Thursday, 27 October 2016

Samowystarczalne miasta. Projekt "FabCity".



Fab City jest programem społeczno-ekonomiczno-politycznym, którego celem jest przekształcenie dzisiejszych miast w samowystarczalne, stale komunikujące się ze sobą platformy technologiczne. 

Spuścizna Ildefonsa
Ildefons Cerda, urbanista i inżynier żył w Barcelonie w połowie XIX wieku. Kiedy w latach 1854 -1856 rozebrano mury wokół miasta i konieczna była jego rozbudowa Cerda był jednym z kilkuset planistów, którzy przedstawili swój projekt. „Poszerzka” (po hiszpańsku ensanche, a po katalońsku eixample) według Cerdy miała przypominać miasto-ogród: dużo wolnej przestrzeni i zieleni, zintegrowany system kanalizacyjny i system oświetlenia ulic, brak podziału na klasy społeczne. W Eixample, bo tak oficjalnie nazywa się zaprojektowana przez Cerdę dzielnica, rogi budynków są zaokrąglone, aby nie zasłaniały tego, co dzieje się na sąsiedniej ulicy. Jezdnie są szerokie, choć wtedy nie było jeszcze samochodów.
Ildefonsa okrzyknięto ojcem urbanizacji – jako pierwszy określił tym mianem świadome planowanie miasta na podstawie analizy miejskich struktur i potrzeb mieszkańców. W 1867 roku opublikował „Ogólną Teorię Urbanizacji”, w której pisał o problemach związanych z rozwojem przemysłowym i demograficznym miast. Plan Cerdy realizowano w Barcelonie przez kolejne 100 lat, a sposób myślenia dzisiejszych architektów miasta jest właściwie jego kontynuacją. Od prospołecznej wizji Cerdy różni się jedynie problemami, do których się odnosi, interpretacją miejskiej rzeczywistości oraz określeniem problemów, jakie należy rozwiązać w pierwszej kolejności. 


Technologiczna rewolucja
Vincente Guallart był naczelnym architektem Barcelony w latach 2011-2015, w rządzie Xaviera Triasa z prawicowej partii Convergencia i Unio. Wcześniej, w 2001 roku założył Institute of Advanced Architecture (Instytut Zaawansowanej Architektury Katalonii) czyli IAAC i do dziś zasiada na czele tej instytucji. Partnerem IAAC jest Massachussets Institut of Technology (MIT), a konkretnie utworzone także w 2001 roku za pieniądze z Narodowego Funduszu na Rzecz Rozwoju Nauki, Center for Bits and Atoms (Centrum Bitów i Atomów). W 2011 roku w Limie (Peru), na siódmej międzynarodowej konferencji Fab Lab, te dwie instytucje wspólnie inaugurowały program Fab City, oparty między innymi o opracowaną wcześniej strategię rozwoju dla Barcelony. W inauguracji programu wziął udział barceloński IAAC, Centrum Bitów i Atomów MIT, Fab Foundation i władze miasta Barcelona. Jego celem jest stworzenie międzynarodowej sieci miast niezależnych energetycznie (np. od ropy z Kataru), produkcyjnie (np. od chińskich fabryk) i neutralnych dla środowiska naturalnego. Miasta a la Fab City mają korzystać z najnowszych technologii, m.in. produkcji cyfrowej. Optymalizacja ich funkcjonowania ma odbywać się dzięki analizie danych dostarczanych na bieżąco przez mieszkańców, w oparciu o blockchain. Metoda ta pozwala na rozpatrywanie poszczególnych zmiennych porcjami, tak że kolejne wnioski ewoluują zależnie od ilości przetwarzanej informacji. Do programu może przystąpić każde miasto, miasteczko, społeczność na świecie. Ostateczny termin dla osiągnięcia samowystarczalności wszystkich Fab Miast: rok 2054. Informacje o programie można znaleźć na stronie internetowej fab.city.


Organizacja przestrzeni
Fab City to miasto zdecentralizowane, podzielone na dzielnice, w których mieszkańcy znajdują i produkują wszystko, co jest im potrzebne do życia. Optymalnie każda z „dzielnic” ma wymiary kilometr na kilometr i zamieszkana jest przez 25 tysięcy osób. W tej przestrzeni można swobodnie poruszać się pieszo, rowerem lub korzystając z komunikacji miejskiej, bez konieczności korzystania z samochodu. W Fab City samochody stanowią nie więcej niż 20% miejskiego transportu i zazwyczaj są to samochody wypożyczone lub dzielone np. przez grupę sąsiadów. W Fab City samochód jest przeżytkiem, czymś drogim, nieekologicznym i najzwyczajniej zbędnym. W obrębie jednej „dzielnicy” obok budynków mieszkalnych znajdują się: biblioteka, szpital, szkoły, przedszkole, lokalny bazar, kino, teatr czy lokalny park. W każdej jest także miejsce na Fab Lab, czyli Laboratorium Fabrykacji – ośrodek produkcji cyfrowej. 
Mieszkańcy, wykorzystując do koordynacji obliczeń rozproszonych blockchain, gromadzą i analizują dane na temat swojej lokalnej rzeczywistości, aby na bieżąco badać i coraz lepiej definiować swoje potrzeby. Na podstawie gromadzonych danych powstają nowe rozwiązania. Poszczególne dzielnice komunikują się ze sobą przy pomocy internetu, informują na bieżąco o kolejnych odkryciach, wnioskach i problemach, tworząc w ten sposób Fab Miasto – zarówno w przestrzeni fizycznej, jak i wirtualnej.  


