwi do dalszych badań, i wskazuje, w którym kierunku powinny iść nasze poszukiwania" - uważa uczony. Oczywiście po żadnej pigułce nie można spodziewać się cudów i nie o cuda w tym wypadku chodzi. "Nawet jeśli taki lek poprawiłby pamięć chorych na Alzheimera o 10 czy 20 procent, to byłaby to olbrzymia zmiana na lepsze" - podkreśla prof. Nahum Sonenberg. Dziennik.pl

Friday, 12 October 2007

Głowa boli nieszczęśliwych

Włoscy naukowcy ustalili, że osoby cierpiące na migrenę "bez aury" mają tendencje do unikania trudnych sytuacji, nadmiernego kontrolowania agresji oraz skłonność do depresji. Według uczonych jest to związane z zachodzącymi w mózgu zaburzeniami gospodarki serotoniną, hormonem szczęścia - pisze DZIENNIK. Migrena występująca bez aury (czyli świetlistych błysków poprzedzających atak) to najczęstsza postać tej choroby, na którą cierpi około 80 proc. wszystkich chorych na migrenę. Napady bólu pojawiają się nagle, najczęściej rano. Wcześniej chory może czuć rozdrażnienie, niepokój. Ból jest pulsujący, jednostronny, zlokalizowany w okolicy oka lub skroni. Towarzyszą mu często nudności, wymioty, nadwrażliwość na światło i dźwięk. Atak migreny trwa od 4 do 72 godzin i zazwyczaj całkowicie paraliżuje życie chorego, dostarczając mu dodatkowo ogromnych cierpień. Jak wynika z przeprowadzonych dotąd badań nad przyczynami i mechanizmami powstawania choroby - są one niezwykle złożone. Migrena uważana jest jednak za chorobę psychosomatyczną - czyli taką, której objawy odczuwane są na poziomie ciała, a przyczyny związane z życiem psychicznym, emocjami. Sugerowano na przykład, że czynnikiem sprzyjającym powstawaniu choroby jest niezbyt umiejętne radzenie sobie z wyrażaniem złości. Zaobserwowano również, że chorzy na migrenę często mają objawy depresji. Ponieważ sposób zarządzania myślami, emocjami, zachowaniami zależy od osobowości, a dokładniej temperamentu człowieka, naukowcy z Uniwersytetu w Turynie postanowili dokładniej przyjrzeć się subtelnym zależnościom między złością, depresją i osobowością "migrenowców". Jako pierwsi przeprowadzili miarodajne badania na ten temat, wykorzystując dość nowatorską koncepcję osobowości R. C. Cloningera. Według tej teorii na osobowość człowieka składają się: charakter zdeterminowany środowiskiem życia oraz temperament uwarunkowany genetycznie.Włoscy uczeni przebadali 105 dorosłych pacjentów Centrum Bólów Głowy przy Uniwersytecie w Turynie, cierpiących właśnie z powodu ataków migreny bez aury. Wyniki badań porównali z grupą kontrolną liczącą 79 zdrowych osób. Uczestnicy eksperymentów nie różnili się specjalnie wiekiem, wykształceniem czy stylem życia. Przeprowadzono wśród nich trzy testy. Pierwszy określał występowanie symptomów depresji. Drugi charakteryzował sposób przeżywania złości. Trzeci - opisywał szczegółowo typ temperamentu i charakteru, czyli osobowość osoby badanej. Wyniki testów oraz wyciągnięte na ich podstawie wnioski są niezwykle interesujące. Osoby ciepiące na postać migreny bez aury częściej przejawiały objawy depresji oraz tendencje do nadmiernego kontrolowania złości - w porównaniu do osób zdrowych. Jeśli chodzi o osobowość - okazało się, że różnice między obiema grupami są dość widoczne, a wspólne cechy osobowości u osób chorych - wyraźne. Osoby cierpiące na migrenę częściej są pasywne, dokucza im poczucie niepewności, są podatne na stres, w sytuacjach wyjątkowo stresujących wpadają w stany lękowe i depresyjne. Ich charakter jest kruchy, wrażliwy, miewają trudności z wytyczaniem sobie celów i z poczuciem autonomii. Dodatkowo - są wrażliwe na ból. Jakie praktyczne znaczenie mają te wyniki badań? Czy stanowią jedynie dodatkową wskazówkę dla psychoterapeutów pracujących z osobowami cierpiącymi na migrenę? Otóż nie tylko. Testy skonstruowane na podstawie teorii R.C. Cloningera pozwalają powiązać określone cechy osobowości, a dokładniej temperamentu czlowieka z aktywnością konkretnych układów neurotransmiterów w jego mózgu. Neurotransmitery to substancje chemiczne, które w układzie nerwowym odpowiadają za przekazywanie sygnałów pomiędzy komórkami nerwowymi. Neuron wysyłający informację uwalnia neuroprzekaźnik, który jest rozpoznawany przez receptory na powierzchni komórki odbierającej impuls i przesyłany dalej w postaci impulsu nerwowego o określonym potencjale. W tym procesie około 10 proc. neuroprzekaźnika marnuje się, pozostałe 90 proc. jest wychwytywane przez komórkę do ponownego użycia. Nadaktywnoć lub zaburzenia w funkcjonowaniu neurotransmiterów powodują zaburzenia w "rozmowie" między neuronami. To skutkuje kolejnymi zaburzeniami, choćby na poziomie samopoczucia. Z jakim układem neurotransmiterów powiązane są cechy temperamentu uznane za charakterystyczne dla "migrenowców"? Z badań włoskich naukowców wynika, że modeluje je układ neurotransmisji serotoninowej w którym zasadniczą role odgrywa serotonina, czyli tzw. hormon szczęścia. Według niektórych neurologów o tym, czy czujemy się szczęśliwi, decyduje poziom serotoniny w tzw. jądrze szwu, w rdzeniu przedłużonym. Niedobór tego przekaźnika powoduje stany psychiczne takie jak agresja i depresja. "Innymi słowy występowanie tych trzech elementów obok siebie: migreny, depresji oraz agresji nie jest wcale przypadkowe - można nawet podejrzewać, że łączy je to samo zaburzenie systemu serotoninergicznego" - piszą w swojej pracy badacze z Turynu. Nie wyjaśnia to może przyczyn i mechanizmów choroby - można jednak próbować jej zabobiegać, przyglądając się owym zaburzeniom. Dzięki temu uda się opracować doskonalsze od stosowanych obecnie farmakologiczne metody zapobiegania migrenie. Dziennik

