Monday, 25 January 2016

Nie wyrzucaj - używaj

Co stałoby się, gdyby ludzie przestali produkować nowe przedmioty, a zajęli się głównie przetwarzaniem i wykorzystywaniem tego, co wyprodukowali od czasów rewolucji przemysłowej? Czy można w ten sposób żyć? Przedsiębiorstwa społeczne przekonują, że tak. I to całkiem nieźle.
Mniej więcej od połowy XVIII wieku ludzkość produkuje na masową skalę. W Polsce, według danych GUS, wytwarzamy 12 milionów ton odpadów komunalnych rocznie. Przetwarzanych jest około 20 procent, reszta ląduje na wysypiskach śmieci. Dwa miliony ton trafia do lasów i rowów lub jest spalane w piecach (dane WWF). W skali światowej wygląda to gorzej. W 1997 roku Charles J. Moore, amerykański oceanograf odkrył największe na świecie wysypisko śmieci, zwane Wielkim Oceanicznym Płatem Śmieci. Zaczyna się ok. 900 km od wybrzeży Kalifornii, a kończy w okolicach Japonii. Gigantyczne złoża plastiku, niczym drogocenny, nieznany ludziom surowiec czekają na swoich poszukiwaczy.

Plastikowa waluta przyszłości
Jednymi z pierwszych odkrywców realnej wartości plastiku są David Katz i Shaun Frankson. W 2014 roku założyli w Kanadzie The Plastic Bank, przedsiębiorstwo społeczne. Jego zadaniem jest przekształcanie plastikowych śmieci w walutę. Jak twierdzą, na świecie istnieje już ponad tryliard kilogramów plastiku i jest to wystarczająca ilość, aby zaspokoić potrzeby wszystkich ludzi na świecie. „Teraz chodzi tylko o to, aby to umiejętnie przetwarzać to, co mamy i stworzyć nowy system walutowy oparty na nowych surowcach” – przekonują.

Główna siedziba The Plastic Bank mieści się na Haiti. Mieszkańcy wyspy zbierają plastik i oddają go do punktów skupu, za co dostają pieniądze lub np. energię elektryczną do naładowania telefonu. Naładowanie komórki kosztuje 40-50 plastikowych butelek. Dla wielu rodzin zbieranie plastiku to sposób na życie i codzienne utrzymanie. Zebrany surowiec przekształcany jest w palety i sprzedawany firmom produkującym plastikowe przedmioty.

„Społeczny plastik” jest minimalnie droższy od nowego plastiku, ale jego wartość rynkowa jest o wiele wyższa, jeśli bierze się pod uwagą korzyści społeczne i środowiskowe. Pod koniec 2014 roku pierwsza firma zdecydowała się na wykorzystywanie społecznego plastiku do swoich opakowań. Butelki Sea Spray, LUSH Cosmetics, firmy produkującej naturalne kosmetyki są z plastiku recyklingowanego.
Oprogramowanie potrzebne do rekonstrukcji całego systemu i zbudowania potrzebnych maszyn dostępne jest online i za darmo. Ze strony internetowej plasticbank.org można ściągnąć m.in. instrukcję i oprogramowanie tzw. wytłaczarki. Maszyna służy do przetapiania odzyskanego plastiku w plastikowy drut, jaki wykorzystuje się w drukarkach 3D.

– W tej chwili naszym głównym celem jest powstrzymanie topienia plastikowych odpadów w oceanach. – mówi David Katz w jednych wywiadów opublikowanych na stronie projektu. Firma jest na etapie opracowania modelu biznesowego, który byłby replikowalny bez względu na lokalizację.

Grzyby z fusów
Odpady mogą być wykorzystywane do produkcji żywności.
Gro Cycle z Totnes, Devon w Wielkiej Brytanii wykorzystują zużytą mieloną kawę do produkcji boczniaków. – Codziennie w Wielkiej Brytanii wypijanych jest około 80 millionów filiżanek kawy – mówi Adam Sayner, jeden z tworców Gro Cycle. – Bogate w składniki odżywcze fusy zazwyczaj lądują niewykorzystane w jakimś przypadkowym miejscu. Gro Cycle zbiera kawowe fusy z kawiarń, barów i restauracji i hoduje na nich boczniaki, które potem sprzedaje do sklepów ze zdrową żywnością.

Firma sprzedaje także zestawy „Zrób to sam” dla wszystkich, którzy chcą hodować grzyby w domu. W ciągu 10 dni, z około 5 kilogramów fusów kawy wyhodować można ponad pół kilograma grzybów. Swoje własne odpady Gro Cycle przetwarza w wysokiej jakości kompost. Być może w przyszłości zużyte fusy posłużą do produkcji bio paliw. Brytyjskie Gro Cycle jest dziełem przedsiębiorstwa społecznego Fungi Futures CIC i działa od 2011 roku.