Samowystarczalność
Fab City ma być całkowicie niezależne i samowystarczalne w kwestii produkcji energii koniecznej do codziennego funkcjonowania miejskiej infrastruktury. Póki co rozwiązaniem są panele solarne i odpowiednia transformacja budynków – by w ciągu najbliższych 10-20 lat każdy z nich był energetycznie samowystarczalny. Nadwyżki energetyczne mają być przechowywane np. w bateriach samochodowych. Guallart wierzy, że rozwój metod i technologii służącej do pozyskiwania energii słonecznej jest tak szybki, że dostępne dziś rozwiązania, które ciągle nie są idealne zostaną znacznie ulepszone w ciągu najbliższych lat. Także sztuka kumulowania energii rozwija się w błyskawicznym tempie. Kolejne baterie mogą magazynować coraz więcej i więcej energii. Sam IAAC na codzień pracuje nad modelami energetycznie niezależnych domów, co roku organizuje także konkurs Advance Architecture Contest (http://www.advancedarchitecturecontest.org), którego celem jest wybieranie i nagradzanie najlepszych tego typu rozwiązań.
Już dziś Barcelona jest w pewnym stopniu niezależna energetycznie – cała energia wykorzystywana do oświetlenia ulic pochodzi z miejskiej spalarni śmieci. Fab City dąży także do niezależności w sferze produkcji żywności. W IAAC prowadzono m.in. analizy, których celem była odpowiedź na pytania: skąd pochodzi żywność potrzebna w mieście? Czy można produkować ją w Fab City dzięki wykorzystaniu niezagospodarowanej przestrzeni miejskiej, np. na dachach? IAAC rozważa także takie rozwiązania jak mikrofarmy w domach, brane jest pod uwagę wszystko, co związane z biologią syntetyczną (!). W najbliższych latach w Barcelonie przeprowadzona zostanie swojego rodzaju inwentaryzacja, dzięki której będzie można opracować plan przekształcania miejskich dachów w farmy żywności. Dzięki tzw. produkcji własnej wyżywienie miasta nie jest możliwe w 100%, ale nawet 30% to niezły wynik.  


Produkcja cyfrowa 
Mieszkańcy Fab Miast mają nowe prawo – prawo do produkcji cyfrowej. Mogą w swoim dzielnicowym Fab Labie wyprodukować niemal wszystko według własnych projektów i potrzeb (pod warunkiem oczywiście, że znają się na projektowaniu, programowaniu itd). Produkcja cyfrowa to taka, w której maszyny sterowane są przy pomocy komputera. Najpopularniejsze z nich to frezarki, tokarki, elektrodrążarki, drukarki 3D czy lasery. Produkcja cyfrowa umożliwia precyzję i powtarzalność. Zestaw odpowiednich programów i plik z projektem wysłane pocztą mailową wystarczą, aby ten sam przedmiot można było wyprodukować w dowolnym miejscu na ziemi. Co ciekawe, to tylko czubek wielkiej cyfrowej rewolucji, jaką szykują dla nas twórcy Fab City. Wspomniane już Centrum Bitów i Atomów istnieje przede wszystkim po to, aby rozwijać ideę materii cyfrowej. Jego ostatecznym zadaniem jest opracowanie technologii, która pozwoli na materializowanie się informacji cyfrowej. Naukowcy pod kierunkiem profesora Neila Gershenfelda próbują wykorzystać m.in. nanotechnologię, aby naładować komputerowe bity nanocząsteczkami. W rezultacie będą w stanie stworzyć kod, który po uruchomieniu zamieni się w dowolny przedmiot (widzieliśmy to już na pokładzie Star Trek). W dodatku, kiedy przestanie być potrzebny, będzie można go przebudować lub rozłożyć na części, zależnie od potrzeb – niczym układankę z klocków lego. Żadnych odpadów czy wysypisk śmieci. Z cyfrowej materii będzie można tworzyć gotowe przedmioty, bez konieczności montowania poszczególnych części. Maszyny produkujące przy pomocy cyfrowej materii będą w stanie replikować i wytwarzać same siebie – nie trzeba ich będzie nigdzie wysyłać, tylko wystosować odpowiedniego maila. 