Rośnie liczba uzależnionych od komórek

Badania wykazują, że coraz więcej ludzi nigdy nie wyłącza swojego telefonu komórkowego. Boją się utracić kontakt z bliskimi - pisze DZIENNIK. Czterech na dziesięciu Hiszpanów jest uzależnionych od telefonów komórkowych - wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez specjalistkę od psychologii uzależnień Franciscę López Torrecillas z hiszpańskiego uniwersytetu w Grenadzie. Uczona twierdzi, że konsekwencje głębokiego przywiązania do komórek mogą mieć równie destrukcyjne działanie na ludzką psychikę jak narkotyki czy alkohol. Francisca López Torrecillas przebadała kilkaset osób między 18. a 25. rokiem życia, by określić, w jaki sposób korzystają z telefonu komórkowego. Wszyscy badani pochodzili z Grenady, jednego z bogatszych miast w Hiszpanii, położonego w południowej części kraju. Z przeprowadzonych przez uczoną wywiadów wynikało, że aż 40 proc. jej rozmówców korzysta z komórki dłużej niż cztery godziny dziennie. Rozmawiają przez telefon, piszą SMS-y, puszczają sygnały do znajomych. Większość stara się nie przepuścić żadnego telefonu i odpowiedzieć na każdego SMS-a, a jeśli im się to nie uda, czują smutek i głębokie obniżenie nastroju. Według hiszpańskiej badaczki, osoby te można określić jako uzależnione od korzystania z komórki. Ich choroba to znak naszych czasów, rezultat przemian społecznych i ekonomicznych, jakie zaszły w kulturze Zachodu w ostatnim dziesięcioleciu. Od alkoholików czy narkomanów różnią się tym, że uzależnienie rozwija się tylko na poziomie psychiki, bez wyraźnych objawów fizycznych. "Dlatego w wielu wypadkach choroba pozostaje przez długi czas nierozpoznana" - mówi profesor Torrecillas. Jakie są inne objawy uzależnienia od komórki? Na przykład horrendalnie wysokie rachunki telefoniczne, często ponad możliwości finansowe użytkownika. Według profesor Torrecillas, uzależnieni bez przerwy nasłuchują też, czy telefon aby nie dzwoni, czy nie przyszedł SMS, wolą zazwyczaj do kogoś zadzwonić niż rozmawiać z nim w cztery oczy. Zaniedbują obowiązki w pracy, na studiach, izolują się od przyjaciół i rodziny. Po prostu ukrywają fakt, że nie potrafią choć na kilka minut rozstać się z małym, niewinnym, dzwoniącym czasami przedmiotem czy wyłączyć go na chwilę. Są to zazwyczaj osoby o niskiej samoocenie, posiadające problemy w nawiązywaniu i utrzymywaniu kontaktów towarzyskich, u których deficyt kontaktu z ludźmi jest tak duży, że potrzeba staje się przymusem. Każda forma jej zaspokojenia, nawet najbardziej iluzoryczna, jest więc na wagę złota. "Wyłączenie telefonu powoduje u nich niepokój, irytację, problemy z zasypianiem i bezsenność, a nawet drgawki i kłopoty z trawieniem" - opowiada prof. Torrecillas. Badania podobne do hiszpańskich przeprowadzono także we Włoszech, gdzie na 58 mln mieszkańców przypadają