Zaplecze dla lokalnych wydobywców
Hiszpański RecyHub dopiero powstaje i rozwija skrzydła jako przedsiębiorstwo społeczne. Cel i plan ma niezwykle ambitny, tym bardziej, że niewiele jest przykładów do naśladowania. RecyHub szuka tanich, ekologicznych rozwiązań dla gigantycznej strefy nieformalnej ekonomii otaczającej odpady elektroniczne. Sztandarowym produktem jest maszyna do obdzierania elektrycznych kabli z plastikowej obudowy napędzana przy pomocy pedałowania. Nietypowy „rower“ można zrobić z części dostępnych na każdym wysypisku śmieci.

RycyHub przetestował prototyp na jednym z największych wysypisk odpadów elektronicznych w stolicy Ghany – Akrze, w dzielnicy Agbogbloshie. Prawdopodobnie największe na świecie wysypisko elektronicznych śmieci jest domem dla około 40 tysiecy ludzi. Aż 85% odpadów, które zwozi się tu każdego dnia, pochodzi z Europy. W przybliżeniu trafia ich tu około 171 tysięcy ton rocznie. – Na razie okazało się, że trzeba wzmocnić konstrukcję maszyny tak, aby była bardziej wydajna – mówi Andrea Bastida, jedna z założycieli RecyHub.

„Rower“ to jednak dopiero początek działalności RecyHub. Kolejne wynalazki są w trakcie tworzenia i testowania, a wszystkie narzędzia i opracowania są dostępne na licencji Creative Commons.

Przeciętny mieszkaniec Europy, według danych Eurostat, wytwarza około 500 kg śmieci rocznie. Ogromna ich ilość to po prostu pieniądze, które można odzyskać przy odrobinie wysiłku. Potrzebne jest jednak, by ideę „ekonomicznego wzrostu“ zastąpiła idea „ekonomicznego recyklingu“.

ekonomiaspoleczna.pl 

Monday, 11 January 2016

Odkrycia 2015 roku

Wśród najciekawszych odkryć ekonomii społecznej 2015 roku jest supermarket przyszłości, wyjątkowo skuteczna organizacja promująca edukację dziewcząt w Indiach oraz pierwsza w historii kooperatywa i syndykat nielegalnych imigrantów.
Ósme Światowe Forum Ekonomii Społecznej odbyło się w tym roku w lipcu, w Mediolanie. Pierwszym przedsiębiorstwem społecznym, które miało szansę zaprezentować się międzynarodowej publiczności było hiSbe.

Tak jak być powinno
To supermarket, którego nazwa pochodzi od „How it should be“ czyli „jak to być powinno“. Założycielkami hiSbe są siostry Ruth and Amy Anslow oraz ich przyjaciel Jack z Brighton w Wielkiej Brytanii.

Formalnie hiSbe ma status CIC czyli Community Interest Company, co w praktyce sprowadza się do tego, że wszystkie przychody firmy inwestowane są w jej społecznę misję, z korzyścią dla lokalnej społeczności. Misją hiSbe jest przedefiniowanie zasad funkcjonowania wielkopowierzchniowych sklepów.
– W tej chwili supermarkety w Wielkiej Brytanii mają tak dużą władzę, że zmuszają społeczeństwo,ponoszenia kosztów prowadzenia ich biznesu. To oznacza m.in. przemysłową produkcję żywności, intensywne uprawy, tanią siłę roboczą i tanie paliwo. Prowadzi to do marnotrawstwa, niewydajności, dewaluacjiwartości pracyi systematyczną eliminację brytyjskich rolników z rynku. Co gorsze obecny system zawodzi swoich klientów sprawiając, że wysokoprzetwarzana, złej jakości żywność staje się normą. – mówią w swojej prezentacji Ruth i Amy. W HiSbe jest inaczej. Dobro pracowników i klientów to priorytet, podobnie jak promocja żywności produkowanej w zrównoważony sposób.

HiSbe Food CIC to sieć niezależnych lokalnych supermarketów. Pierwszy z nich otwarto w grudniu 2013 w jednej z mniej zamożnych dzielnic Brighton. HiSbe sprzedaje produkty potrzebne przeciętnej brytyjskiej rodzinie. Jakość, sposób i miejsce i wytwarzania liczą się tu podobnie jak dobra cena.

Ruth, Amy i Jack pracowali nad modelem biznesowym trzy lata. Pieniądze na założenie firmy, czyli 200 tysięcy funtów zebrali dzięki crowdfundingowi i sprzedarzy bonów. Od momentu powstania hiSbe, obroty firmy wyniosły półtora miliona funtów.
Co tydzień przez główny sklep w Brighton przewija się 2700 osób. Supermarket przyszłości zaopatrywany jest przez 80 lokalnych dostawców, a pracuje w nim 15 osób.