Czas Shenzen 
Co roku organizowany jest kongres międzynarodowej społeczności Fab Labów, ostatni (FAB 11) odbył się w 2015 roku w Bostonie. Każdy kongres jest kamieniem milowym w rozwoju projektu. O przyszłości produkcji cyfrowej, a więc także przyszłości programu Fab City z pewnością będzie się wiele mówić na dwunastej już konferencji Fab Labów, która odbędzie się w sierpniu w Shenzen, w Chinach (9 Fab Labów). Wybór miasta nie jest oczywiście przypadkowy. Shenzen jest światową potęgą w kwestii masowej produkcji elektroniki oraz miejscem, do którego zjeżdżają małe start-upy (początkujące firmy wykorzystujące nowe technologie), aby uruchamiać prototypy swoich wynalazków i wypuszczać je na rynek tak szybko, jak to tylko możliwe. Jeśli twoja firma produkuje roboty, urządzenia sterowane komputerowo, telefony, komputery, narzędzia internetowe czy drukarki 3D – to tylko w Shenzen. Miasto ma mniej więcej 30 lat, średnia wieku wynosi mniej niż 30 lat, powierzchnia miasta jest dwa razy większa niż powierzchnia Nowego Jorku. To jedna z chińskich enklaw, w których dzięki ekonomicznym reformom Denga Xiaopinga dozwolony jest kapitalizm („wiedziony ideami chińskiego socjalizmu”). Przez cały czas drażliwym tematem w Shenzen są prawa pracowników, ale podobno sytuacja w mieście jest pod tym względem o niebo lepsza niż w innych miejscach Chin. Dwunasta konferencja Fab Labów poświęcona będzie Fab Lab 2.0: możliwości wykorzystywania przez Fab Laby ich własnych maszyn do produkcji cyfrowej, aby produkować kolejne Fab Laby oraz maszyny wytwórcze przyszłości. Więcej informacji na temat FAB 12 można znaleźć na stronie fab12.fablabcon.net. 


Świat Fab Lab
Pierwszy Fab Lab powstał w Centrum Bitów i Atomów MIT w 2003 roku, drugi w 2004 roku, przy wsparciu CBA i Narodowej Fundacji na Rzecz Rozwoju Nauki – w mieście Sekondi-Takoradi na wybrzeżu Ghany. Od tamtej pory Fab Laby rosną jak grzyby po deszczu – od Afganistanu, przez indyjskie wioski, Norwegię po Republikę Południowej Afryki. W kwietniu 2016 roku na całym świecie było ich 637, w maju 665, w lipcu 678, obecną liczbę można sprawdzić na stronie internetowej http://www.fablabs.io/labs. Od 2009 roku działa Fab Foundation (http://www.fabfoundation.org), której zadaniem jest rozwój programu, promocja idei i wspieranie wszystkich zainteresowanych zakładaniem kolejnych Fab Labów (http://www.fablabconnect.com). Jeden z najstarszych Fab Labów na świecie i pierwszy w południowej Europie (2004) mieści się przy ulicy Pujades w Barcelonie. Jego szefem jest architekt z Wenezueli od lat mieszkający w Barcelonie – Tomas Diaz, który mówi o zjawisku w następujący sposób: „Fab Laby różnią się od siebie m. in. formą finansowania. Istnieją takie, które utrzymują się z własnej działalności jak nasz: prowadzą szkolenia i warsztaty, działają w FAB Academy. Są takie, które sponsoruje miasto – np. w Barcelonie są dwa Ateneu de Fabricacio. Inne Fab Laby finansowane są przez uczelnie, uniwersytety, a jeszcze inne przez organizacje pozarządowe.” 
Wszystkie Fab Laby łączy jednak ten sam zestaw możliwości. Dzięki określonemu systemowi możliwe jest równoczesne wykonywanie tych samych projektów i podróżowanie pomiędzy poszczególnymi labami. Wiele z nich ma na celu zapewnianie lokalnej społeczności dostępu do Internetu. W Fab Labie w Bostonie powstał projekt, którego celem była produkcja anten, radio i odbiorników do łączności bezprzewodowej. Projekt dopracowano w Fab Labie w Norwegii, przetestowano w Fab Labie w Południowej Afryce, dziś funkcjonuje na komercyjnych zasadach w Fab Labie w Kenii. Żadne z tych miejsc nie miało wystarczającego potencjału, aby zrealizować projekt samodzielnie. Dzieląc się jednak projektem i produkując poszczególne komponenty lokalnie, udało się wspólnie zrealizować konkretny pomysł. Możliwość przesyłania danych na drugi koniec świata i poźniej lokalnego wytwarzania produktów zależnie od potrzeb ma rewolucyjne znaczenie dla biznesu.