ponad 62 mln aparatów. Według psychologa Cesare Guerreschi, założyciela Instytutu Patologii Kompulsywnych w Mediolanie, sześć proc. Włochów uzależniło się do tej pory od korzystania z telefonów komórkowych. Są to najczęściej kobiety w wieku 25-35 lat oraz młodzież. Charakterystyczne dla nich jest to, że zawsze mają przy sobie zapasową baterię i nigdy nie wyłączają urządzenia. "Z kolei sześć i pół proc. z grupy uzależnionych, gdy zapomni wziąć ze sobą telefon, wpada w kryzys, identyczny jak po nagłym odstawieniu narkotyku" - twierdzi Guerreschi. Nieustanny przymus ciągłego bycia w kontakcie jest niebezpieczny zwłaszcza dla osób młodych. "Uzależnienie od telefonu komórkowego zagraża przede wszystkim dzieciom i nastolatkom, które dopiero uczą się komunikować z ludźmi. Dla osób z zaburzeniami czy nieśmiałych telefon może łatwo stać się sposobem kontaktowania ze światem, a nie tylko narzędziem" - mówi Marcin Czarnocki, psycholog z zespołu psychoterapeutów SPERO zajmujący się uzależnieniami psychicznymi. Jedynym skutecznym lekarstwem na wyzwolenie się z nałogu jest fachowa terapia. Osoba dotknięta uzależnieniem psychicznym nie potrafi bez pomocy z zewnątrz zrezygnować z kompulsywnego zdobywania i konsumowania danej przyjemności. W Polsce zaobserwowano dotąd uzależnienia psychiczne od: seksu, pracy, zakupów, masturbacji, jedzenia, słodyczy, telewizji, internetu, hazardu i gier komputerowych. "Nie słyszałem, by w Polsce zdiagnozowano przypadek uzależnienia od telefonu komórkowego" - mówi Marcin Czarnocki. "Wydaje mi się jednak, że to kwestia czasu" - dodaje. W końcu każdy z nas ma wśród znajomych osobę, która nigdy nie wyłącza swojej komórki i wpada w rozpacz, kiedy nie uda się jej odebrać połączenia. Na dodatek polskich użytkowników komórek charakteryzuje dwukrotnie większa niż w innych krajach europejskich ilość wysyłanych SMS-ów (średnio sześć dziennie). Trzynaście proc. z nich (największy odsetek w Europie) decyduje się na posiadanie wyłącznie aparatu przenośnego, nie interesuje ich w ogóle telefon stacjonarny. Dziś w Polsce aktywnych jest prawie 35 mln aparatów, jednak - według prognoz - do połowy 2007 r. będzie ich tyle samo, ile wszystkich obywateli (dane GUS z 2006 r.). Francisca López Torrecillas uważa, że uzależnienie od telefonów komórkowych zalicza się do szerszej kategorii uzależnień od nowych technologii, obejmującej również zależność od internetu, gier komputerowych czy telewizji. Niewykluczone, że właśnie ten typ uzależnienia stanie stanie się prawdziwą zmorą XXI w. Przy czym amerykańscy naukowcy przestrzegają pracodawców przed zbytnią swobodą w obdarowywaniu pracowników komórkami czy laptopami. Już wkrótce firmy mogą zostać zasypane lawiną pozwów z powództwa cywilnego od osób uzależnionych od korzystania z tych prezentów. Paulina Kmieć Źródło: dziennik.pl