Wszyscy zarabiają powyżej living wagei, czyli minimalnej kwoty, jaka wg statystyk potrzebna jest do przeżycia w danym mieście. HiSbe planuje w ciągu najbliższych 30 lat stworzyć sieć lokalnych supermarketów w całym kraju i w ten sposób całkowicie zmienić także krajowy przemysł żywieniowy.

Milion dziewcząt w szkole
W kwietniu 2015roku nagrody dla Przedsiębiorczości Społecznej przyznała już po raz kolejny Skoll Foundation. Jedno z głównych wyróżnień otrzymała Safeena Husain, założycielka indyjskiej organizacji Educate Girls . Działa w marginalizowanych społecznościach wiejskich, w partnerstwie ze szkołami publicznymi, gdzie przeprowadza szkolenia dla lokalnych liderek, by poszerzyć dostęp do edukacji dla dziewcząt.
Od 2007 roku Educate Girls urosło z obejmującego 50 szkół programu pilotażowego do adoptowalnej na szeroką skalę akcji obejmującej milion dzieci i 7 500 szkół.

Imigranci we własnej firmie
W katalońskiej Barcelonie, w październiku 2015 roku powstał Sindicato Popular de Vendedores Ambulantes de Barcelona. To pierwszy w historii Europy, a może i świata syndykat tzw. manteros. Jest on kolejnym dowodem, jak istotną rolę odgrywa ekonomia społeczna w budowaniu mostów między formalną i nieformalną strefą gospodarki.
Manteros to znani barcelońscy uliczni sprzedawcy, zazwyczaj nielegalni imigranci z krajów afrykańskich, którzy na ulicach miasta handlują tanimi gadżetami. W stolicy Katalonii jest ich około 400, chociaż dokładnej liczby nikt nigdy nie pozna, bo wielu z manteros nie posiada dowodów potwierdzających tożsamości prócz ojczystego języka.

„Legalni“ imigranci spotykają się z rasizmem i ostracyzmem społecznym. Ci, nie zarejestrowani w urzędach i pozbawieni prawa do legalnej pracy często bywają ofiarami brutalności policji i bezduszności systemu państwowego. Barcelońską codziennością są policyjne „łapanki“ uciekających w popłochu czarnoskórych chłopaków, z przewieszonymi przez ramię gigantycznymi worami pełnymi podróbek Chanel czy Gucci.

Syndykat powstał we współpracy z władzami miasta. Ma ułatwić nie tylko pracę, ale rozwiązać problemy związane ze statusem nielegalnego imigranta: sprzeciwiać się aktom agresji ze strony policji lub negocjować przestrzeń miejską, w której mogą bez obawy sprzedawać swoje produkty. Z formalnego punktu widzenia syndykat jest najlepszym rozwiązaniem, ponieważ mogą do niego należeć także „nielegalni“ manteros. Syndykat jest czymś w rodzaju związków zawodowych, które reprezentują interesy całej grupy zawodowej, a nie tylko aktualnie zatrudnionych osób.

Innym innowacyjnym rozwiązaniem tego samego gatunku jest barcelońska kooperatywa AlenCoop. Tworzą ją imigranci, którzy do tej pory zajmowali się zbieraniem złomu na ulicach miasta. W swojej firmie, za darmo i w dogodnych godzinach odbierają od mieszkańców miasta metalowe odpady, które potem sprzedają w puntach skupu. Do transportowania złomu używają rowerów bagażowych. Co ważne – ta firma również powstała we współpracy z władzami miasta. Jeśli chodzi o kwestie przedsiębiorczości społecznej projekt wspierał opisywany już na łamach ES LabCoop. AlenCoop działa od 2015 roku, na początku pracowało w niej 15 osób, a rejon działania ograniczał się przede wszystkim do dzielnicy Sant Marti. W tym roku przyjętych zostanie prawdopodobnie kolejnych 15 osób i firma rozszerzy obszar działania.

Promowane i doceniane są przedsiębiorstwa społeczne, których skuteczność – jak wypadku Educate Girls – jest imponująca. Inne przedsiębiorstwa, o których głośno to pionierzy, firmy ambitne i nowoczesne, które jak HiSbe mają odwagę zmieiać to co wydawałoby się nie do zmienienia. Trzecią kategorią są firmy, które jak Sindicato Popular de Vendedores Ambulantes de Barcelona albo AlenCoop odpowiadają na najbardziej palące w danym momencie problemy społeczne – w tym wypadku problem asymilacji legalnych i nielegalnych imigrantów.

ekonomiaspoleczna.pl