Diabelskie miasto 
Teoretyk designu Horst Rittel opisał w drugiej połowie XX wieku proces planowania i wychodzenia naprzeciw potrzebom użytkowników oraz główne problemy, przed jakimi stoją wszelkiego rodzaju projektanci, planerzy oraz innowatorzy. Jak pisał Rittel, sposób przedstawiania problemów jest subiektywny, zależy od punktu widzenia. Proste problemy, czyli te określone, ubrane w słowa są łatwe do rozwiązania, bo zdefiniowanie problemu właściwie od razu implikuje jego rozwiązanie. Są jednak problemy, które Rittel opisał jako „wicked problems“, czyli w wolnym tłumaczeniu – diabelskie problemy. Trudno jednak dokładnie określić na czym one polegają. Co właściwie należy rozwiązać i gdzie kryje się klucz do zagadki. Tego rodzaju problemy są nie do określenia i nie do rozwiązania, można je jedynie czasami „obłaskawić“ – twierdził Rittel. Obłaskawienie diabelskiego problemu, który z definicji jest niezwykle złożony wymaga współpracy grupy ludzi. Muszą ze sobą rozmawiać, kłócić się, dyskutować, przedstawiać konkretne argumenty, śledzić ewolucję poszczególnych zmiennych. W rezultacie powinni zgodzić się co do wspólnych celów i sposobów ich osiągnięcia. Kluczowy jest proces argumentacji. To, czy problem uda się „oswoić” i jaki będzie ostateczny rezultat przemian zależy od tego jakie argumenty zostaną wzięte pod uwagę. Jak mówił Rittel, proces przedstawiania i selekcji argumentów ma charakter polityczny. Wszelkiego rodzaju planowanie i innowacyjne rozwiązania mają także charakter polityczny: godzą wiele sprzecznych interesów wielu różnych grup społecznych. Strategia rozwoju miasta przyszłości to właśnie jeden z takich „diabelskich” problemów.


Problemy nierozważone
Fab City jest w fazie ciągłego rozwoju, idea kształtuje się równolegle do najnowszych rozwiązań technologicznych. Ciągle także pojawiają się nowe wyzwania i problemy związane ze sprawnym funkcjonowaniem miasta przyszłości, np. problem zależności od wielkich korporacji produkujących oprogramowanie i komputery dla Fab Cities, efektywna gospodarka odpadami elektronicznymi, plastikiem czy dewastacja środowiska naturalnego związana z wydobyciem minerałów potrzebnych do produkowania telefonów komórkowych i komputerów. Program zakłada, że większość mieszkańców Fab Miasta będzie zainteresowana technologiami, będzie posiadała komputer, będzie chciała uczyć się podstaw programowania. A jeśli nie, to co wtedy? Idea Fab Labów i fabrykacji cyfrowej nie odnosi się w żaden sposób do tzw. korzyści skali czyli pewnych dobrodziejstw płynących z istnienia fabryk jak choćby większa efektywność i ekonomiczność. Nie ma także mowy o problemach dręczących dziś wiele miast, nie tylko stolicę Katalonii: bezrobociu, wykluczeniu osób starszych czy samotnych rodziców, a w wypadku Barcelony – masowej, zabójczej dla codziennego życia turystyce. W jednym z nagrań video Vincente Guallart opowiada o miastach przyszłości i elektrycznym transporcie publicznym, który ma zastąpić transport samochodowy: „Elektryczne autobusy to nie będzie rozwiązanie dla biednych osób, takich, których nie stać na samochód” – mówi Vincente. Łatwo wyobrazić sobie ulice Fab Barcelony, po których zamiast samochodów suną elektryczne autobusy przeznaczone tylko dla tych, których stać na drogi bilet. Innowacjom technologicznym muszą towarzyszyć innowacje społeczne – nowe i nie-technologiczne odpowiedzi na społeczne potrzeby i problemy.  Fab Cities tylko wtedy odniosą sukces jeśli otworzą się na swoich przeciwników i przygotują w swoich skomputeryzowanych parkach i na cyfrowych skwerkach miejsca dla osób bez komputera, telefonu komórkowego czy nawet zegarka. Takich osób może bowiem być pod dostatkiem.


Opublikowano w Magazynie Wytwórcy oraz na blogu Cohabitat.

Tuesday, 2 February 2016

Inaczej niż Wall Street

Durreen Shahnaz od dwudziestu lat konstruuje alternatywne narzędzia ekonomiczne, dzięki którym tradycyjny biznes wykorzystuje przedsiębiorczość społeczną i odwrotnie.
Durreen Shahnaz była pierwszą obywatelką Bangladeszu na nowojorskiej Wall Street, gdy w 1989 roku zaczęła pracę jako analityk finansowy. Po dwóch latach wróciła do ojczyzny, gdzie zatrudnił ją Grameen Bank, dziś najbardziej znana na świecie instytucja specjalizująca się w mikrokredytach. To właśnie w Grameen zaczęła zastanawiać się, jak mikrofirmy przekształcić w duże, dochodowe przedsiębiorstwa.

Tak zaczęła się jej bardziej osobista przygoda z przedsiębiorczością społeczną. Charakterystyczna o tyle, że Durreen Shahnaz cały czas oscyluje na granicy dwóch światów: tradycyjnego biznesu w duchu liberalizmu i klasycznej przedsiębiorczości społecznej z gatunku Grameen Bank.

Platforma dla drobnego biznesu
OneNest, pierwsze przedsiębiorstwo społeczne założone w 1999 roku przed Durreen Shahnaz, było internetową platformą handlową z własną siecią dostaw i dystrybucji, która służyła tysiącom zarówno bardzo małych, ale i większych firm z całego świata produkujących handmade i fair trade. Firma działała do 2004 roku, kiedy Shahnaz zdecydowała się ją sprzedać. Inwestorzy OneNest nie byli wystarczająco zainteresowani społecznym znaczeniem platformy i nalegali, by domowych wytwórców zastąpić tanimi producentami z Chin. Co ciekawe, OneNest z podobną misją wciąż istnieje w sieci, chociaż nazwisko Shahnaz nie widnieje wśród nazwisk założycieli.
Durreen Shahnaz postanowiła stworzyć w Azji nowy system inwestycyjny, w którym firmy takie OneNest będą miały zdecydowaną przewagę nad tradycyjnymi producentami.

System dla inwestorów
W styczniu 2009 roku, w Singapurze powstało Impact Investment Exchange Asia, czyli pierwsza na świecie Giełda Papierów Wartościowych dla przedsiębiorstw społecznych. Tuż potem Durreen założyła Impact Investment Shujog – firmę zajmującą się ewaluacją wpływu społecznego. Shujog to szansa w języku bengalskim.

Impact Investment Exchange działa w oparciu o trzy platformy pozyskiwania kapitału. Impact Partners jest największą w Azji platformą crowdsoursingową, zrzeszającą ponad 400 inwestorów prywatnych. Impact Incubator wspiera finansowo rozwój nowych przedsiębiorstw społecznych. Impact Capital handluje papierami wartościowymi przedsiębiorstw społecznych.
Celem Impact Investment Exchange Asia jest wywarcie realnego, popartego dowodami wpływu na życie 100 milionów ludzi do 2020 roku dzięki stosowaniu narzędzi finansowych impact investing.

Gdzie inwestować?
W jakie konkretnie firmy można inwestować za pomocą Impact Investment Exchange? Ostatnią inicjatywą IIX Asia jest rozstrzygnięty pod koniec października 2015 roku konkurs dla przedsiębiorstw społecznych działających na rzecz pokoju – The IIX-N-Peace Innovation Challenge 2015.

Wśród zwycięzców jest filipińska firma Coffee For Peace działająca w skonfliktowanym regionie Mindanao. Tutejsza ludność muzułmańska od 1969 roku jest w konflikcie z chrześcijańskim rządem kraju. Model biznesowy firmy motywuje poszczególne rodziny i społeczności do komunikowania się i współpracy. Cofee For Peace działa na zasadzie kooperatywy, włączając w swoje szeregi wszystkich dostawców kawy, którym płaci się fair-tradowe honoraria. Co ciekawe z tutejszych ośmiuset rodzin, osiemdziesiąt procent farmerów to kobiety.
Arzu Studio Hope z Afganistanu jest przedsiębiorstwem społecznym świadomie nastawionym na wspieranie kobiet i ich roli w lokalnej społeczności oraz w walkę z ubóstwem. Słowo arzu oznacza nadzieję. Pracujące dla firmy Afganki produkują ręcznie tradycyjne dywany i inne przedmioty codziennego użytku.
Wonder Women z Indonezji upowszechnia i dystrybuuje wśród wiejskich społeczności kraju proste technologie związane z produkcją czystej energii. Mieszkanki lokalnych wiosek angażowane są w bezpośrednią sprzedaż i objaśnianie działania produktów takich jak: lampy solarne, filtry do wody czy bezpieczne z ekologicznego punktu widzenia kuchenki.
Koe Koe Tech z Birmy dostarcza rozwiązań informatycznych dla lokalnych ośrodków zdrowia, dzięki którym lekarze i instytucje mogą w bezpieczny sposób gromadzić informacje o konkretnych pacjentach. Koe Koe Tech udostępnia także edukacyjną aplikację medyczną która regularnie wysyła pacjentom krótkie informacje na temat ciąży czy dbania o małe dzieci.
Higher Ground z Nepalu prowadzi piekarnię, pracownię rękodzieła oraz działa na rzecz rozwoju lokalnych społeczności. W firmie pracuje 30 osób, w większości kobiety.
Buksh Energy z Pakistanu za cel stawia sobie upowszechnianie energii solarnej i innych źródeł czystej energii w Pakistanie.

Według Durreen Shahnaz wszystkie nagrodzone firmy, mimo swych niewielkich rozmiarów odgrywają bardzo ważną rolę w swoich lokalnych społecznościach. W przyszłości, dzięki wsparciu i odpowiednim inwestycjom, mogą stać się prawdziwymi liderami i motorami wielkich przemian. Konkurs organizowany został przez Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju oraz N-Peace, organizację działającą na rzecz pokoju w Azji. Mogły w nim brać udział wszelkiego rodzaju przedsiębiorstwa społeczne, organizacje pozarządowe prowadzące biznes lub tzw. impact enterprises, czyli „firmy wywierające wpływ“. Zwycięzcy mieli szansę zaprezentować swoją działalność na specjalnym wydarzeniu zorganizowanym w Nowym Jorku, gdzie znaleźć mogli m.in. potencjalnych inwestorów.

ekonomiaspoleczna.pl

Monday, 25 January 2016

Nie wyrzucaj - używaj

Co stałoby się, gdyby ludzie przestali produkować nowe przedmioty, a zajęli się głównie przetwarzaniem i wykorzystywaniem tego, co wyprodukowali od czasów rewolucji przemysłowej? Czy można w ten sposób żyć? Przedsiębiorstwa społeczne przekonują, że tak. I to całkiem nieźle.
Mniej więcej od połowy XVIII wieku ludzkość produkuje na masową skalę. W Polsce, według danych GUS, wytwarzamy 12 milionów ton odpadów komunalnych rocznie. Przetwarzanych jest około 20 procent, reszta ląduje na wysypiskach śmieci. Dwa miliony ton trafia do lasów i rowów lub jest spalane w piecach (dane WWF). W skali światowej wygląda to gorzej. W 1997 roku Charles J. Moore, amerykański oceanograf odkrył największe na świecie wysypisko śmieci, zwane Wielkim Oceanicznym Płatem Śmieci. Zaczyna się ok. 900 km od wybrzeży Kalifornii, a kończy w okolicach Japonii. Gigantyczne złoża plastiku, niczym drogocenny, nieznany ludziom surowiec czekają na swoich poszukiwaczy.

Plastikowa waluta przyszłości
Jednymi z pierwszych odkrywców realnej wartości plastiku są David Katz i Shaun Frankson. W 2014 roku założyli w Kanadzie The Plastic Bank, przedsiębiorstwo społeczne. Jego zadaniem jest przekształcanie plastikowych śmieci w walutę. Jak twierdzą, na świecie istnieje już ponad tryliard kilogramów plastiku i jest to wystarczająca ilość, aby zaspokoić potrzeby wszystkich ludzi na świecie. „Teraz chodzi tylko o to, aby to umiejętnie przetwarzać to, co mamy i stworzyć nowy system walutowy oparty na nowych surowcach” – przekonują.

Główna siedziba The Plastic Bank mieści się na Haiti. Mieszkańcy wyspy zbierają plastik i oddają go do punktów skupu, za co dostają pieniądze lub np. energię elektryczną do naładowania telefonu. Naładowanie komórki kosztuje 40-50 plastikowych butelek. Dla wielu rodzin zbieranie plastiku to sposób na życie i codzienne utrzymanie. Zebrany surowiec przekształcany jest w palety i sprzedawany firmom produkującym plastikowe przedmioty.

„Społeczny plastik” jest minimalnie droższy od nowego plastiku, ale jego wartość rynkowa jest o wiele wyższa, jeśli bierze się pod uwagą korzyści społeczne i środowiskowe. Pod koniec 2014 roku pierwsza firma zdecydowała się na wykorzystywanie społecznego plastiku do swoich opakowań. Butelki Sea Spray, LUSH Cosmetics, firmy produkującej naturalne kosmetyki są z plastiku recyklingowanego.
Oprogramowanie potrzebne do rekonstrukcji całego systemu i zbudowania potrzebnych maszyn dostępne jest online i za darmo. Ze strony internetowej plasticbank.org można ściągnąć m.in. instrukcję i oprogramowanie tzw. wytłaczarki. Maszyna służy do przetapiania odzyskanego plastiku w plastikowy drut, jaki wykorzystuje się w drukarkach 3D.

– W tej chwili naszym głównym celem jest powstrzymanie topienia plastikowych odpadów w oceanach. – mówi David Katz w jednych wywiadów opublikowanych na stronie projektu. Firma jest na etapie opracowania modelu biznesowego, który byłby replikowalny bez względu na lokalizację.

Grzyby z fusów
Odpady mogą być wykorzystywane do produkcji żywności.
Gro Cycle z Totnes, Devon w Wielkiej Brytanii wykorzystują zużytą mieloną kawę do produkcji boczniaków. – Codziennie w Wielkiej Brytanii wypijanych jest około 80 millionów filiżanek kawy – mówi Adam Sayner, jeden z tworców Gro Cycle. – Bogate w składniki odżywcze fusy zazwyczaj lądują niewykorzystane w jakimś przypadkowym miejscu. Gro Cycle zbiera kawowe fusy z kawiarń, barów i restauracji i hoduje na nich boczniaki, które potem sprzedaje do sklepów ze zdrową żywnością.

Firma sprzedaje także zestawy „Zrób to sam” dla wszystkich, którzy chcą hodować grzyby w domu. W ciągu 10 dni, z około 5 kilogramów fusów kawy wyhodować można ponad pół kilograma grzybów. Swoje własne odpady Gro Cycle przetwarza w wysokiej jakości kompost. Być może w przyszłości zużyte fusy posłużą do produkcji bio paliw. Brytyjskie Gro Cycle jest dziełem przedsiębiorstwa społecznego Fungi Futures CIC i działa od 2011 roku.

Zaplecze dla lokalnych wydobywców
Hiszpański RecyHub dopiero powstaje i rozwija skrzydła jako przedsiębiorstwo społeczne. Cel i plan ma niezwykle ambitny, tym bardziej, że niewiele jest przykładów do naśladowania. RecyHub szuka tanich, ekologicznych rozwiązań dla gigantycznej strefy nieformalnej ekonomii otaczającej odpady elektroniczne. Sztandarowym produktem jest maszyna do obdzierania elektrycznych kabli z plastikowej obudowy napędzana przy pomocy pedałowania. Nietypowy „rower“ można zrobić z części dostępnych na każdym wysypisku śmieci.

RycyHub przetestował prototyp na jednym z największych wysypisk odpadów elektronicznych w stolicy Ghany – Akrze, w dzielnicy Agbogbloshie. Prawdopodobnie największe na świecie wysypisko elektronicznych śmieci jest domem dla około 40 tysiecy ludzi. Aż 85% odpadów, które zwozi się tu każdego dnia, pochodzi z Europy. W przybliżeniu trafia ich tu około 171 tysięcy ton rocznie. – Na razie okazało się, że trzeba wzmocnić konstrukcję maszyny tak, aby była bardziej wydajna – mówi Andrea Bastida, jedna z założycieli RecyHub.

„Rower“ to jednak dopiero początek działalności RecyHub. Kolejne wynalazki są w trakcie tworzenia i testowania, a wszystkie narzędzia i opracowania są dostępne na licencji Creative Commons.

Przeciętny mieszkaniec Europy, według danych Eurostat, wytwarza około 500 kg śmieci rocznie. Ogromna ich ilość to po prostu pieniądze, które można odzyskać przy odrobinie wysiłku. Potrzebne jest jednak, by ideę „ekonomicznego wzrostu“ zastąpiła idea „ekonomicznego recyklingu“.

ekonomiaspoleczna.pl 

Monday, 11 January 2016

Odkrycia 2015 roku

Wśród najciekawszych odkryć ekonomii społecznej 2015 roku jest supermarket przyszłości, wyjątkowo skuteczna organizacja promująca edukację dziewcząt w Indiach oraz pierwsza w historii kooperatywa i syndykat nielegalnych imigrantów.
Ósme Światowe Forum Ekonomii Społecznej odbyło się w tym roku w lipcu, w Mediolanie. Pierwszym przedsiębiorstwem społecznym, które miało szansę zaprezentować się międzynarodowej publiczności było hiSbe.

Tak jak być powinno
To supermarket, którego nazwa pochodzi od „How it should be“ czyli „jak to być powinno“. Założycielkami hiSbe są siostry Ruth and Amy Anslow oraz ich przyjaciel Jack z Brighton w Wielkiej Brytanii.

Formalnie hiSbe ma status CIC czyli Community Interest Company, co w praktyce sprowadza się do tego, że wszystkie przychody firmy inwestowane są w jej społecznę misję, z korzyścią dla lokalnej społeczności. Misją hiSbe jest przedefiniowanie zasad funkcjonowania wielkopowierzchniowych sklepów.
– W tej chwili supermarkety w Wielkiej Brytanii mają tak dużą władzę, że zmuszają społeczeństwo,ponoszenia kosztów prowadzenia ich biznesu. To oznacza m.in. przemysłową produkcję żywności, intensywne uprawy, tanią siłę roboczą i tanie paliwo. Prowadzi to do marnotrawstwa, niewydajności, dewaluacjiwartości pracyi systematyczną eliminację brytyjskich rolników z rynku. Co gorsze obecny system zawodzi swoich klientów sprawiając, że wysokoprzetwarzana, złej jakości żywność staje się normą. – mówią w swojej prezentacji Ruth i Amy. W HiSbe jest inaczej. Dobro pracowników i klientów to priorytet, podobnie jak promocja żywności produkowanej w zrównoważony sposób.

HiSbe Food CIC to sieć niezależnych lokalnych supermarketów. Pierwszy z nich otwarto w grudniu 2013 w jednej z mniej zamożnych dzielnic Brighton. HiSbe sprzedaje produkty potrzebne przeciętnej brytyjskiej rodzinie. Jakość, sposób i miejsce i wytwarzania liczą się tu podobnie jak dobra cena.

Ruth, Amy i Jack pracowali nad modelem biznesowym trzy lata. Pieniądze na założenie firmy, czyli 200 tysięcy funtów zebrali dzięki crowdfundingowi i sprzedarzy bonów. Od momentu powstania hiSbe, obroty firmy wyniosły półtora miliona funtów.
Co tydzień przez główny sklep w Brighton przewija się 2700 osób. Supermarket przyszłości zaopatrywany jest przez 80 lokalnych dostawców, a pracuje w nim 15 osób.

Wszyscy zarabiają powyżej living wagei, czyli minimalnej kwoty, jaka wg statystyk potrzebna jest do przeżycia w danym mieście. HiSbe planuje w ciągu najbliższych 30 lat stworzyć sieć lokalnych supermarketów w całym kraju i w ten sposób całkowicie zmienić także krajowy przemysł żywieniowy.

Milion dziewcząt w szkole
W kwietniu 2015roku nagrody dla Przedsiębiorczości Społecznej przyznała już po raz kolejny Skoll Foundation. Jedno z głównych wyróżnień otrzymała Safeena Husain, założycielka indyjskiej organizacji Educate Girls . Działa w marginalizowanych społecznościach wiejskich, w partnerstwie ze szkołami publicznymi, gdzie przeprowadza szkolenia dla lokalnych liderek, by poszerzyć dostęp do edukacji dla dziewcząt.
Od 2007 roku Educate Girls urosło z obejmującego 50 szkół programu pilotażowego do adoptowalnej na szeroką skalę akcji obejmującej milion dzieci i 7 500 szkół.

Imigranci we własnej firmie
W katalońskiej Barcelonie, w październiku 2015 roku powstał Sindicato Popular de Vendedores Ambulantes de Barcelona. To pierwszy w historii Europy, a może i świata syndykat tzw. manteros. Jest on kolejnym dowodem, jak istotną rolę odgrywa ekonomia społeczna w budowaniu mostów między formalną i nieformalną strefą gospodarki.
Manteros to znani barcelońscy uliczni sprzedawcy, zazwyczaj nielegalni imigranci z krajów afrykańskich, którzy na ulicach miasta handlują tanimi gadżetami. W stolicy Katalonii jest ich około 400, chociaż dokładnej liczby nikt nigdy nie pozna, bo wielu z manteros nie posiada dowodów potwierdzających tożsamości prócz ojczystego języka.

„Legalni“ imigranci spotykają się z rasizmem i ostracyzmem społecznym. Ci, nie zarejestrowani w urzędach i pozbawieni prawa do legalnej pracy często bywają ofiarami brutalności policji i bezduszności systemu państwowego. Barcelońską codziennością są policyjne „łapanki“ uciekających w popłochu czarnoskórych chłopaków, z przewieszonymi przez ramię gigantycznymi worami pełnymi podróbek Chanel czy Gucci.

Syndykat powstał we współpracy z władzami miasta. Ma ułatwić nie tylko pracę, ale rozwiązać problemy związane ze statusem nielegalnego imigranta: sprzeciwiać się aktom agresji ze strony policji lub negocjować przestrzeń miejską, w której mogą bez obawy sprzedawać swoje produkty. Z formalnego punktu widzenia syndykat jest najlepszym rozwiązaniem, ponieważ mogą do niego należeć także „nielegalni“ manteros. Syndykat jest czymś w rodzaju związków zawodowych, które reprezentują interesy całej grupy zawodowej, a nie tylko aktualnie zatrudnionych osób.

Innym innowacyjnym rozwiązaniem tego samego gatunku jest barcelońska kooperatywa AlenCoop. Tworzą ją imigranci, którzy do tej pory zajmowali się zbieraniem złomu na ulicach miasta. W swojej firmie, za darmo i w dogodnych godzinach odbierają od mieszkańców miasta metalowe odpady, które potem sprzedają w puntach skupu. Do transportowania złomu używają rowerów bagażowych. Co ważne – ta firma również powstała we współpracy z władzami miasta. Jeśli chodzi o kwestie przedsiębiorczości społecznej projekt wspierał opisywany już na łamach ES LabCoop. AlenCoop działa od 2015 roku, na początku pracowało w niej 15 osób, a rejon działania ograniczał się przede wszystkim do dzielnicy Sant Marti. W tym roku przyjętych zostanie prawdopodobnie kolejnych 15 osób i firma rozszerzy obszar działania.

Promowane i doceniane są przedsiębiorstwa społeczne, których skuteczność – jak wypadku Educate Girls – jest imponująca. Inne przedsiębiorstwa, o których głośno to pionierzy, firmy ambitne i nowoczesne, które jak HiSbe mają odwagę zmieiać to co wydawałoby się nie do zmienienia. Trzecią kategorią są firmy, które jak Sindicato Popular de Vendedores Ambulantes de Barcelona albo AlenCoop odpowiadają na najbardziej palące w danym momencie problemy społeczne – w tym wypadku problem asymilacji legalnych i nielegalnych imigrantów.

ekonomiaspoleczna.pl